Dziewczyna z trumną: Kalendarz Lindner 2017

Gdy producent trumien chce wydać kalendarz reklamowy zawsze będą towarzyszyły temu kontrowersje. Ale co gdy trumnom będą towarzyszyły roznegliżowane kobiety?

Gdy producent trumien chce wydać kalendarz reklamowy zawsze będą towarzyszyły temu kontrowersje. Ale co gdy trumnom będą towarzyszyły roznegliżowane kobiety?

Na taki pomysł wpadła firma o wdzięcznie brzmiącej nazwie Zakład Produkcji 07_lipiec1Drzewnej Linder. To nie jest zwykła „stolarnia”, Lindner oprócz opałowego brykietu sosnowego produkuje przede wszystkim trumny. Ich produkty są darzone uznaniem i eksportowane do wielu krajów Europy. Jednak jak mawiają, „reklama dźwignią handlu” i jak każda firma Lindner pragnął swój produkt rozreklamować. Śmierć w naszym kraju jest nadal sporym tematem tabu, a akcja marketingowa produktu który z nią jednoznacznie się kojarzy musi wywołać kontrowersje i raban w bardziej konserwatywnych kręgach. Tymczasem Lindner połączył przemijanie z pięknem kobiecego ciała i młodością.

Pierwszy kalendarz wypuszczono na rok 2010. Trumnom towarzyszyły modelki ubrane w skąpe stroje i seksowną bieliznę. Każda z nich była wystylizowana czy to na pannę młoda, kowbojkę, nimfę czy wojowniczkę. Potem z biegiem lat panie traciły coraz więcej garderoby, a zdjęcia zyskiwały coraz bardziej artystyczny wymiar. Każda z edycji ma swój temat. Mieliśmy już wizytę w latach 20. XX wieku w prohibicyjnych USA, kobiety wymalowane w barwy narodowe, przedstawiające kraje uczestniczące w Euro 2012 czy inspirację 06_czerwiec1malarstwem surrealistycznym. Autorzy kalendarza postanowili wrócić do natury czy przedstawić skomplikowane relacje damsko – męskie. Rok temu publikację wydano z ręcznie malowanymi zdjęciami i modelkami stylizowanymi na damy z początku wieku. W edycji na rok 2017 postanowiono rozebrać Panią Śmierć. Takie nowoczesne przedstawienie Kostuchy powoduje, że człowiek aż przestaje się bać swego końca.

To co robili Linder nie pozostało bez echa. O kalendarzach mówią co roku polskie media, pokazuje się go w telewizji śniadaniowej (!). Zauważono go również na zachodzie wzmianki w takich tytułach jak Financial Times czy Die Welt czy telewizji RTL to doskonały dowód, że cel został osiągnięty. Jednak czy kalendarz Lindner może stać się polskim kalendarzem Pirelli? Cóż, do tego jeszcze daleko, jeśli jednak konsekwentnie będzie poprawiany, a autorom nie zbraknie pomysłów, to któż wie.

Tegoroczny kalendarz można zamówić na stronie: http://kalendarzlindner.pl Są tam również dostępne wszystkie zdjęcia z poprzednich edycji.

05_maj1

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Rosyjskie drogi: z internetu do kin

Któż nie zna filmów z kamer samochodowych z Rosji, ich kompilacje cieszą...
Czytaj wiecej