Czarownice u Jaracza

Znów byłem w Łodzi. Bo świetna wystawa Awangardy - Strzemiński, Le Corbusier, Kandyński, Klee, Munch i wielu innych, do zobaczenia w MS2. I - bo premiera w Jaraczu, niezwykła, będąca jednym z elementów obchodów 70-lecia Wydziału Aktorskiego łódzkiej Filmówki. I wraz ze studentami, aktorami i profesorami tegoż wydziału Mariusz Grzegorzek, rektor PWSFTviT, wystawił jeden z najlepszych spektakli mijającego sezonu – Czarownice z Salem Arthura Millera.

Jest rok 1953 i owładnięte makkartyzmem Stany Zjednoczone, niezłomny senator McCarthy z niezwykłą pasją szuka komunistów. Sam Arthur Miller jest ścigany przez senatora, pisze sztukę o siedemnastowiecznych procesach czarownic w Salem, w stanie Massachutes. Cóż, reakcja była histeryczna, nie tylko wzywano autora przed oblicze Komisji, głównego organu osądzającego, ale i zakazano druku, zabrano paszport, skazano na wyrok w zawieszeniu. Ale Czarownice zostały wybrane sztuką roku na Broadwayu, co jeszcze bardziej inkwizytorów rozsierdziło.

Mamy koniec XVII wieku, amerykańskie miasteczko Salem, kilka dziewcząt bawi się w wywoływanie duchów. I ta dziecinna zabawa będzie miała nieodwracalne i tragiczne konsekwencje.  W ciągu zaledwie kilku miesięcy powieszono tam za czary 19 osób, wiele torturowano, innych trzymano w więzieniu bez procesu. Ba, zabito nawet dwa psy, ponoć pomagające czarownicom. I temu zbiorowemu szaleństwu Miller przygląda się na chłodno.

Spektakl wbija w fotel. Oczywiście, można było wnieść do przedstawienia mnóstwo współczesnych odniesień, co było by i łatwe i efektowne, chwała Bogu Mariusz Grzegorzek tego nie zrobił, bo powstałoby przedstawienie nieznośnie publicystyczne. Tymczasem rzecz jest ponadczasowa, bo przyglądamy się narodzinom zbiorowej paranoi, o tyle przerażającej, że choć liczy sobie ponad 300 lat, to twarz ma niepokojąco współczesną.

Zobaczycie u Jaracza spektakl zrealizowany z poszanowaniem inteligencji i wyobraźni widza (znakomita scenografia), a także koncertowo zagrany. Świetna Agnieszka Więdłocha jako Abigail, wielka rola Ireneusza Czopa (Proctor), znakomici obaj pastorowie (Marek Nędza i Michał Staszczak) – czy wspaniały epizod Rebeki zagrany przez profesor Zofię Uzelac.

Nie umiem przestać o tym spektaklu myśleć.

Źródło zdjęć: www.teatr-jaracza.lodz.pl

Autor artykułu
More from Rafał Turowski

Przedświąteczny Wiedeń

Szybka receptura na znakomity weekend
Czytaj wiecej