Czego się bać?

Na ekrany polskich kin wchodzi właśnie remake ekranizacji powieści Stephena Kinga, „To“. Dawno się już niczego w kinie nie bałem i ciekaw jestem, czy ten seans to zmieni.

To ma już ponad 30 lat i jest uznawana za jedną z najbardziej przerażających powieści autorstwa Kinga – który jak wiemy, wiele strasznych rzeczy w życiu napisał. Bardzo popularna jest ekranizacja powieści z 1990 roku, w postaci dwuodcinkowego miniserialu. Zgodnie z „modą” panującą aktualnie w Hollywood, postanowiono nakręcić remake, który od dziś możemy obejrzeć w naszych kinach.

Stephen King jest chyba najchętniej ekranizowanym autorem. Wiele z jego powieści i opowiadań przeniesiono na duży ekran, głównie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego stulecia. Jak dla mnie, wiele z tych ekranizacji, to najlepsze horrory, jakie dane mi było oglądać. Gdyby przyjrzeć się dokładniej najpopularniejszym hitom z tamtych lat, łatwo zauważymy, że przynajmniej jedna pozycja w roku, miała związek z Kingiem. Warto tu wspomnieć o takich filmach jak Carrie, Lśnienie, Christine czy choćby Skazani na Shawshank. Na pewno jest to związane z moim dorastaniem w tym okresie, ale uważam, że te dwadzieścia lat, o których wspomniałem, to najlepszy czas horrorów i filmów grozy w kinie. Od tamtej pory (pomijając kilka tytułów po 2000 roku), rzadko cokolwiek mnie naprawdę przeraża w filmach.

Sądzę, że ten temat został już bardzo mocno wyeksploatowany – choć tak naprawdę, można to powiedzieć o niemal każdym gatunku filmowym. Ciężko jest teraz wpaść na pomysł, który nie będzie kalką lub powieleniem pewnych schematów.

Jednak jeśli już trzeba wracać do czegoś, co zostało wcześniej nakręcone, to nie ma chyba lepszego wyboru, niż King. Jego powieści to świetny materiał bazowy, który trzeba już tylko umiejętnie przedstawić.

W powieściach Kinga, najczęściej zmagamy się z różnorodnymi potworami i demonami. To one nas przerażają i nie pozwalają później zasnąć. Choć faktycznie będąc młodym, filmy te prześladowały mnie – czasami nawet przez wiele tygodni – to i tak najbardziej przerażajace są dla mnie slashery. Bardziej niż wyobrażenia dziwnego stwora, który może czaić się pod moim łóżkiem, boję się perspektywy świra z siekierą w mojej szafie. Ludzie sami w sobie, są straszni i mogą robić sobie nawzajem potworne rzeczy, dlatego wiem, że takie filmy są chyba bardziej realistyczne, przez co straszniejsze.

Niestety, w tym podgatunku również, od dłuższego czasu, nic nie wywarło na mnie większego wrażenia. Czy zatem, mamy jeszcze czego się bać w kinie?

W rzeczywistości, mało kto chyba lubi strach. Jeżeli jednak mamy być przerażeni, to wolimy to czuć podczas seansu filmowego, niż w prawdziwych życiowych sytuacjach. Do tego, byśmy się bali, od dawna nie wystarcza już straszna maska lub ogromna liczba trupów na ekranie. Najlepsi twórcy filmowi wiele lat temu odkryli, że najważniejsze jest odpowiednie budowanie napięcia i nie pokazywanie wszystkiego od razu. Dlatego na tych najlepszych filmach gatunku „zło” ukazuje się często nawet, dopiero w połowie seansu. Powiedzmy sobie szczerze, bardziej przerazi Was to, że od razu po wejściu do lasu, ktoś zacznę Was gonić, czy 40-minutowe poczucie, że ktoś za Wami idzie?

Od długiego czasu wyczekuję filmu, który skutecznie wywoła u mnie uczucie strachu i niepewności. Filmy o duchach i innych zjawiskach paranormalnych niespecjalnie się do tego nadają, jednak nie twierdzę, że w ostatnich latach nie było kilku ciekawych pozycji. Być może nowa wersja To będzie udanym powrotem do czasów przerażających horrorów. Doszły mnie słuchy, że film wypadł naprawdę dobrze i warto iść na niego do kina. Mam zamiar to uczynić, ale seans będzie musiał chwilę poczekać, bo aktualnie przebywam na urlopie. Najpierw odpocznę, a później się przestraszę — to brzmi jak plan!

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Besson. Luc Besson.

W latach dziewięćdziesiątych był jednym z najpopularniejszych Francuzów. Każdy, kto choć trochę...
Czytaj wiecej