„Mad Shelia”, czyli „Mad Max” po chińsku

"Mad Shelia", fot. Tencent Pictures
Powiecie, że to plagiat, tymczasem chińscy filmowcy walczą o równouprawnienie! Nie jestem w stanie znaleźć innego argumentu na obronę filmu "Mad Shelia", jednak sprawa jest co najmniej ciekawa...

Powiecie, że to plagiat, tymczasem filmowcy z Państwa Środka walczą o równouprawnienie! Nie jestem w stanie znaleźć innego argumentu na obronę filmu „Mad Shelia”, Jednak sprawa wygląda ciekawie…

Oczywiście „Mad Shelia” to tylko jeden z wielu przykładów, na dość frywolną interpretację prawa do wykorzystywania cudzej własności intelektualnej przez chińskie firmy. Generalnie rzecz ujmując, Chińczycy nigdy nie słynęli z nadmiernego zawracania sobie głowy prawami autorskimi. Nawet zerżnięcie czegoś w stu procentach, potrafią wytłumaczyć jakimś banalnym argumentem, który – ich zdaniem – kończy sprawę.

Tak było chociażby w przypadku samochodów City Spirit, które wyglądały dokładnie jak Smart Fortwo. Jednak w odpowiedzi na proces szwajcarskiego producenta, chińska firma oznajmiła, że inspirowała się… zauważonym w sklepie resorakiem. Oczywiście sąd nie miał podstaw by stwierdzić, że obywatele Chińskiej Republiki Ludowej mijają się z prawdą. Podobnie było z Mercedesami, BMW, czy nawet Matizem! Jednak nie samym przemysłem człowiek żyje. W kulturę także trzeba inwestować!

Wkurzona Shelia, bardzo daleka krewna Maxa

Zeszłoroczny „Mad Max: Fury Road” zrobił dość dużą furorę, zgarniając po drodze sporo nagród. Ale jakież to seksistowskie, że tytułową rolę gra facet, który w filmie zaledwie statystuje Furiosie, nie sądzicie?! Tak zapewne pomyśleli twórcy filmu „Mad Shelia”, bo zakładam, że pracę nad plagiatem, rozpoczyna się w Chinach od alibi.

Niestety, trailer wyraźnie pokazuje, że film nie jest najwyższych lotów. Aktorzy to zapewne amatorska ekipa, a wszelkie nawiązania do oryginalnej serii, są mocno przerysowane. Także mongolski krajobraz nie jest zbyt post-apokaliptyczny… Zaraz, zaraz!

Co z tego, że nie jest jak w drugim, trzecim czy czwartym filmie o wkurzonym Maxie? Może to po prostu hołd dla klasyki, czyli pierwszej odsłony serii? Jeśli wierzyć internetowym źródłom, także budżet „Mad Maxa” z 1979 roku i „Mad Shelia” jest zbliżony. Mowa o koło 300’000 dolarów, co akurat powinno dziwić, ponieważ za produkcję tego drugiego odpowiada Tencent Pictures.

Plakaty: "Mad Shelia" (fot. Tencent Pictures) i "Mad Max: Fury Road" (fot. Kennedy Miller Mitchell)
Plakaty: „Mad Shelia” (fot. Tencent Pictures) i „Mad Max: Fury Road” (fot. Kennedy Miller Mitchell)

Może nic wam to nie mówi, ale Tencent to chiński gigant internetowy, będący tamtejszym odpowiednikiem Netflixa. Co jednak ciekawe, firma stara się przebić na zachodnie rynki, biorąc udział w finansowaniu hollywoodzkich produkcji. Przykład? Tegoroczny „Warcraft” czy zapowiedziany na przyszły rok „Kong: Skull Island”. Na ich tle, niskobudżetowa „Mad Shelia” właściwie nie istnieje. Zresztą, film i tak został stworzony jedynie na rynek chiński. Pytanie tylko, czy sprawa plagiatu, nie zaszkodzi Tencent Pictures w relacjach biznesowych z zachodem?

 

Autor artykułu
More from Damian Halik

Pico C – urządzenie dla domorosłego piwowara

Sezon letni rozpoczęty, więc – chcemy czy nie – piwo będzie towarzyszyć...
Czytaj wiecej