Będzie Pani zadowolona!

Taki weekend w Poznaniu to samo dobro. Bo i człowiek zjadł zapiekankę z pyr, niedietetyczną i nie-vege, z kożuchem zapieczonego żółtego sera, boczkiem i śmietaną (a co mi tam) i - świetny spektakl zobaczył. Dobrze, że w takiej kolejności, bo po przedstawieniu jakoś jeść mi się nie chciało.

Jest taki reportaż Wiesława Łuki „Nie oświadczam się”. Rzecz o zbrodni we wsi Zrębin, która wydarzyła się w wigilię 1976 roku. Czterech mężczyzn na oczach całej wsi zabija ciężarną niespełna dwudziestolatkę, jej męża i nastoletniego brata, a następnie zabójcy pod przysięgą wymuszają na świadkach milczenie. Lektura straszna, niedawno się ukazało wznowienie, jest też w antologii Mariusza Szczygła. I tenże reportaż wpadł w ręce reżyserki Agaty Dudy-Gracz, która wraz z aktorami Teatru Nowego w Poznaniu, jakby z tą książką w ręku, zastanawia się nad naturą zła.

Spektakl „Pani będzie zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk” rozpoczyna się już w foyer teatru, uczestnicy wesela Zuni z Siutkiem witają siarczystymi buziakami przybyłych gości, widzów, wszak my też weźmiemy w tej zabawie udział. Z żywymi i z duchami, bo przez cały czas towarzyszy nam duch Rycia, brata panny młodej, zabitego z okrucieństwem za swoje winy czy też niewiny. Scena kaźni Rycia, Zjeba właściwie, bo każdy ma tam swój przydomek – w swoim okrucieństwie jest jednak dla widzów dorosłych i o mocnych nerwach, ale – jakkolwiek to zabrzmi – koncertowo zagrana. Z reportażu na scenie pojawia się wątek skradzionej kiełbasy, która była jakby katalizatorem zbrodni w Zrębinie, więc gospodarze tej kiełbasy szukają, młodzież grzmoci się po kątach, wódka się leje, przepis na prawdziwy rosół podany także publiczności, dwukrotnie… Wszystko toczy się w przeszłości, w teraźniejszości i w przyszłości. I właśnie w przyszłości Idzik zezna w sądzie, że wszystko się od tej kiełbasy zaczęło… A jak się skończy?

Niewesoło. Bo rzecz jest tym, że dobro i zło to pojęcia względne. Ba, że takim pojęciem jest też sprawiedliwość, zważywszy, że każdy z weselników jest (czy też uważa siebie) za szlachetnego człowieka, chcącego wyłącznie dobrze. Więc nawet jeśli ktoś został zabity, to przecież – tak było trzeba.

Poruszający i olśniewający spektakl. Nie piłem nic a nic, a jednak wyszedłem ze straszliwym kacem.

Zdjęcie plakatu: Teatr Nowy w Poznaniu

Autor artykułu
More from Rafał Turowski

COMING OUT W TEATRZE DRAMATYCZNYM

Warszawski Teatr Dramatyczny nie tylko przez cały lipiec intensywnie gra na wszystkich...
Czytaj wiecej