Orgazm w filmie? Oto najciekawsze sceny [TOP10]

Wszyscy jesteśmy ludźmi, a to wiąże się z posiadaniem pewnych potrzeb... Nie wiedzieć czemu, te – zdawałoby się – najciekawsze są dla większości tematem tabu. O ile ludzkość z coraz większą ochotą zaczyna mówić o seksie, o tyle orgazm dalej pozostaje gdzieś na uboczu wszelkich dyskusji...

Wszyscy jesteśmy ludźmi, a to wiąże się z posiadaniem pewnych potrzeb… Nie wiedzieć czemu, te – zdawałoby się – najciekawsze są dla większości tematem tabu. O ile ludzkość z coraz większą ochotą zaczyna mówić o seksie, orgazm dalej pozostaje gdzieś na uboczu wszelkich dyskusji…

Film bardzo często jest narzędziem do oswajania ludzi z tematami tabu. Większość filmowców na przestrzeni dziesięcioleci obawiało się odważniejszych scen, z uwagi na ostracyzm społeczny. Zdarzali się jednak tacy, którzy właśnie wbrew ogółowi, starali się tworzyć skandalizujące obrazy. Wszystko za sprawą zniesienia pod koniec lat sześćdziesiątych „Kodeksu Haysa”. O ile jednak seks jest na ekranie coraz popularniejszy, o tyle ciągle pomijane bywa jego zwieńczenie – orgazm.

To dość dziwna praktyka, ale przyjęło się, żeby elementy obrazoburcze ujmować w sposób symboliczny. Nawet jeśli mowa o najzwyklejszych w świecie czynnościach fizjologicznych. Często widzimy więc, że para zaczyna baraszkować… po czym na ekranie robi się coraz ciemniej, a kolejna scena, to papieros „po”. A gdzie stosunek? Gdzie orgazm? Oczywiście niektórzy mają w nosie konwenanse i wszelkie przejawy nagości upychają w filmie nawet, gdy nie są one potrzebne. Tak Larsie von Trierze, o Tobie mówię! Ale to też nie służy „oswajaniu” ogółu z takimi scenami.

Nie dziwi więc fakt, że największy przełom zawdzięczamy w tych kwestiach… komediom! To one najczęściej przenoszą orgazm na wielki ekran. Może dlatego, że całe „napięcie” jest ściągane z widza za pomocą zabawnej otoczki? W końcu nic nie śmieszy bardziej, niż różnego rodzaju wpadki. A gdy towarzyszą one sprawą poważnym, wszyscy nagle potrafią się wyluzować.

Zależność ta jest dość ciekawa, jednak przejdźmy już do konkretów. Tak, na poniższej liście większość filmów to komedie. Nie, nie zapomniałem o filmach Larsa von Triera – po prostu uznałem, że sama „Nimfomanka” dostarczyłaby materiałów na całą listę, ale skoro mam „sprzedać” orgazm ogółowi, nie będę tego robić za pomocą soft-porno. Podczas tworzenia poniższej listy, starałem się o sceny możliwie jak najbardziej realistyczne. No może poza numerem dziesiątym – nie ma co popadać w przesadną powagę.

10. Kevin Kline – „Rybka zwana Wandą” („A Fish Called Wanda”)

Zapewne każdy spodziewał się tu głównie damskiej ekstazy, ale męski orgazm też zasługuje na uwagę. Tym bardziej, jeśli film został stworzony przez legendę brytyjskiej branży komediowej – Johna Cleese.

9. Kim Cattrall – „Świntuch” („Porky’s”, 1982)

Zanim Cattrall zasłynęła rolą Samanthy Jones w „Seksie w wielkim mieście”, miała na koncie już co najmniej jeden spektakularny orgazm. „Świntuch” to komedia, którą zna chyba każdy, a Cattrall zasłynęła tam jednym z najgłośniejszych orgazmów w historii kinematografii. Całe szczęście, zafundowałem Wam jedynie gif!

8. Chyler Leigh – „To nie jest kolejna komedia dla kretynów” („Not Another Teen Movie”, 2001)

Ta scena jest chyba kwintesencją tego, o czym wspomniałem we wstępie. Z jednej strony mamy orgazm, który – mimo lekkiego przerysowania – zdaje się dość naturalny. Z drugiej zaś, mamy splot całej masy okoliczności, którzy zupełnie zaburzają powagę sytuacji. Właśnie dlatego komedie lepiej radzą sobie z tym tematem!

7. Katherine Heigl – „Brzydka prawda” („The Ugly Truth”, 2009)

Film dość mocno obsadzony, jednak nadal podchodzący do tematu z dystansem. Dla wielu jest to jeden z najlepszych filmowych orgazmów… Ja mam innych faworytów.

6. Aubrey Plaza – „Do zaliczenia” („The To Do List”, 2013)

Cały film właściwie bazuje na temacie seksu i jest w nim parę znacznie ostrzejszych scen, jednak ta zdaje mi się najśmieszniejsza.

5. Meg Ryan – „Kiedy Harry poznał Sally” („When Harry met Sally”, 1989)

Wszyscy mamy świadomość, że filmowe orgazmy są udawane (przynajmniej większość z nich). Tutaj mamy jednak do czynienia z udawaniem udawania… Istna „orgazmocepcja”!

4. Tara Reid – „American Pie” (1999)

Jedna z „komedii milowych”, jeśli chodzi o wprowadzanie społeczeństwa w świat seksualności. Tara Reid wczuła się w rolę tak dobrze, że – mimo wielu śmiesznych elementów – scena wygląda bardzo realistycznie.

3. Léa Seydoux i Adèle Exarchopoulos – „Życie Adeli” („La vie d’Adèle”, 2013)

Léa Seydoux i Adèle Exarchopoulos w filmie "Życie Adeli", fot. Alcatraz Film
Léa Seydoux i Adèle Exarchopoulos w filmie „Życie Adeli”, fot. Alcatraz Film

Wkraczamy na podium i od razu robi się poważniej. „Życie Adeli” to dramat, który zafundował widzom sporą dozę erotyzmu. To jedna z najostrzejszych i najbardziej naturalnych scen seksu w filmie – może dlatego, że stosunek nie był symulowany. Co ciekawe, obie aktorki narzekały na reżysera, Abdellatifa Kechiche, że zmuszał je do wielokrotnego powtarzania sceny, mimo że nie było to dla nich zbyt komfortowe.

2. Natalie Portman – „Czarny łabędź” („Black Swan”, 2010)

To mój osobisty faworyt, jeśli chodzi o najbardziej realistyczny orgazm w filmie. Zdecydowałem jednak, że boska Natalie, musi uznać wyższość…

1. Jennifer Aniston – „Bruce Wszechmogący” („Bruce Almighty”, 2003)

…ręki Boga! A właściwie rąk. Może to przez moją sympatię do Jima Carreya, ale uważam, że ten film zasłużył na miejsce pierwsze. Czemu się dziwić, skoro orgazm był zasługą Boga?

Niestety nie wszystkie z powyższych scen, udało mi się zobrazować filmem, dlatego zachęcam Was do zapoznania się z tymi produkcjami. Oczywiście korzystając z legalnych źródeł. A gdyby komuś było mało, macie jeszcze piętnaście!

Tagi wpisu
, , , ,
Autor artykułu
More from Damian Halik

„Uncommon Type: Some Stories” – debiut literacki Toma Hanksa

Tom Hanks cieszy się tak olbrzymią popularnością, że śmiało można go nazywać...
Czytaj wiecej