Imany po raz kolejny w Polsce – jak było?

Czarnoskóra piosenkarka znów zajrzała do naszego kraju z trzema koncertami w ramach trasy promującej jej najnowszą płytę. Przypadkowo znalazłem się na jednym z nich...

Czarnoskóra piosenkarka znów zajrzała do naszego kraju z trzema koncertami w ramach trasy promującej jej najnowszą płytę. Przypadkowo znalazłem się na jednym z nich…

Imany, a właściwie Nadja Mladjao to francuska piosenkarka urodzona nieopodal Marsylii. Pochodzi z emigranckiej rodziny, która przybyła na Lazurowe Wybrzeże z Komorów, małego archipelagu położonego między kontynentem afrykańskim, a Madagaskarem. Młoda Nadja trenowała skok wzwyż jednak dość szybko porzuciła karierę sportową i z niebanalną urodą oraz smukłym ciałem świetnie odnalazła się w modelingu. Po siedmiu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych wróciła do Francji z zamiarem wcielenia w życie jednego ze swych marzeń – śpiewania. Po 3 latach śpiewania po klubach udało się jej wydać debiutancki album „The Shape Of Broken Heart”, który okazał się hitem we Francji (platynowa płyta) i w… Polsce. W naszym kraju płyta pokryła się potrójną platyną! Spory wpływ na rozpoznawalność Imany (w jęz. Suahili oznacza to nadzieję) miał remiks jej singla „Don’t Be So Shy” wykonanym przez rosyjski duet didżejski Filatov & Karas.

See you tonight ! Calais ! Bisous, bisous ! #thereweretears #dontbesoshy

A post shared by imanyeasy (@imanyeasy) on

Popularność jaką Francuzka osiągnęła w naszym kraju spowodowała, że dość często nas odwiedza. Nie inaczej było gdy na rynku pojawiła się długo oczekiwana, druga płyta artystki „The Wrong Kind of War”. W ramach trasy promującej album znalazło się miejsce na trzy koncerty w Polsce. Ja, nieco przypadkowo, znalazłem się na ostatnim z nich w warszawskiej Progresji. Znałem Imany wcześniej, lubiłem jej głos, jednak nie byłem jej wielkim fanem, ot był to zupełnie nieemocjonalny szacunek dla dobrej artystki. Sporo zmieniło się po koncercie, na który Imany przybyła ze swoim zespołem.

Imany Warszawa Progresja

Akompaniowali jej dwa wiolonczeliści, perkusista, basista, dwóch genialnych gitarzystów i klawiszowiec. Spektakl jaki stworzyli na scenie poruszył nawet mnie, miłośnika nieco cięższego grania. Utwory z nowej płyty jak i kawałki, które już miałem okazję poznać wcześniej, zabrzmiały nieco ostrzej, z większym pazurem. Oczywiście nie licząc delikatnych ballad. Jedną z nich Imany zdecydowała się wykonać z widowni. Poprosiła nas abyśmy usiedli, zeszła między widzów i bez mikrofonu, przy akompaniamencie jedynie gitary akustycznej zaśpiewała pisoenkę „Seat With Me”. Mało który artysta potrafi się zdecydować na coś takiego. Jednak mnie ujęła najbardziej genialną aranżacją „Bohemian Rhapsody” autorstwa nieodżałowanego Freddie’go Mercury’ego. Ten element rock opery jest uznawany z najlepszy utwór w historii muzyki popularnej i naprawdę ciężko stworzyć coś, co nie będzie karykaturą wykonania Queen. Tymczasem ballada została genialnie zaśpiewana w nieco wolniejszym tempie przez Imany i równie widowiskowo zagrana przez jej muzyków.

Francuzka, jak mówi, lubi nasz kraj, choć nie przepada za naszą pogodą. Trzeba jednak przyznać, że jest coś pomiędzy nią, a widownią, jakaś niewidzialna nić porozumienia, dzięki której z daleka widać, że śpiewanie na koncertach sprawia jej niewyobrażalną radość, a nie jest to jedynie przykry obowiązek związany z zapisami w umowie z wytwórnią. Trzeba również przyznać, że potrafi z widownią rozmawiać, a nie tylko do niej mówić, gdy potrzeba, ta drobna kobieta potrafiła skarcić panów zbyt mocno dokazujących przy barze. Otwarcie również wsparła polskie kobiety w walce o ich wolność i prawo do decyzji o sobie. Tak czy inaczej, Imany po ostatnim występie w Warszawie na pewno zyskała kolejnego fana, w mojej skromnej osobie. I wiecie co? Nie mogę się doczekać jej następnej wizyty, a ta będzie na pewno.

 

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Top Gear po nowemu

Kultowy brytyjski program motoryzacyjny w maju wraca w nowej odsłonie. Czy będzie...
Czytaj wiecej