O Matce Odwadze

Michał Zadara rozumie, że widz płacący za bilet do teatru sto złotych oczekuje widowiska. I Matka Courage w Teatrze Narodowym właśnie takim widowiskiem jest – ze świetną scenografią autorstwa Roberta Rumasa, wykorzystującą duże możliwości sceny narodowej i z mercedesem-beczką jeżdżącym po scenie, i ze świetnym aktorstwem, przede wszystkim - z rolą tytułową Danuty Stenki.

Michał Zadara rozumie, że widz płacący za bilet do teatru sto złotych oczekuje widowiska. I Matka Courage w Teatrze Narodowym właśnie takim widowiskiem jest – ze świetną scenografią autorstwa Roberta Rumasa, wykorzystującą duże możliwości sceny narodowej i z mercedesem-beczką jeżdżącym po scenie, i ze świetnym aktorstwem, przede wszystkim – z rolą tytułową Danuty Stenki.

Napisany w 1939 roku dramat o wojnie trzydziestoletniej przeniósł Michał Zadara do roku 2050. Widzimy na wielkim ekranie transmisję z makiety zniszczonej Warszawy, mamy wojnę katolików ze wszystkimi, podziurawione flagi unijne i żołnierzy sił wielonarodowościowych. Wśród tej wojny – matkę z trójką dzieci, dla której ta wojna jest stanem oczywistym, pożądanym i właściwym, bo tylko wówczas, w tej biało-czarnej optyce wojennej –  świat jest posłuszny jej woli, handel idzie dobrze, a i dzieciaka można próbować wykupić od śmierci – co się zresztą nie udaje.

Czy dziś Matka Courage jest wciąż żywym ostrzeżeniem przed wojną? Brzmi naiwnie, prawda? Ale padają ze sceny w którymś momencie słowa, że „z wojny zwykły człowiek gówno ma”. I że dla zwykłego człowieka wojna to nie tylko śmierć, głód, wygnanie i żałoba, ale również pogarda, bezsilność, tęsknota. Przeżyją ci, którzy wyłączą w sobie bezpieczniki odpowiedzialne za te odczucia, tak jak Matka Courage musiała wrócić do kart zidentyfikowawszy ciało swojego syna.

matka_courage_proby_galeria_1_fot-_krzysztof_bielinski matka_courage_proby_galeria_5_fot-_krzysztof_bielinski

Danuta Stenka w roli Matki Courage jest świetna, wielka aktorka w wielkiej roli. Ale zwracam też uwagę na Barbarę Wysocką, jej niemą córkę Katrin, i na drugi plan, choćby na Sławomirę Łozińską, która ze swojego epizodu zrobiła arcydzieło. Również bardzo dobre role Ewy Konstancji Bułhak i Arkadiusza Janiczka.

Songi Paula Dessau w aranżacji Jacka Szymkiewicza, czyli Budynia z Pogodna, są perełkami samymi w sobie. Poszarpane, chropowate, wulgarne niekiedy – bardzo pasowały do tego widowiska, choć spotkałem się z wieloma głosami, że były niespójne i niepotrzebne. W ogóle recenzje z tego spektaklu są nieprawdopodobnie skrajne, od zachwytu po skrajną negację. Ale to bardzo dobrze, najgorsza wszak byłaby obojętność.

Źródło zdjęć: Teatr Narodowy

Autor artykułu
More from Rafał Turowski

Mój dojrzały wiek, a sprawa irańska

Dlaczego takich wrażeń nie miałem wtedy, 16 lat temu? Czy to Iran...
Czytaj wiecej