Jak być filmowym „przekocurem”? Trzeba nazywać się Tom Criuse

Kogo macie przed oczami, gdy pomyślicie o najbardziej wpływowym człowieku w Hollywood, który przyciąga do kin miliony widzów, zgarnia niebotyczne sumy pieniędzy, a jego zdjęcie jest w encyklopedii pod hasłem sukces? Odpowiedź jest jedna.

Tom Cruise. Nie ma chyba drugiego takiego aktora, który osiągnąłby tak wiele w kinie rozrywkowym. Jego kariera rozpoczęła się na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a nabrała rozpędu wraz z filmem Top Gun o elitarnej jednostce pilotów myśliwców – dałem sobie właśnie sprawę, że ta produkcja ma już tyle lat co ja. Poźniej Cruise z każdym kolejnym filmem stawał się coraz wiekszą gwiazdą, dostawał propozycję grania niemal w każdym filmie, który miał powstać i otrzymywał za swą grę pieniądze, o jakich niektórzy nie śmią nawet marzyć.

Miał on oczywiście w swojej karierze wzloty i upadki, ale te drugie nigdy nie były na tyle niskie, by na dłużej zniknął z naszych ekranów. Właściwie znajduje się on na nich niemal nieprzerwanie od ponad 30 lat. nie przychodzi mi do głowy nikt, kto mógłby się takim wynikiem pochwalić. No, może tylko Woody Allen.

Wiele osób kojarzy postać Toma Criusa głównie z kinem akcji, a trzeba powiedzieć, że wiele z jego ról, to przede wszystkim role dramatyczne. Na dodatek świetne i doceniane zarówno przez widzów, jak i krytyków. W tym miejscu należałoby wymienić role w takich filmach jak Urodzony 4 lipca, Jerry Maguire czy Oczy szeroko zamknięte Kubricka. Pokazał również wiele razy, że doskonale sprawdza się w komediach: Jaja w tropikach (tu nominacja do Złotego Globu za rolę drugoplanową) czy Rock of Ages, który był komediową rock operą. Jak widać to aktor wszechstronny, który żadnego wyzwania się nie boi.

Jak już jesteśmy przy strachu, to jednym z najbardziej imponujących faktów jest to, że Tom Criuse właściwie nigdy nie korzysta z pomocy kaskaderów na planach swoich filmów. Sam wykonuje praktycznie wszystkie niebezpieczne ujęcia, czego najlepszym przykładem są sceny z filmów serii Mission: Impossibe – w czwartej części wspinał się na Burj Khalifa w Dubaju, w piątej trzymał się startującego samolotu odrzutowego. Jedni nazwą to odwagą, drudzy głupotą, ale nie można nie być pod wrażeniem tego, co wyczynia aktor.
Ostatnio na planie kolejnej odsłony cyklu, miał miejsce wypadek – Criuse podczas kręcenia jednej ze scen kaskaderskich skakał z dachu jednego budynku na drugi, jednak coś poszło nie tak i uderzył w ścianę. W skutek tego uszkodzony został staw skokowy, a zdjęcia wstrzymane. Cóż, zdarza się.

Kiedy słyszę nazwisko Tom Criuse, mam przed oczami człowieka, który jest jedną z najważniejszych postaci amerykańskiego show biznesu. Właściwie wszystko czego się dotknie, zamieniane jest w złoto i do kin przyciąga miliony widzów, a na konta miliardy dolarów. Chociaż lat mu nie ubywa, to w dalszym ciągu angażuje się w nowe projekty, w których udowadnia, że chyba nie jest do końca człowiekiem. To gwiazda wielkiego formatu, która chyba jeszcze długo będzie lśnić na filmowym nieboskłonie.

Do naszych kin wchodzi właśnie nowa produkcja z jego udziałem – komedia sensacyjna Barry Seal: Król przemytu (oryginalny tytuł to American Made) i zapowiada się, że to kolejny film, który oglądać będzie się dobrze. Jeśli lubimy Toma Criuse’a, to na filmy z jego udziałem możemy iść praktycznie w ciemno. To gwarancja jakości i pewności, że dostaniemy to, na co liczymy idąc na seans. To prawdziwy „przekocur” i kocham gościa!

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Radujmy się!

Dziś będzie tak trochę nietypowo. Filmy do kin wchodzą, niby to taki...
Czytaj wiecej