RIPLEY POD ZIEMIĄ

Foto: Piotr Lis
Foto: Piotr Lis
Mieszka sobie Pan Ripley z piękną młodą żoną gdzieś pod Paryżem, żyje nieźle ze spółki podrabiającej obrazy. Niestety, jakiś nieznośny jankeski kolekcjoner fałszerstwo odkrywa i zaczynają się trudności. Musi więc Ripley działać. Tyle w największym skrócie, szczegółów zdradzać nie będę, bo to kryminał, choć wiadomo, kto zabije i dlaczego, ale to w tej opowieści ważne najmniej.

Radosław Rychcik sięga po raz kolejny po świetny tekst Patricii Highsmith, który okazuje się być w sequelu nie tyle teatralny co filmowy, i reżyser i aktorzy na scenie się tą filmowością bawią. Wstępem do opowieści jest monolog Marlona Brando (Marcin Bosak, też jako Ripley), może trochę przydługawy, ale kluczowy dla zrozumienia całej historii, którą za chwilę zobaczymy. Otóż mówi Brando o aktorstwie i o graniu. Tym na scenie, na ekranie i tym w życiu. Bo że gramy wszyscy – nie ulega wątpliwości, częściej, rzadziej, z talentem bądź bez. I to jest spektakl właśnie o rolach, w które się wcielamy, niekiedy sarkastycznie bądź nieudolnie obsadzeni przez życie. Ale niekiedy – świetnie.

Foto: Piotr Lis
Foto: Piotr Lis

Ripley pod ziemią to popis Marcina Bosaka, jednego z najlepszych aktorów swojego pokolenia. Potrafi być Ripley Bosaka i bardzo czuły i okrutny i wyrachowany i roztargniony i nieco homoseksualny też. W ogóle wydaje się, że pozostali aktorzy Studia stanowią dla Marcina Bosaka jedynie tło, ale cóż, tak ta rola została rozpisana. Zwracam jednak uwagę na cudowne epizody Ireny Jun i Stanisława Brudnego oraz na rolę Tomasza Nosińskiego, od tego sezonu na stałe w zespole teatru.

Mam do tego całkiem zgrabnego spektaklu jednak dwie uwagi. Mimo, że – jak się długo zastanawiałem – nie ma w tekście bardzo zbędnych kwestii, nie jest całość jakoś przegadana, trzeba było jednak z czegoś zrezygnować. Cztery godziny to jednak ździebko za długo. Poza tym – rozbierana scena w Ripleyu jest całkowicie zbędna. Uwierzcie, nie jestem pruderyjny, ale z faktu, że panowie Nosiński, Bosak i Żurawski przebiegli się na golasa po scenie, nie wynikło naprawdę zupełnie nic.

Reż. Radosław Rychcik, Teatr Studio Warszawa, Premiera 16.09.2016

Autor artykułu
More from Rafał Turowski

Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i ¼

Jeśli jesteście w okolicach czterdziestki, to prawdopodobnie zaczytywaliście się (oraz oglądaliście w...
Czytaj wiecej