Sens rankingów podsumowujących miniony rok.

Witajcie w nowym roku. 2017 przywitał nas przede wszystkim niezłymi mrozami, ale cytując klasyka: „Jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”. Pojawia się również ogromna ilość podsumowań i rankingów minionego roku. Czy mają one sens?

Witajcie w nowym roku. 2017 przywitał nas przede wszystkim niezłymi mrozami, ale cytując klasyka: „Jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”. Pojawia się również ogromna ilość podsumowań i rankingów minionego roku. Czy mają one sens?

Nie będę ukrywał, że sam zawsze robiłem takie podsumowania. Najlepsze filmy, najlepsze seriale, najlepsze wszystko inne – tak samo z rzeczami najgorszymi. W tym roku jednak uznałem, że nie będę nic takiego pisał, publikował czy nawet o tym rozmawiał. Oczywiście, mam swój ulubiony film czy serial minionego roku, tak samo książkę czy album muzyczny, ale czy koniecznym jest o tym pisać i wszystkim opowiadać. Zawsze było mi miło, kiedy ktoś się odnosił do mojego zdania i mogliśmy na ten temat dłużej podyskutować i to mnie zachęcało do takich podsumowań. 2017 był dla mnie dość dziwnym rokiem i mam wrażenie, że bardzo często miałem zdanie kompletnie inne od większości osób i już widzę oczami wyobraźni kłótnie o to, że „przecież ten film był lepszy, jak mogłeś uznać ten za najlepszy?”. Nie mam trochę na to siły, stwierdziłem, że kolejnego roku nie chcę od tego zaczynać i wolę moją energię wykorzystać na coś innego.

Tak naprawdę nie ma znaczenia, co ktoś uzna za najlepsze. Tak samo za najgorsze. Wiele osób odbiera te rankingi chyba nie w taki sposób, w jaki powinno się je odbierać. Co prawda one automatycznie narzucają nam swoją budową, co ma być najlepsze, a co nieco gorsze, dlatego zaraz po przeczytaniu często pojawiają się wspomniane wcześniej głosy oburzenia. Od jakiego czasu jednak inaczej patrzę na te listy. Siłą rzeczy zawsze największą uwagę skupiamy na czele listy, że dane dzieło było najlepsze, a przecież to jest np. TOP 10, czyli aż 10 najlepszych. To, jaka już jest kolejność na tej liście, to tylko subiektywny wybór autora, do którego chyba nie powinniśmy przykładać większej wagi. Bardziej chodzi o to, co zwyczajnie wydało mu się najlepsze w minionym roku. Całość nabiera jednak sensu, gdy weźmiemy do rąk kilka takich rankingów i sprawdzimy, jak bardzo pozycje z nich się ze sobą pokrywają. Wtedy możemy sobie już np. ułożyć własną listę tego, co powinniśmy z minionego roku nadrobić.

Czy warto zwracać uwagę na te wszystkie rankingi i podsumowania? Dobrze jest sobie porównać pozycję z własną listą i zdać sobie sprawę co dobrego już widzieliśmy, a co jeszcze powinniśmy zobaczyć. Na pewno nie ma sensu podchodzić do nich bardzo emocjonalnie, uważać, że autor nie ma racji, bo to wcale najlepsze nie było. Wszystko jest przecież subiektywne, każdy ma prawo do swojej opinii i własnego zdania. My nie mamy obowiązku ulegać takim rankingom. Czytajmy, oglądajmy i słuchajmy wszystkiego, co nam tylko przyjdzie na myśl. W ten sposób wyrabiamy sobie gust, odkrywamy co nam się podoba, a co nie. W taki właśnie sposób zdajemy sobie sprawę, czego mamy szukać w przyszłości. Tak więc rankingi mają sens, ale tylko taki, by lekko nas nakierować, na co moglibyśmy zwrócić uwagę. Na pewno nie mają nam narzucać, co koniecznie mamy oglądać lub czytać, dlatego mam do Was prośbę, byście ich nigdy nie odbierali osobiście. One są tylko do pomocy.

Jeśli jednak ktoś chciałby wiedzieć, jaki jest mój filmowy faworyt minionego roku, to się jeszcze tą jedną rzeczą podzielę. Zdecydowanie jest nim film Manchester by the Sea Kennetha Lonergana, z Casey’em Affleckiem w roli głównej. Wspaniały obraz, pełen znakomitych emocji. Obejrzyjcie koniecznie, jak tylko wejdzie do polskich kin 20 stycznia.

Tagi wpisu
, , ,
Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Król jest jeden

King Kong to jeden z najstarszych bohaterów w historii kina. Występuje on...
Czytaj wiecej