Karlowe Wary na weekend

Mimo rozmaitych zawirowań – finansowych, politycznych i wizowych, w Karlowych Warach nieustająco dominującym językiem jest rosyjski. Ma to swoje konsekwencje...

Ma to swoje konsekwencje – co prawda w sklepach ani hotelach rublami płacić nie można, ale ceny – w najelegantszych sklepach podawane także w euro – są rodem nawet nie Moskwy, ale wręcz z Oslo. Oczywiście język rosyjski jest także tutejszym lingua franca. Ale można też do tego kurortu pojechać i nie nadwerężyć zbytnio karty kredytowej, do czego zachęcam, bo to niesłychanie piękne miejsce.

Życie uzdrowiska toczy się wzdłuż rzeki Teplej, przy której stoją na kilku poziomach piękne kamienice, pijalnie wód, przy której swoje butiki mają najdroższe jubilerskie firmy świata. Są także naturalnie ekskluzywne hotele, najbardziej znane z nich to górujący nad uzdrowiskiem ogromny Imperial, jest klocowaty, mało finezyjny, zbudowany przez komunistów Thermal (w nim oglądane są filmy podczas słynnego festiwalu filmowego) i wreszcie – pięciogwiazdkowy znany na całym świecie Grandhotel Pupp. Tak się złożyło, że spędziłem noc w tym właśnie obiekcie, i – uwierzcie – nie jestem jakoś specjalnie roszczeniowy, ale za tę cenę jednak spodziewałbym się ździebko więcej. No ale płaci się tu nie tylko za udogodnienia, ale i za legendę. Na szczęście są i hotele w cenach dla normalnych ludzi, a poza sezonem w można sobie pozwolić na pobyt ze wszystkimi posiłkami i zabiegami za mniej niż 50 euro za dobę za osobę, co jak na drugie najsłynniejsze uzdrowisko świata, wydaje się być kwotą przystępną.

Ja miałem do dyspozycji jedynie weekend, więc z bólem serca odmówiłem sobie wodnych biczy i innych takich, ale za to wypożyczyłem rower i pojechałem do Łokcia. Tak, do Łokcia. Co prawda można dwuślad wypożyczyć w hotelach, ale ceny są wysokie (w Puppie 20 euro za 6 godzin), więc polecam wypożyczalnię na dolnym (jest i górny) dworcu kolejowym, dzień kosztuje jedynie 250 koron (plus 1000 koron zwrotnej kaucji). Rowery są nowe, w świetnym standardzie, a pani kasjerka z bliżej nieznanych mi powodów była możliwością wypożyczenia pojazdu cudzoziemcowi szczerze rozentuzjazmowana. Zapraszam tamże nasze PKP na kołczing.

Łokieć nazywa się Łokciem, gdyż kształtem przypomina… łokieć. Z Karlowych Warów prowadzi doń piękna ścieżka rowerowa oraz nieprawdopodobnie malowniczy szlak pieszy, liczący sobie 17 kilometrów, a zatem do niespiesznego pokonania przez jedno przedpołudnie. Można także tę odległość pokonać kajakiem, płynąc rzeką Ochrzą, mijając po drodze malownicze skalne formacje niczym nasze w Ojcowie. Sam Łokieć jest miasteczkiem bardzo ładnym, udawał Czarnogórę w filmie Casino Royal, można obejrzeć wystawę, na której zgromadzono porcelanę, z której James Bond tu korzystał. W knajpach ceny jak w Niemczech, bo i turystów niemieckich tu istotnie moc.

Wracamy do Karlowych Warów, gdzie tuż za Hotelem Pupp wjeżdżamy kolejką na wzgórze Przyjaźni, na którym mieści się wieża widokowa Diana. Z tejże wieży rozciąga się bajkowy niemal widok na miasto i okolice, zejść można pieszo, po drodze podziwiając kolory, piękno i finezję willi i kamieniczek. Warto także  – choćby z zewnątrz – zobaczyć przepiękną cerkiew św. Piotra i Pawła, a zapewne specjalnie nie muszę przekonywać do wizyty w muzeum J. Bechera, zwiedzanie połączone jest z degustacją produkowanego na miejscu najsłynniejszego czeskiego likieru. Jeśli tego specyfiku nadużyjemy, na ratunek przychodzą nam wody mineralne, do skosztowania w termach. Słyną ze swoich leczniczych właściwości, ale powiedzmy sobie szczerze, że szczególnie te bijące ze źródeł gorących, są dość okropne. No ale przecież nie jeździ się tu dla przyjemności, prawda?

Z zakupów polecam piękne szkło, stąd wywodzi się słynna na całym świecie firma Moser, produkująca istotnie piękne (i bardzo drogie) rzeczy, na miejscu jest do zwiedzenia muzeum, jest i fabryczny sklep. Z miejscowych wód natomiast produkowane są kosmetyki, do kupienia w szerokim asortymencie, w ogóle w Czechach jest zdumiewająco dużo maleńkich kosmetycznych manufaktur, a biorąc pod uwagę ceny ich produktów, muszą zawierać jakieś supermoce.

Z Polski do Karlowych Warów dojazd nie jest najlepszy, korzystając z komunikacji publicznej należy się przesiąść w Pradze, najlepiej do autobusów, które jeżdżą i częściej, i szybciej niż pociągi. Jest też lotnisko międzynarodowe, jak łatwo zgadnąć obsługujące głównie rejsy do Moskwy.

Autor artykułu
More from Rafał Turowski

Dokąd? Do Burkina Faso!

Być w Burkina Faso i nie zobaczyć Bobo, to tak jakby być...
Czytaj wiecej