Atomowa blondynka

Jeśli szukacie dobrego kina akcji, będącego również pozycją szpiegowską, to do naszych kin wchodzi właśnie świeżutki film z Charlize Theron, która jest tu gorąca, niczym lufa użytego właśnie pistoletu.

Nie mam tu na myśli tylko jej urody, bo przecież nie tylko o to chodzi. Charlize w tym filmie przyciąga swoją grą, tym co pokazuje na ekranie i przede wszystkim swoją siłą oraz charyzmą. Udowadnia, że płeć piękna, jest również silna i przypominam nam, facetom, że kobiet nie należy lekceważyć.

Zimna Wojna, a właściwie jej koniec, to Berlina przybywa agentka brytyjskiego wywiadu, która ma zbadać sprawę morderstwa jednego z jej kolegów. Szybko jednak zostaje wplątana w bardzo niebezpieczną grę, prowadzoną przez inne supermocarstwa.

Choć na pozór może się wydawać, że takich filmów widzieliśmy już wiele, to na szczęście odkrywamy jak wiele świeżości jest w filmie Davida Leitcha, który współtworzył pierwszego Johna Wicka oraz odpowiada za reżyserię drugiej części Deadpoola. Leitch przez wiele lat był kaskaderem w wielu znanych hollywoodzkich produkcjach i widać, że postanowił wykorzystać tu całą swoją wiedzę na temat kręcenia – z baletmistrzowską precyzją – scen akcji. Atomic Blonde jest filmem dla ludzi, którzy uwielbiają kaskaderskie popisy i pościgi samochodowe. Tego w tym filmie nie brakuje i nie sposób wyjść z kina zawiedzionym.

Bohaterka grana przez Charlize Theron to twarda kobieta, z którą niejeden mężczyzna przegrałby pojedynek na pięści lub na picie wódki. Opanowana, zimna i niemal zawsze gotowa do działania. Doskonale prowadzi samochód, nawiązuje romanse i wygląda. Ideał i chciałoby się powiedzieć, że to „damska wersja Jamesa Bonda”, lecz sądzę że nawet agent Jej Królewskiej Mości mógłby mieć problem z Lorraine Broughton (jak nazywa się bohaterka filmu).

Całość obrazu dopełnia kapitalna muzyka z lat osiemdziesiątych – przykładowo przeboje Davida Bowie – która sprawia, że jeszcze bardziej wlepiamy nasz wzrok w ekran. Żeby jednak nie było tak kolorowo, to warto zwrócić uwagę na scenerię, którą jest Berlin tuż przed upadkiem muru. Doskonale oddany klimat tego miejsca i tamtych czasów oraz współgra z całą akcją, jaką prezentują nam twórcy. Do kina szedłem bez żadnych oczekiwań. Wyszedłem oczarowany. Mam nadzieję, że nikt z Was się nie poczuje zawiedziony seansie – jestem niemal pewny, że tak nie będzie. Jedna z lepszych filmowych niespodzianek tego roku.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Gwiezdny chłopak

J.J. Abrams — jeszcze dekadę temu znany tylko nielicznym. Dziś, człowiek, który...
Czytaj wiecej