Coco – no i znów byłem dzieckiem przez dwie godziny

W polskich kinach od dziś możemy oglądać najnowszą animację Pixara zatytułowaną Coco. Przyzwyczaili nas już do wysokiej jakości swoich produkcji. Czy tak jest i tym razem?

Otwarcie muszę powiedzieć, że nie wiedziałem za wiele o tym filmie przed seansem. Znany mi był fakt, że będzie on miał swoją premierę oraz po prostu to, że to film od Pixara — i to mi tak naprawdę wystarczyło, by zachęcić mnie do pójścia do kina. Nie widziałem nawet ani jednego zwiastuna. Mam wrażenie, że wyszło mi to na dobre, ponieważ każdą scenę i tekst, widziałem i słyszałem po raz pierwszy. jakim filmem jest Coco?

Przede wszystkim, przepięknym wizualnie. Wiem, że mówię, to po każdym filmie Pixara – co tylko dowodzi, że nie spoczywają na laurach – ale to doskonała animacja na najwyższym z możliwych poziomów. Detale, kolory i płynność obrazu sprawiają, że patrzy się na wszystko z niebywałą przyjemnością i chce się być w kinie. Nie wiem jak oni to robią, ale z każdym filmem technicznie jest nie tylko lepiej, ale i ze smakiem. Jest tak zresztą właściwie odkąd istnieje Pixar, dlatego też ich filmy bardzo wolno się starzeją. Obejrzyjcie sobie teraz Toy Story z 1995 roku, które było pierwszym filmem w pełni powstałym za pomocą grafiki komputerowej. Oczywiście zobaczycie, że film ma już swoje lata, ale wciąż potrafi zrobić on na nas wrażenie – a ma już ponad 20 lat!

Coco to folklorystyczna opowieść umiejscowiona w Meksyku podczas Dia de Muertos (Dnia Zmarłych). Święto to jest odmienne od naszego, gdyż opiera się w dużej mierze na zabawie. Czci się również życie pozagrobowe zmarłych i więzy rodzinne. Młody chłopak przenosi się do świata zmarłych, by tam skontaktować się z przodkami swojej rodziny. Mnie bardzo ta koncepcja się spodobała i przypadła mi do gustu. Dodatkowo główny bohater marzy o tym, być muzykiem, w związku z czym mamy tu również piosenki – może nie w takiej ilości, jak w produkcjach Disneya, ale to akurat plus.

Olbrzymią zaletą filmu jest dubbing. Disney i Pixar nie oszczędzają na tym, by w ich produkcjach głosów użyczali nie tylko popularni, ale i zdolni aktorzy. Tutaj mamy przede wszystkim Macieja Stuhra, Bartosza Opanię oraz Agatę Kuleszę.

Po kilku ostatnich produkcjach od Pixara – Uniwersytet potworny, Dobry Dinozaur czy nawet Gdzie jest Dory i Auta 3 – byłem nieco zawiedziony. Co prawda W głowie się nie mieści z 2015 było znakomite, ale mimo wszystko ostatnie ich filmy dla mnie pozostawały nieco do życzenia. Na szczęście Coco w reżyserii Lee Unkircha (który wcześniej był odpowiedzialny za świetne Toy Story 3), znów przywróciło mi wiarę w to, że Pixar może tworzyć filmy, które są więcej niż tylko dobre. Film stawia na tradycje rodzinne, na pamięć o tych, którzy odeszli oraz mówi, że czasami warto zapomnieć o swoich własnych potrzebach. Ale przede wszystkim przypomina nam, że warto z rodziną rozmawiać i żyć z nią w dobrych stosunkach. To wszystko jest utrzymane w pięknej stylistyce i wypełnione jeszcze świetną muzyką i śpiewem.

Jest to idealna pozycja nie tylko dla najmłodszych i ich rodziców, ale dla wszystkich, którzy lubią oglądać animacje. Muszę przyznać, że dobrze było znów poczuć się w kinie jak małe dziecko. Nie mogę się teraz doczekać, aż film zostanie wydany na Bluray i będę mógł go znów obejrzeć, tym razem we własnym salonie. Idźcie, bo warto.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Życie animowane

Czy magia kina może sprawić, że życie będzie łatwiejsze i przyjemniejsze? Oczywiście....
Czytaj wiecej