Do dna, kamraci, jo ho

Piraci pływający po karaibskich wodach są już nami od prawie 15 lat. Ja natomiast mam wrażenie, że jest to już stanowczo za długo.

Opisywana seria jest dla mnie naprawdę świetna. Przynajmniej jeśli mówimy o pierwszych dwóch filmach. Pamiętam jak w 2003 roku byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co zobaczyłem w kinie. Nie dość, że obejrzałem znakomity film o piratach – najlepszy od wielu lat – to powrócił do kina w pięknym stylu Johnny Depp. Jako dzieciak kochałem gatunek o pirackich pojedynkach, poszukiwaniu skarbów i pływaniu statkami po morzach i oceanach. Na bale przebierańców zakładałem kostiumy, które zamieniały mnie w kapitana jednego z okrętów. Jedni jako chłopcy marzyli o tym by być policjantem albo kosmonautą – ja chciałem być piratem. Naoglądałem się wielu pirackich filmów, ale niestety od lat dziewięćdziesiątych, gatunek ten zaczął umierać. Nadzieja wróciła z produkcją Gora Verbinskiego.

Pierwszy film z serii okazał się strzałem w dziesiątkę. Powstał na podstawie jednej z atrakcji w Disneylandzie i teraz jest już kultową pozycją dla wielu osób na całym świecie. Ogromny sukces tego filmu był gwarantem tego, że powstanie kontynuacja i nastąpiło to bardzo szybko. Od razu postanowiono, że będzie z tego trylogia i drugą część kręcono równocześnie z trzecią. Druga część pod niektórymi względami była dla mnie lepsza od pierwszej, trzecia nieco mniej, jednak była bardzo dobrym domknięciem całej historii. Twórcy jednak zostawili sobie furtkę dla kontynuacji.

Przez kilka lat nic się nie działo w temacie tej serii, aż w końcu powstała część czwarta i dla mnie trochę niezwykłość tej serii padła. Film miał dobą obsadę, wciąż wykonanie było na wysokim poziomie, jednak scenariuszowo wiele tak dla mnie nie zagrało. W przypadku kontynuacji panuje teraz taki trend, że pisze się je na kolanie i bardzo odstają one poziomem od swoich poprzedników. Czy umiem to wytłumaczyć? Niestety nie.

Najgorsze jednak jest to, że postanowiono stworzyć kolejny, piąty już, film i w moim odczuciu również nie należy on do najlepszych. Właśnie wchodzi do naszych kin, także macie idealną okazję, by zobaczyć go na dużym ekranie. Nie powiem, jest lepiej niż w przypadku Na nieznanych wodach, ale to naprawdę nie było aż tak trudne do osiągnięcia. Wraca Johnny Depp i kilku innych aktorów, których kojarzymy z wcześniejszych filmów. Szkoda, że postać Jacka Sparrowa… przepraszam, Kapitana Jacka Sparrowa, stała się już karykaturą samej siebie. Non stop te same żarty, te same zachowania, nic świeżego, nic nowego. I to się tyczy całego filmu. Wszystko sprawdzone wcześniej, tylko bezpieczne rozwiązania. Szkoda, bo moim zdaniem to seria z naprawdę wielkim potencjałem, który jest niestety marnowany poprzez kręcenie się w kółko. Nawet głównym przeciwnikiem naszych bohaterów jest kolejny raz kapitan władający statkiem nieumarłych, którzy są objęci jakąś straszną klątwą. Oklepane i nudne.

Czy już wszystkich do tego filmu zniechęciłem? Nie miałem takiego zamiaru. To, że mnie się on średnio podobał, nie znaczy, że innym również. Mojej narzeczonej podobał się bardzo, ale podkreśliła, że jest to tylko czysta i niezobowiązująca rozrywka. Zgadzam się tym. Bardzo niezobowiązująca.

Nie bawiłem się na nim źle. To nie jest również tak zły film, jak mogłem dać do zrozumienia. Po prostu nie ma tego czegoś, co miała np. Klątwa Czarnej Perły, czyli świeżości. Tu już wszystko jest dobrze znane i nic niczym nie zaskakuje. Jednak nie tego oczekuję od filmu przygodowego. Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara od dziś w polskich kinach. Idźcie i mam nadzieję, że Wam spodoba się on o wiele bardziej.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Iść czy nie iść?

W okresie letnim z jednej strony chodzi się do kina częściej, a...
Czytaj wiecej