Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i ¼

Małe eksperymenty ze szczęściem
Małe eksperymenty ze szczęściem
Jeśli jesteście w okolicach czterdziestki, to prawdopodobnie zaczytywaliście się (oraz oglądaliście w TV) dziennik Adriana Mole’a. Pamiętacie, o trudach dojrzewania… Było to cudownie zabawne, chociaż w miarę jak Adrian dorastał, jego dzienniki robiły się coraz mniej śmieszne. No cóż… Teraz Adrian jest właśnie po czterdziestce, czy za kolejne czterdzieści lat będzie jak Hendrik?

Jeśli jesteście w okolicach czterdziestki, to prawdopodobnie zaczytywaliście się (oraz oglądaliście w TV) dziennik Adriana Mole’a. Pamiętacie, o trudach dojrzewania… Było to cudownie zabawne, chociaż w miarę jak Adrian dorastał, jego dzienniki robiły się coraz mniej śmieszne. No cóż… Teraz Adrian jest właśnie po czterdziestce, czy za kolejne czterdzieści lat będzie jak Hendrik?

Hendrik jest pensjonariuszem domu spokojnej starości gdzieś na obrzeżach Amsterdamu i z pewnym dystansem opisuje codzienność swoją i swoich przyjaciół oraz otaczający go coraz nowocześniejszy świat. Wcale te spostrzeżenia nie są wesołe, choć faktycznie – w kilku momentach można się uśmiechnąć, głównie jednak z trafności spostrzeżeń, bo ich przedmiot jest raczej przygnębiający. Starość, także w bogatej Holandii, wcale nie jest śmieszna. Sam Hendrik cierpi na nietrzymanie moczu i jakoś próbuje być szczęśliwy w pieluszce, ale jego przyjaciele – jedno co chwila traci kończynę bądź jej kawałek, z drugim coraz intensywniej zaprzyjaźnia się Alzheimer, pozostali mają kłopoty z codzienną higieną, a tematem numer jeden przy posiłkach są prawdziwe bądź domniemane choroby. Do tego piekło małej społeczności, gdzie ludzie żyją tylko życiem innych i gdzie każde odchylenie od „normalności” jest szeroko komentowane, z braku innych tematów. Plus zatargi z kierownictwem, które w imię bezpieczeństwa i zapewnienia komfortu najzwyczajniej w świecie ogranicza wolność starych ludzi. Ten watek zresztą w książce robi wrażenie niedokończonego.

Uprzedzam więc, że Dziennik nie jest – jak się wydaje – nieodparcie śmieszną lekturą i że zdecydowanie nie nadaje się na prezent imieninowy dla Waszej babci.

Tagi wpisu
Autor artykułu
More from Rafał Turowski

Brno na jesienne smutki

Brno kojarzone jest z… seksem. Zobacz dlaczego
Czytaj wiecej