Od (nie)winnego wywiadu po wizytę na książęcym dworze – część II

Jeżeli odzywa się dzwonek w waszej komórce możecie spodziewać się, że dzwonią znajomi, ktoś z rodziny, partner biznesowy, bądź co gorsza telemarketer. A co jeżeli dzwoni do was nieznany numer zaczynający się na +39…, a w swojej słuchawce słyszycie „Hello, Princess Natalia Strozzi speaking”!

Kiedy tylko skończyliśmy wywiad o którym pisałem w pierwszej części, a Natalia na koniec zaprosiła nas do odwiedzenia swojej posiadłości wiedziałem już, że podczas następnego urlopu odwiedzę rezydencję Villa Cusona w Toskanii i dane mi będzie spróbować win z rodzinnej winnicy Guicciardini Strozzi. Nie minęło więcej niż pół roku, kiedy zacząłem planować Vino Giro d’Italia czyli wakacyjną podróż szlakiem włoskiego wina, która z założenia poza wypoczynkiem skupiała się przede wszystkim na wizytach w zaprzyjaźnionych włoskich winnicach. Organizacja takiego wyjazdu to nie lada wyzwanie, które polega na skoordynowaniu oraz zaplanowaniu trasy podróży, umówieniu się co do godziny w winnicach, znalezieniu oraz rezerwacji w bliskiej ich okolicy noclegów, a nawet restauracji itd..itd. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, iż w okresie wakacyjnym większość winiarzy zamyka na cztery spusty swoje winnice i odpoczywa przed rozpoczynającymi się we wrześniu zbiorami. Tak więc dziesiątki e-maili, umawianie się w winnicach, rezerwacje, zmiany trasy podróży, kolejne korespondencje… i nagle kiedy liczę na to, iż odwiedzę jedną z najciekawszych winnic otrzymuję email z biura winnicy Guicciardini Strozzi „Hello Olaf, Thank You for You e-mail. In this time the winery is close, we have holiday.”

No cóż żadna ze mnie figura pomyślałem, przecież nikt nie będzie specjalnie dla mnie przerywał urlopu, aby oprowadzić mnie po swojej posiadłości i jeszcze częstować mnie swoimi winami. Kolejne zmiany w planach podróży i na dwa tygodnie przed planowanym terminem wyjazdu wszystko zostaje dopięte na „ostatni guzik”. Z jednej strony cieszyłem się zbliżającym urlopem, a z drugiej zaś czułem niedosyt spowodowany brakiem możliwości spotkania się z Natalią, na które liczyłem od ponad pół roku. I nagle zdarzył się „cud”… dwa dni przed wyjazdem zadzwonił telefon, gdzieś zalatany nawet nie zwróciłem uwagi, iż przychodzący numer nie zaczynał się na +39. W słuchawce zabrzmiał kobiecy głos „Hello, Princess Natalia Strozzi speaking”, tak jak stałem, usiadłem!

Jak się okazało podczas rozmowy z Natalią, pracownik z winnicy przekazał jej treść mojej korespondencji, a ona mimo urlopu postanowiła zaprosić mnie do swojej posiadłości oraz oprowadzić po winnicy.

Villa Cusona położona jest w malowniczej Toskanii wśród wzgórz San Gimignano. Nie sposób jest jej nie znaleźć. Jej potężna wieża króluje nad koronami drzew i widoczna jest z odległości kilku kilometrów. Będąca własnością jednego z najstarszych rodów szlacheckich północnych Włoch szesnastowieczna rezydencja rozrastała się wraz z historią rodziny Strozzi oraz Medyceuszy. Do wybudowanej w 1100 roku wieży dobudowywano wraz z kolejnymi wiekami zabudowania, które od 1524 roku pozostają w prawie niezmienionej formie tworząc książęcy dwór będący w posiadaniu rodziny Strozzi.

Okalany ze wszystkich stron wysokim murem książęcy dwór strzeże prywatności właścicieli od ponad sześciu wieków, ale jak się okazuje nie tylko właścicieli lecz również gości, którzy w ostatnich latach mieli okazję tu bywać i spędzać miło czas. Rezydencję Cusona odwiedzali między innymi John Kennedy, Rudolf Nuriejew, Tony Blair, Silvio Berlusconi, Nicolas Sarkozy, Władimir Putin oraz inni wielcy tego świata. A teraz przyszedł czas i na nas!

W bramie powitała nas gosposia, która od razu skierowała nas do sali jadalnej z pięknym długim, kilkunastometrowym dębowym stołem informując nas, iż księżniczka Natalia niebawem przybędzie. W oczekiwaniu na gospodynię mieliśmy okazję przyjrzeć się zdjęciom, na których uwiecznieni zostali odwiedzający rezydencję goście. W tle słychać było renesansową muzykę, a klimat sali powoli przenosił nas w odległe czasy.

Wychowałem się na filmach kostiumowych, gdzie księżniczki zawsze występowały w przepięknych bujnych sukniach ze spiętymi w kok długimi włosami, a ich nienaganne maniery wyznaczały pewne standardy zachowania. Denerwowałem się! Przez myśl przechodziły mi najróżniejsze scenariusze „pierwszego” spotkania. Jak się zachować? Jak się przywitać? Całować w rękę? A może ukłonić się? … przestępowałem z nogi na nogę udając wielkie zainteresowanie umieszczonymi na ścianach zdjęciami lecz po głowie cały czas chodziły mi myśli jak się zachować.

