4K to doskonały wynalazek!

Filmów produkuje się bardzo dużo. Najwięcej z nich wchodzi do kina jako blockbustery, które mają służyć przede wszystkim naszej rozrywce. Mam jednak wrażenie, że coraz mniejszą wagę przykłada się do tego, jak film ma być zrobiony i jaką ma mieć jakość – przede wszystkim tą wizualną.

Nie da się ukryć, że filmy wysokobudżetowe wyglądają bardzo dobrze. W wielu przypadkach wyglądają rewelacyjnie, choć spora ich liczba sprawia wrażenie „tanich”. Dlaczego? Jest to spowodowane głównie tym, że są robione w pośpiechu. I choć budżet na efekty specjalne jest duży, to twórcy bardzo często decydują się na robienie ich w całości za pomocą komputera. Efekt? Film albo od początku wygląda źle i brzydko. Albo bardzo szybko się starzeje i po kilku latach nie robi ani efektu „wow”, ani jego seans nie sprawia już przyjemności.

Użycie komputerów w pracy przy filmie na pewno ją bardzo ułatwiło i dało twórcom nowe narzędzie pracy. Z czasem jednak, zaczęto skupiać się głównie na komputerach, a zapomniano, czym tak naprawdę jest magia kina. Green screen stał się jednym z podstawowych narzędzi pracy, zaraz po kamerze, a bogate scenografie poszły w dużej mierze w zapomnienie. Oczywiście bardzo tu uogólniam, gdyż nie można powiedzieć, że dotyczy to wszystkich filmów. Jednak w przypadku kina wysokobudżetowego jest to praktyka bardziej częściej niż rzadziej spotykana.

Wspominam o tym wszystkim nie bez powodu. Od miesiąca posiadam w domu odtwarzacz Bluray UHD, czyli mogę już oglądać filmy w 4K, nie ruszając się ze swojej kanapy. Wiem, że większość pomyśli teraz o serwisach streamingowych. O tym, że Netflix ma 4K i to nie jest żadna nowość. Streaming ma jednak pewne ograniczenia (na razie) i jakość jest jeszcze daleka od tego, czego ja bym oczekiwał.

Płyty 4K to rozwiązanie dla mnie idealne. Co prawda, ceny takich wydań są w Polsce wciąż bardzo wysokie – 140 zł i więcej za film, ale w zagranicznych sklepach internetowych można już znaleźć bardzo dobre oferty. Sam ostatnio kupiłem 3 filmy na niemieckim Amazonie, z polskimi wersjami językowymi (napisy + lektor), łącznie za niewiele ponad 200 zł wraz z kosztem przesyłki. Jest to cena w pełni dla mnie akceptowalna, jeśli dostaję za nią wysoką jakość. Całkowicie bez znaczenia jest tutaj fakt, że jestem filmowym świrem, który cały salon ma wypełniony płytami w czasach, kiedy ludzie się takich rzeczy raczej pozbywają, a ja muszę dokupować nowe regały. Tak, to całkowicie bez znaczenia.

taśma filmowa
in.bookmyshow.com

Przez wspomniany miesiąc zakupiłem kilka filmów w 4K – ale dosłownie tyko kilka, bo jak ustaliliśmy, cena nie jest niska – i doszedłem do jednego ważnego wniosku. Otóż wysoka rozdzielczość to przyszłość kina. Kilka lat temu myślano, że będzie nią 3D, ale po tym, jak wybuchł boom na tę technologię, wszyscy powoli się z niej wycofują. Mowa tu nie tylko o twórcach, ale również o producentach telewizorów, którzy teraz kładą nacisk na obecność 4K i HDR, a nie na 3D, jak było to zauważalne jeszcze 2-3 lata temu.

Dwa z tych filmów, które zakupiłem, zostały wyreżyserowane przez Christophera Nolana. Pierwszym jest Dunkierka, a drugi to Interstellar. Ostatnio wyszły wszystkie (prawie) filmy tego reżysera, właśnie w jakości 4K. Nolan jest dla mnie jednym z najlepszych współczesnych twórców filmowych, gdyż doskonale łączy „starą szkołę” z nowoczesną technologią. Swoje filmy kręci już praktycznie w całości za pomocą kamer IMAX, na taśmie 70 mm, dzięki czemu proporcje obrazu to 1,44:1. Podczas seansu domowego skutkuje to tym, że obraz mamy na cały ekranie (bez tych poziomych czarnych pasków). Nolan uważa również, że efekty komputerowe powinno się ograniczać do minimum. Ich zadaniem jest jedynie wspomagać tradycyjne efekty praktyczne, takie jak scenografie, charakteryzacje i tworzenie innych mechanizmów. Efekty komputerowe powinny być wykorzystane w pełni jedynie wtedy, kiedy nie można stworzyć czegoś „ludzkimi rękami”.

Osobiście, w pełni popieram takie podejście i to właśnie dlatego tak cenię Nolana – pomijając oczywiście to, że bardzo lubię filmy, które tworzy. Na przykładzie produkcji takich jak Dunkierka czy Interstellar, oglądanych w jakiści 4K widzę, że to tu jest przyszłość kina. Nie rozwój technik komputerowych, 3D, czy innych niekoniecznie dobrych wynalazków. Nacisk powinno się kłaść przede wszystkich na sprawdzone, fizyczne efekty specjalne. Komputer powinien je tylko wspomagać, a filmy powinno się kręcić w bardzo wysokiej rozdzielczości. Cała technologia jest już tak bardzo rozwinięta, że zamiast brać wszystko „jak leci”, trzeba brać ze wszystkiego to, co najlepsze. Przykładem jest właśnie Nolan.

PS: Dziś odbieram w 4K film, którego zwiastun możecie obejrzeć poniżej. W kinie bawiłem się doskonale i liczę na podobny poziom rozrywki w domu. Jutro się przekonam.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Jak być filmowym „przekocurem”? Trzeba nazywać się Tom Criuse

Kogo macie przed oczami, gdy pomyślicie o najbardziej wpływowym człowieku w Hollywood,...
Czytaj wiecej