Do Gwiazdki jeszcze tydzień, ale Gwiazda Śmierci już przybyła.

Zdaję sobie sprawę jak pesymistycznie to brzmi. Chodzi mi jednak nie o żadną masową zagładę, jaka może nas czekać, a o nowy film z uniwersum Gwiezdnych Wojen, który właśnie wtargnął na ekrany naszych kin.

Zdaję sobie sprawę jak pesymistycznie to brzmi. Chodzi mi jednak nie o żadną masową zagładę, jaka może nas czekać, a o nowy film z uniwersum Gwiezdnych Wojen, który właśnie wtargnął na ekrany naszych kin.

Mowa oczywiście o Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie, najnowszym filmie od Lucasfilm. Nie jest to kontynuacja filmu sprzed roku (Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy), a spin-off, będący całkowicie inną historią, niż ta z głównego nurtu. Nie znaczy to jednak, że nie jest z nią jakoś powiązana. Film opowiada historię, która ma miejsce praktycznie tuż przed wydarzeniami znanymi z filmu Gwiezdne wojny: Część IV – Nowa nadzieja, a mianowicie mówi on o wykradnięciu przez Rebeliantów planów Gwiazdy Śmierci, na podstawie których został później opracowany plan jej niszczenia, wykonany przez Luke’a Skywalkera.

Pomimo tego, że film nie jest bezpośrednio powiązany z główną Sagą, to niczym on od niej nie odstępuje. Mało tego, od niektórych filmów może się wydać nawet lepszy. Ja co prawda nie zaliczam się do osób, które tak myślą, jednak jestem świadom tego, że to dobry film, który ogłada się przyjemnie, a większość z Was, która wręcz kocha uniwersum, powinna poczuć się jak w domu.

Niedawno miałem okazję zobaczyć listę filmów, jakie w najbliższych latach do kin planuje wprowadzić Disney, do którego również należy Lucasfilm. Na tejże liście było ponad 30 tytułów, z czego 4 (nie licząc tego, który właśnie wszedł na ekrany) ze świata Gwiezdnych wojen. O ile jestem fanem i cieszę się, że będę mógł te filmy zobaczyć, to trochę się boję, czy nie będzie tego za dużo. Czekają nas bowiem jeszcze epizody VIII i IX z głównej Sagi oraz dwa spin-offy. Czy przypadkiem seria nie straci na świeżości i popularności? Co do tego drugiego, to jestem niemal pewien, że nie. Mieliśmy już w historii serii dwie trylogie; obie powstawały i wchodziły do kina na przełomie 6 lat. Z trylogią rozpoczętą rok temu jest tak, że wszystkie części zobaczymy w ciągu 4 lat, ale myślę, że produkcyjnie spokojnie Disney mógłby je wypuścić rok po roku lub nawet szybciej. Każdy film musi jednak na siebie zarobić itp. Jeśli już jesteśmy przy zarobkach, to nie przeszkadza mi sama częstotliwość produkcji filmów. Prawdę mówiąc, mogłyby być i dwa w ciągu jednego roku. Bardziej przeraża mnie cała lawina marketingowa, która idzie za serią. Rok temu niemal dosłownie potykałem się o Gwiezdne wojny na ulicy. Nie było w naszym życiu chyba żadnego produktu, który nie byłby jakoś powiązany z filmem. Trochę jednak tego za dużo było. Przy okazji tegorocznej premiery już było i jest spokojniej, ale za rok wchodzi do kin kolejna część głównej Sagi i znów będzie się do działo w grudniu, tuż przez Gwiazdką. Gwiazda Śmierci znów się u nas pojawi, tym razem w postaci szału zakupowego.

Kultura masowa, jak sama nazwa wskazuje, jest skierowana do mas. Nie mam zamiaru tu apelować o to, żeby była ona bardziej ambitna, nie mam z tym problemu. Dopóki nie jest to tandeta, to nie przeszkadza mi to, że jest ona prostą rozrywką, tak jak Gwiezdne wojny. Mam tylko nadzieję, że w dalszym ciągu będzie w jej przygotowywanie wkładane serce, a nie tylko trzymany w ręku kalkulator, mający poinformować szefów wytwórni, jak wiele pieniędzy zarobią, przede wszystkim na zabawkach i innych produktach, a nie sprzedaży kinowych biletów.

Zanim jednak zasiądziecie za tydzień przy wigilijnym stole, idźcie na Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie. To dobre kino i na szczęście, przed filmem nie wciskają nam zestawu z zabawkami z filmu.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Besson. Luc Besson.

W latach dziewięćdziesiątych był jednym z najpopularniejszych Francuzów. Każdy, kto choć trochę...
Czytaj wiecej