Food horror story?

Sokrates powiedział, że „jemy, aby żyć, nie żyjemy, aby jeść”. Zdanie to miało parafrazować hierarchię wartości w życiu człowieka oraz zwrócić uwagę na praktyczną funkcję żywienia, przeciwstawionej hedonistycznemu obżarstwu. Było to jednak na długo przed rozwojem przemysłu spożywczego, konsumpcyjnego stylu życia i foodiemanii, która opanowała świat zachodni. Niestety, nasze zwyczaje żywieniowe ulegną wkrótce diametralnej zmianie…

Zacznijmy od tego, że już od dawna powszechnie wiadomo, że jedzenie się kończy. Wciąż rosnąca liczba ludności, zmiany klimatyczne, powiększanie obszarów upraw, nadmierna eksploatacja mórz i oceanów oraz ponad 30 procentowe marnotrawstwo światowych upraw – to czynniki, które doprowadzą do radykalnych zmian w naszym żywieniu w ciągu kilku dekad. Oprócz bijących na alarm naukowców i ekologów, uświadamia nas pop-kultura. W superprodukcji „Interstellar” Christophera Nolana z 2014 roku, ludzie muszą opuścić Ziemię w wyniku wyginięcia większości roślin i zwierząt uprawnych – ludzkości grozi głód. Leonardo DiCaprio, znany ze swojego zaangażowania w sprawy ekologii, nakręcił w 2016 roku film dokumentalny o zmianach klimatycznych. Producentem „Before the flood” jest Martin Scorsese, a wśród rozmówców występujących w filmie możemy zobaczyć Papieża Franciszka, Baracka Obamę i sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona. Przełom lat 70 i 80 dał nam również dwie części niskobudżetowych horrorów komediowych, ze zmutowanymi pomidorami w roli głównej o tytule „Attack of the Killer Tomatoes”. Przypadek?

Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli ignorować te sygnały i przesłanki, zajadając się w spokoju naszymi ulubionymi przysmakami, powoli trzeba się przyzwyczajać do myśli, że kwestia żywienia ulega dynamicznym zmianom. Możemy też zaczynać odkrywać i poznawać dostępne alternatywy, bo tych już wiele oferuje nam środowisko naukowe i spożywcze.

Owady

Obecnie około 2,5 miliarda mieszkańców Ziemi ma na stałe w swojej diecie owady. Entomofagia, czyli „owadożerstwo” – jest powszechne w wielu krajach Azji, na wyspach Pacyfiku, w Ameryce Południowej i Afryce. Znanych nam, jadalnych gatunków owadów jest prawie 2 tysiące! Wiele z nich można jeść na surowo, resztę można piec, smażyć lub gotować. Powstają już pierwsze zestawy do domowej, szufladkowej hodowli owadów jadalnych. Mączka z owadów miałaby również służyć jako pasza dla zwierząt hodowlanych – jest bowiem świetnym źródłem wartości odżywczych – białka, wapnia, magnezu czy żelaza. Dodatkowym plusem są nieporównywalnie niższe koszty hodowli, brak szkodliwych odpadów, brak konieczności używania leków i antybiotyków oraz możliwość wykorzystania części odpadów z innych produkcji jako owadzi pokarm. Same plusy.

Źródło: Polityka

Nie są to już mrzonki i żywieniowe science-fiction. W zasadzie już od kilku lat realizowane są badania jadalnych gatunków owadów przy ośrodkach akademickich, powstają korporacje i konsorcja oraz silne lobby, starające sie o dostosowaniei przepisów do produkcji. Powstała też międzynarodowa organizacja IPIFF (International Platform of Insects for Food and Feed) z siedzibą w Brukseli.

Bekonowe glony

Dla tych, którzy nie wyobrażają sobie jedzenia owadów w żadnym wypadku, jest kolejna propozycja. Badacze z Oregon State University opatentowali nową odmianę wodorostów – czerwonych alg. Wygląda jak półprzezroczysta czerwonawa sałata. Ma dwa razy więcej składników odżywczych od jarmużu i bardzo szybko rośnie, a po poddaniu obróbce termicznej smakuje zupełnie jak bekon. Badacze odkryli wodorost w trakcie poszukiwania sposobów żywienia jadalnych zwierząt morskich, ale planują popularyzację glona, jako składnik diety człowieka. Liczą na zainteresowanie rynku wege.

Źródło: Business Insider za Flickr

Obiad z proszku

Preppersi i survivaliści od lat przygotowują się na gorsze czasy, a ludzi którzy obserwują ich poczynania i chcą podążać ich śladem jest coraz więcej. Tak więc po kilkunastu latach dobrobytu, korzystania z wielu ułatwień i udogodnień, znowu musimy nauczyć się jak kopać ziemianki, magazynować żywność, hodować podstawowe owoce i warzywa i rozpalać ogień bez pomocy zapalniczki. Dodatkowo, na wszelki wypadek, można zapoznać się z dostępnym już na rynku pożywieniem alternatywnym – dania w proszku lub liofilizowane czyli suszone, a następnie mrożone. Jest wiele produktów tego typu do zamówienia w internecie. Obecnie głównie sprzedawane są jako alternatywne źródło pożywienia na długie wyprawy np. w góry, gdyż są pełnowartościowe, zajmują mało miejsca i można przygotwać je dosłownie wszędzie.

Źródło: Ceneria

Póki co, możemy cieszyć się najbardziej nasyconym rynkiem spożywczym w historii ludzkości. W świetle powyższych informacji, warto korzystać, poznawać smaki i zajadać się ulubionymi potrawami, mogą skończyć się szybciej niż myślimy. Smacznego!

Źródła:

www.polityka.pluk.businessinsider.com

 

Autor artykułu
More from Justyna Mucha

Food films – kiedy kino miesza się z kuchnią…

Zdarzyło się wam kiedyś wypatrzeć w filmie apetycznie wyglądającą potrawę i poczuć...
Czytaj wiecej