Gwiezdny chłopak

J.J. Abrams — jeszcze dekadę temu znany tylko nielicznym. Dziś, człowiek, który na nowo wprowadził do naszych żyć klasyki popkultury.

Nie jest naciągana myśl, że 10 lat temu niewiele osób znało nazwisko Abramsa. Kojarzyli go głównie fani serialu Lost, gdyż był jego twórcą i producentem. W 2006 roku została mu powierzona reżyseria kolejnej, trzeciej już części Mission: Impossible, co było jednym z najważniejszych wydarzeń w jego karierze.

Trzecia odsłona przygód agenta Ethana Hunta, oczywiście z Tomem Cruisem w roli głównej, okazała się strzałem w dziesiątkę. Abrams stworzył doskonałą rozrywkę, którą ogląda się z zapartym tchem i chce się do filmu wracać. Jako wielki fan całej serii, stawiam go na drugim miejscu w moim osobistym rankingu — zaraz po klasycznej części pierwszej.

W 2009 roku J.J. Abrams tworzy remake (będący jednocześnie lekko pokręconym rebootem) jednego z największych klasyków sci-fi. Do kin wchodzi Star Trek. W rolach głównych wystąpiły jedne z największych gwiazd Hollywood — te już jasno świecące, jak i te dopiero wschodzące. W filmie kilkuminutowy epizod zaliczył między innymi Chris Hemsworth, który był jego pierwszą rolą w filmie pełnometrażowym.  Można więc powiedzieć, że gdyby nie Abrams, nie mielibyśmy dziś takiego filmowego Thora, jakiego znamy, gdyż po tym filmie kariera Hemswortha nabrała prawdziwego rozpędu.

Star Trek osiągnął spory sukces. Nie tylko doskonale odświeżył serię, która od wielu lat była mocno zaniedbana, ale również przybliżył ją młodszemu pokoleniu. Powstały jeszcze dwie kontynuacje, gdzie jedną wyreżyserował ponownie Abrams.
Najlepsze miało jednak dopiero nadejść.

Pewnego spokojnego dnia została ogłoszona decyzja, która dla wielu była dziwna i dość kontrowersyjna. Otóż nasz bohater, J.J. Abrams, został reżyserem najnowszego, VII epizodu Gwiezdnych wojen, największej i najpopularniejszej sagi w chyba całej historii kinematografii. Z jednej strony decyzja ta nie mogła dziwić, gdyż filmowiec udowodnił wcześniej, że doskonale radzi sobie z remakami i sequelami, z drugiej jednak, reżyser Star Treka miał robić Star Wars? Ten fakt bardzo podzielił niektórych fanów i do końca nie było pewne, czego można się spodziewać. Jak się okazało w 2015, była to decyzja doskonała i film trafił do serc ludzi na całym świecie. Nie dziwi więc chyba nikogo kolejne posunięcie Disneya (do którego należą prawa do gwiezdnej sagi), które zostało ogłoszone kilka dni temu.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy odniosło sukces. Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi, czyli epizod VIII w reżyserii Riana Johnsona zapowiada się równie dobrze, a może nawet lepiej. Po drodze mamy jeszcze spin-offy (tak jak pierwszy z nich, zeszłoroczny Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie), a w 2019 do naszych kin trafi IX epizod. Do niedawna jego reżyserem miał być Colin Trevorrow, odpowiedzialny między innymi za Jurrasic World. Według mnie, był to świetny wybór, gdyż filmem o dinozaurach doskonale pokazał, jak dobrze czuje się w przywracaniu nam klasyków.  Jak to jednak bywa w Hollywood, niczego nie można być nigdy do końca pewnym. W świat poszła kilka tygodni temu informacja, że Trevorrow nie będzie już tworzył nowych Gwiezdnych wojen. Dlaczego? Nie dogadali się i tyle. Oficjalnie jego wizja filmu różniła się od wizji ludzi, którzy trzymają w ręku pieniądze. Zdarza się. Pod znakiem zapytania stanęło, kto teraz przejmie jego zadanie. Odpowiedź przyszła całkiem szybko i zgadnijcie na kogo padło.

Tak, J.J. Abrams ponownie stanie za kamerą i nakręci film zamknięcia „trzecie trylogii”. Czy to dobry wybór? Na pewno bezpieczny. Dobrze wiadomo czego można się spodziewać i prawdopodobnie Disney chce mieć pewność, że wizja reżysera będzie spójna z tym, czego oni chcą. Jednak czy nie jest to wyjście zbyt bezpieczne? VII był bardzo dobry, jednak jednocześnie był lekko wtórny, gdyż nie wnosił wielu nowych rzeczy – niektórzy uważają, że była to po prostu nowa wersja epizodu IV. Pomimo tego, że rozumiem te obawy, to mam nadzieję, że Abrams stanie na wysokości zadania i nakręci film godny całej sagi i będzie on doskonałym jej domknięciem. J.J. nie zawiedź nas. Liczymy na Ciebie! Na koniec, zwiastun najnowszego, VIII epizodu, który do kin wejdzie już w grudniu.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Do szkoły marsz!

1 września. Data, która młodszym ludziom kojarzy się z jednym – początkiem...
Czytaj wiecej