Kicz, tandeta i niewyobrażalne ilości pieniędzy

W taki sposób mógłbym podsumować niemal całą serię filmów, które opowiadają o Transformerach. Mógłbym, ale tego nie zrobię, bo szczerze powiedziawszy, to ja uwielbiam te filmy!

Możesz teraz, drogi Czytelniku, uznać że mam coś nie na miejscu w głowie. Cóż, nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Sam zastanawiam się, dlaczego z każdą kolejną częścią Transformers idę do kina z uśmiechem na twarzy, a wychodzę z niego również zadowolony – czasami mniej, a czasami bardziej. Tak, te filmy są pod wieloma względami złe. Momentami nawet jeszcze gorsze, ale nie można im odmówić tego, że wizualnie są naprawdę bardzo mocno dopracowanymi produkcjami, choć kicz i tandeta się z nich również wylewają.

Pamiętam, jak 11 lat temu, kiedy byłem w USA i siedziałem w kinie – chyba poszedłem wtedy na Piraci z Karaibów: Skrzynka umarlaka – na ekranie pojawił się teaser zwiastujący aktorską wersję popularniej niegdyś kreskówki i serii zabawek. Jako dzieciak kochałem Transformery i muszę przyznać, że tego dnia w kinie podskoczyłem i zacząłem się niesamowicie cieszyć. W gdy w końcu, rok później, już w Polsce, obejrzałem film w kinie, to byłem zachwycony. To niesamowite, że powstało coś takiego, że technologia w kinie pozwala na wykreowanie tego typu filmów. Pomimo tego, że scenariusz nie był tam zbyt mocną stroną, aktorstwa również wybitnego tam nie doświadczymy, to bawiłem się znakomicie. Nie mogłem się doczekać powstania zapowiedzianej kontynuacji. Niestety, okazało się gorzej, niż bym chciał…

Transformers: Zemsta upadłych (swoją drogą ten tytuł został źle przetłumaczony) miał wszystkiego więcej: więcej wybuchów, więcej robotów i więcej głupot. Jest to chyba najmniej lubiana przeze mnie część całej serii, ale jest to częsta przypadłość sequeli. Transformers: Dark of the Moon to jednak mój ulubiony film ze wszystkich. Teoretycznie tu również jest wszystkiego więcej, ale wychodząc z sali kinowej tym razem byłem naprawdę zadowolony z efektu. Wtedy miała to być również ostatnia część i podobało mi się zamknięcie historii. Szybko jednak wyprowadzono nas z błędu i powstał Transformers: Wiek zagłady, będący niejako rebootem wszystkiego, gdyż zniknęła znaczna część znanych nam wcześniej postaci – tylko roboty pozostały, choć i tak większość z nich była nowa. Na tym się sporo wymęczyłem (prawie 3 godziny trwał film!), ale i tak, były wielkie bojące się roboty, to moje wewnętrzne wielkie dziecko było usatysfakcjonowane.

Kiedy myślałem, że to już koniec, że chyba nie będzie gorzej, że nie będą już kontynuować opowieści, okazało się, że powstanie piąta część, która dziś wchodzi do kin. Transformers: Ostatni Rycerz wcale nie zapowiada się lepiej od poprzednich, ale na pewno wszystkiego będzie więcej – lub „wyncyj’. Chociaż powinienem być tym wszystko załamany – tak jak zapewne Ty jesteś, drogi Czytelniku – to nie mogę się doczekać wyjścia do kina. Ostatnio na takie wypady mam naprawdę mało czasu (za tydzień się żenię) i powinienem zapewne lepiej dobierać repertuar. Jutro mam jednak imieniny postanowiłem, że zrobię sobie prezent w postaci wyjścia na Transformers. A co! Teraz rodzi się tylko pytanie, IMAX czy zwykły seans 2D. Postawiam to do zastanowienia.

Michael Bay, reżyser wszystkich filmów serii, a także takich hitów jak Bad Boys, Armagedon, czy Pearl Harbour zdążył nas już przyzwyczaić do tego, jakie filmy tworzy. Ludzie nawet nadali mu prześmiewczy przydomek człowiek wybuch, bo wszystko w jego produkcjach wybucha – naprawdę, nawet woda. Nie można jednak odmówić mu, że umie wydawać pieniądze. Pomijając wiele absurdów i sprzeczności, to wszystko co robi jest na naprawdę najwyższym poziomie pod względem technicznym. Oczywiście, momentami jest tego aż za dużo i bolą oczy od nadmiaru bodźców bijących z ekranu, ale wciąż jestem w szoku – za każdym razem – że mogę takie rzeczy oglądać w kinie.

Zgadzam się, że większość rzeczy, jakie aktualnie tworzy Michał Zatoka to kino, któremu daleko go ambitnego. Jednak czy nie można się też cieszyć z tego typu produkcji? Dla mnie to idealne propozycje na zakończenie ciężkiego tygodnia pracy. To dobre filmy na wypad z kumplami, przed wyjściem do pubu czy knajpy. To po prostu 100% rozrywki, która pomimo tego, że dość głupia, to potrafi cieszyć, bo nie można zawsze być takim śmiertelnie poważnym.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Ogłoszono nominacje do 69. Nagród Emmy

Wczoraj ogłoszono nominacje do bodajże najważniejszych nagród telewizyjnych – Emmy. To będzie...
Czytaj wiecej