Don’t worry, be happy

Znacie powiedzenie, że najlepsze scenariusze pisze życie? Wystarczy spojrzeć na najlepsze filmy w historii kinematografii, nagradzane przede wszystkim za ich scenariusze i można łatwo zauważyć, że większość z nich jest oparta na faktach.

Kilka lat temu odkryłem, że naprawdę ważne i ciekawe są filmy dokumentalne. Jednak nie takie, jakie oglądałem będąc dzieckiem, gdzie narratorem była Krystyna Czubówna. Chodzi mi o filmy, które opowiadają prawdziwe historie, o prawdziwym ludzkim szczęściu i dramatach. To z nich możemy wynieść najwięcej wartości i lekcji, które w prosty sposób możemy przełożyć na nasze własne życia. Gdy zacząłem jeździć na festiwale filmowe, jednocześnie coraz większą moją uwagę przykuwała sekcja z filmami dokumentalnymi i teraz nie wyobrażam sobie nie zobaczyć kilku takich filmów w sezonie. Tu zostawię również maleńką dygresję, że bardzo dużo ciekawych dokumentów możecie obejrzeć na Netflixie, ale sądzę, że osoby posiadające abonament na tej platformie, już o tym wiedzą i wiele z tych filmów widzieli.

Dlaczego poruszam temat tego gatunku filmowego? Dziś do polskich kin – niestety nie wszystkich – wchodzi film Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie. Kim jest Olek Doba? Osobiście sądzę, że to człowiek, o którym będzie się kiedyś uczyć w szkołach, a jego imieniem będzie się nazywać ulice i obiekty sportowe. Aleksander Doba jest starszym panem, ale nie takim stereotypowym staruszkiem, który całymi dniami niewiele robi i po przeżyciu całego swojego życia, spokojnie czeka na jego koniec. O nie! Doba to człowiek, który kilka lat temu samotnie przepłynął Atlantyk. Co w tym niezwykłego? Otóż to, że zrobił to kajakiem, za pomocną tylko i wyłącznie siły własnych mięśni. Czy muszę pisać dalej? Dla mnie jest to już wystarczające by otworzyć szeroko buzię, zrobić wielkie oczy i zrobić minę pt. „nie wierzę”. Później dokonał tego po raz drugi. Dzięki internetowemu głosowaniu na stronie internetowej „National Geographic” zdobył tytuł „Podróżnika Roku 2015” – co w sumie nie powinno nikogo dziwić. Żeby tego było mało, tego wielkiego wyczynu dokonał jeszcze raz – kilka tygodni temu kończąc tę wyprawę. Co za człowiek!

Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie to dokumentalny film drogi, opowiadający o właśnie tych wyczynach tytułowego bohatera. Pokazuje on jednak nie tylko same wyprawy, ale przede wszystkim samą postać. Aleksander Doba jest powiem niesamowicie pozytywnym człowiekiem, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w swoim życiu. Udowadnia sobie i wszystkim, że nie ma rzeczy nie możliwych i tak naprawdę nie ma w naszych życiach ograniczeń. Skoro 71-latek jest w stanie dokonać takich rzeczy, to dlaczego my nie możemy osiągać szczytów? Właśnie dlatego mówi się to, o czym napisałem na początku, że to właśnie życie pisze najlepsze scenariusze. Taki scenariusz ktoś później przenosi na ekran i wszyscy możemy czerpać z niego lekcje oraz inspiracje, by nasze własne życie było lepsze.

Nie dane mi było jeszcze poznać Pana Doby. Miałem ku temu okazję, jednak inne obowiązki zmusiły mnie do przełożenia tego na inny czas – mam nadzieję, że nie bardzo odległy. Bardzo chciałbym kiedyś zamienić kilka zdań, a najlepiej przegadać wiele godzin, z tym człowiekiem, który naładowany jest najbardziej pozytywną energią, jaka tylko istnieje. Tą energią jest po prostu życie. On nim oddycha pełną piersią i nie boi się brać z niego wszystkiego co najlepsze. Koniecznie idźcie na film, jeśli tylko będą go grać w Waszych kinach. Po wyjściu z niego pomyślicie, że może być już tylko lepiej.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Atomowa blondynka

Jeśli szukacie dobrego kina akcji, będącego również pozycją szpiegowską, to do naszych...
Czytaj wiecej