Nasze Żony w komedii

Od razu mówię, że o żonach w tym spektaklu za wiele się nie mówi. Rzecz jest bowiem o mężczyznach, o męskiej przyjaźni i jej granicach. A także – a może przede wszystkim o tym, że nie umiemy się ze sobą komunikować, bez względu na wiek i status, mimo, że mamy do dyspozycji wszystkie możliwe narzędzia.

Tekst Erica Assousa jest po prostu świetny. Nie tylko dlatego, że autor jednak bawi się z widzem trochę w kotka i myszkę (i bardzo ta zabawa wciągająca), ale również dlatego, że stanowi fantastyczny materiał dla aktorów. Wojciech Pszoniak – reżyser – mówi o tym spektaklu, że stawia aktora na pierwszym planie, tutaj aktor jest podmiotem, a nie przedmiotem. I faktycznie – sukces tego przedstawienia opiera się na tekście, ale przede wszystkim na bezbłędnym aktorstwie. Obok reżysera na scenie widzimy Wojciecha Malajkata i Jerzego Radziwiłowicza, dzięki nim Nasze żony są istotnie popisem talentu trzech wielkich aktorów.

Mamy oto paryskie mieszkanie, w nim dwóch kumpli czeka na trzeciego, inaczej nie można rozpocząć partyjki kart. Ale trzeci się spóźnia, choć zawsze był punktualny. Wreszcie przychodzi i ujawnia powód swojego spóźnienia. A potem będzie jak u Hitchcocka…

Zobaczcie koniecznie, świetne przedstawienie.

Zdjęcia: Teatr Syrena