Average Rob – wymyślony przyjaciel celebrytów

Brad Pitt, Angelina Jolie i Average Rob, fot. Average Rob
Brad Pitt, Angelina Jolie i Average Rob, fot. Average Rob
Brylowanie w blasku fleszy nikomu nie przychodzi z łatwością. To coś, czego nie da się ot tak nauczyć – z tym trzeba się urodzić! Average Rob przekonuje jednak, że nic nie smakuje tak dobrze, jak sukces osiągnięty (dosłownie) przy użyciu własnych rąk.

Posiadanie wpływowych przyjaciół wiele w życiu ułatwia – zwłaszcza jeśli marzy nam się kariera w mediach społecznościowych. Możliwość dzielenia się z internautami fotkami u boku celebrytów bezsprzecznie zwiększa ilość followersów (w końcu nie każdemu dane jest należeć do śmietanki towarzyskiej), jednak nie jest to warunek konieczny. Average Rob udowadnia, że dla chcącego nic trudnego a wszystko, co osiągnął, zawdzięcza tylko i wyłącznie pracy swoich własnych rąk. Dosłownie.

Average Rob z Ryanem Reynoldsem i Blake Lively, fot. Average Rob
Average Rob z Ryanem Reynoldsem i Blake Lively, fot. Average Rob

Average Rob dzieli się swoim szalonym życiem wśród gwiazd na Twitterze, Instagramie i Facebooku. Na co dzień jego poczynania śledzą setki tysięcy użytkowników, choć hejterzy i tak powiedzą, że to Photoshop.

Average Rob to pseudonim artystyczny, za którym skrywa się tak naprawdę Robert Van Impe. Obecnie dwudziestopięcioletni (rocznik ’92) Belg zadziwia internet nie od dziś, ale z każdą kolejną porcją zdjęć z celebrytami wzbudza coraz większe poruszenie. Tym samym Rob stanowi realne zagrożenie dla Lorenza „Dino” Valentino, o którym wspominałem nieco ponad rok temu. Dotąd to Niemiec uchodził za najlepszego przyjaciela gwiazd showbiznesu, jednak wygląda na to, że wiele się w tej materii zmieniło.

Average Rob podczas kampanii prezydenckiej w USA (2016), fot. Average Rob
Average Rob podczas kampanii prezydenckiej w USA (2016), fot. Average Rob

Oczywiście obaj panowie są dowodem na to, o czym pisałem niedawno: internetowe trendy – zupełnie jak ich modowe odpowiedniki – mają to do siebie, że lubią wracać. W tym przypadku mamy do czynienia z połączenie starego, dobrego (i wręcz nieśmiertelnego) Photoshopa oraz tak zwanych „photobomb”. A przeróbki zdjęć bawią zawsze, zwłaszcza jeśli robione są z głową i kunsztem.

Robert Van Impe nie jest zresztą zwykłym internetowym śmieszkiem. Studiował Marketing i reklamę na Uniwersytecie w Coventry, a obecnie jest publicystą belgijskiego magazynu Humo. Rob uchodzi też za niezłego komika, co potwierdza przynależność do „humo sapiens”. Jego nietypowe hobby – bo chyba tak należałoby określić dorabianie siebie na zdjęciach celebrytów – to tylko wisienka na torcie.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Pornhub troszczy się o twoje zdrowie!

Całe szczęście, że ludzkość nadal może liczyć na wizjonerów, poświęcających własne życie,...
Czytaj wiecej