Na szczęście wraz z przybyciem Natalii wszystkie te problemy zniknęły. W drzwiach komnaty pojawiła się normalnie ubrana dziewczyna bez żadnej sukni, spiętych w kok długich włosów, a co najlepsze bez żadnych manier, które miałyby postawić mnie w pewnym szeregu. Po prostu spotkałem znajomą Natalię, nie żadną księżniczkę, nie córkę chrzestną Gregory Peaka, po prostu Natalię.

Na zwiedzanie 47 hektarowej rezydencji wraz z 525 hektarami winnic, gajów oliwnych oraz cyprysów nie było czasu, więc skupiliśmy się na poznaniu drzewa genealogicznego rodziny Strozzi, którego gałęzie są tak rozległe, że sięgają takich potomków jak: Winston Churchill oraz Stanisław Kostka-Potocki.

Wspominałem już, że Natalia jest potomkinią Lisy Gherardini, znanej z obrazu Leonarda da Vinci – Mona Lisa? Jeśli nie, to już wiecie!

Źródło: www.gettyimages.com

Następnie przyszedł czas na zwiedzanie prywatnego muzeum z eksponatami towarzyszącymi uprawom, zbiorom oraz wytwarzaniu wina gdzie głównym eksponatem jest prototyp ciągnika marki Fiat. To rodzinne muzeum jest utrzymywane z pieczołowitą starannością, aby przekazać kolejnym pokoleniom historię wytwarzania wina. To niecodzienna podróż. Na powierzchni około 100 metrów kwadratowych, ukazana jest historia winiarstwa z ostatnich kilku wieków.

Kolejnym etapem wizyty było zwiedzanie winiarni oraz XVIII-wiecznych piwnic, których klimat po raz kolejny przenosił nas w czasie. Historyczne piwnice z idealnymi warunkami (stała temperatura oraz wilgotność) to wspaniałe miejsce do dojrzewania i starzenia się win. To tu zgromadzone są beczki z Chianti oraz dojrzewająca w beczkach i przeżywająca odrodzenie Vernaccia di San Gimignano.

Ostatnim etapem wizyty w Villa Cusona, była degustacja win wywarzanych przez winnicę  Guicciardini – Strozzi. Powróciwszy do sali jadalnej zasiedliśmy przy stole, a gosposia zaczęła serwować wino. Degustację rozpoczęliśmy od Vernaccia Titolato, wina bardzo lekkiego, świeżego z aromatami owocowymi i kwiatowymi. To podstawowe wino w ofercie, które można spotkać również w toskańskim markecie. Następnie przyszedł czas na poważną etykietę. Vernaccia di San Gimignano Riserva, wytwarzane tylko w najlepszych rocznikach. Wino to spędza kilka miesięcy w barrique, a następnie rok w butelkach w piwnicach Cusona dając wino, które eksploduje aromatami kwiatowymi, wanilii jak również delikatną nutą dębu. Podniebienie jest harmonijne i miękkie z charakterystycznym, gorzkim zakończeniem przypominającym migdały. Następnie przyszedł czas na czerwień. W naszych kieliszkach znalazło się Chianti z apelacji Colli Senesi. Nie pamiętam dokładnie rocznika, ale myślę, iż był to 2013 r., który dał wino nie wybitne, ale harmonijne i zrównoważone o dość wyrazistych aromatach i przyjemnym finiszu. Sadole (100% Sangiovese) uraczyło mnie od pierwszej chwili. Nikt nie ma prawa narzekać na tą etykietę. Wytwarzane ok 1983 roku powstaje tylko w wybranych – najlepszych rocznikach oraz z najlepszych gron. Długa fermentacja połączona z maceracją na skórkach, dojrzewanie przez 12 miesięcy w beczkach z francuskiego dębu oraz rok w butelce nadaje winu niepowtarzalny charakter, którego cechy do dziś utkwiły mi w pamięci. Połączone aromaty czerwonych i czarnych owoców z nutami ziołowymi przełamanymi wanilią, tytoniem, goździkami oraz kawą nadały niepowtarzalny charakter. Usta stały się bardzo owocowe, pikantne i zarazem dość kwasowe. Całość jednak stworzyła moce, strukturalne i pełne ciała wino, którego finisz trwał i trwał w nieskończoność. Na koniec degustacji zaserwowano nam z 2003 roku kupaż trzech szczepów Trebbiano, Malvasia oraz San Colombano. Wino to przed zabutelkowaniem spędziło 4 lata w caratelii pozostawionych na strychu. Myślę, że miłośnicy toskańskich win będą wiedzieli o jakim winie piszę, a Ci, którzy się nie domyślają będą musieli niestety poczekać, aż otworzę przywiezioną butelkę i ją niebawem opiszę… bo naprawdę warto!

Mam tylko jedno marzenie, które i tak pozostanie tylko w sferze mojej wyobraźni. Przenieść się w czasie do XVII wieku, zasiąść z gośćmi w komnacie Villa Cusona, biesiadować przy wieczerzy ciesząc się serwowanymi przez służbę potrawami i raczyć się lokalnymi winami ze wzgórz San Gimignano.

I z takim marzeniem również Was pozostawiam.

Autor artykułu
More from Olaf Kuziemka

WINNICA PŁOCHOCKICH| Część I

Kiedy w 2011 roku, rozpoczynałem swoją przygodę z winem, o polskich winach...
Czytaj wiecej