Czy Pokemon Go to jeden wielki spisek?

Pokemon Go
Gra ukazała się zaledwie dwa tygodnie temu, a już wiadomo, że jest ewenementem na skalę światową. Pokemon Go każdego dnia bije kolejne rekordy, jednak internauci są czujni. Wystarczy cień podejrzeń, a znajdą się spiskowe teorie i potwierdzające je dowody...

Gra ukazała się zaledwie dwa tygodnie temu (w Polsce oficjalnie można grać od czterech dni), a już wiadomo, że jest ewenementem na skalę światową. Pokemon Go każdego dnia bije kolejne rekordy, jednak internauci są czujni. Wystarczy cień podejrzeń, a znajdą się spiskowe teorie i potwierdzające je dowody…

Pokolenie dzisiejszych dwudziesto- czy nawet trzydziestolatków zapewne doskonale pamięta czasy, kiedy podwórka pustoszały, a wszyscy gromadzili się przed telewizorami. To był znak, że serial „Pokemon” zaraz się zacznie. Niektórzy zabawę zaczynali już od pierwszych sekund, śpiewając piosenkę z czołówki, inni po prostu czekali – najważniejsze, że właściwie nie było dziecka, które nie wiedziałoby o co chodzi. Oczywiście popularność serialu wiązała się z wieloma gadżetami do zbierania, a marzeniem co drugiego fana było wówczas zostanie trenerem pokemonów…

Wszyscy, którzy chowali swoje kolekcjonerskie karty czy „tazosy” przed mamą, nie rozumiejącą sensu zapychania szuflad setkami kartoników czy plastikowych kapsli, zapewne myśleli sobie: „gdy dorosnę, pokażę swoim dzieciakom, jakie było moje dzieciństwo”. Lata mijały, a historia Asha Ketchuma była wciąż trwała, choć zdecydowanie traciła na popularności i nagle – bum! – na rynek trafia gra, która wraca do korzeni i pozwala wykorzystać nasze smartfony niemal jak serialowe pokedexy!

Wydanie Pokemon Go było odważnym posunięciem. W końcu lata świetności serialu czy związanych z nim gier na Gameboy-a dawno minęły. Także najwięksi fani wydawali się za starzy na ganianie po mieście w poszukiwaniu pokemonów, tymczasem… Wśród graczy na rynku amerykańskim, połowę stanowią osoby między 18, a 34 rokiem życia! Zaledwie cztery dni po premierze, gra zarobiła ponad czternaście milionów dolarów, a dokonane w niej mikropłatności, stanowiły 47% wartości wszystkich transakcji w mobilnej dystrybucji cyfrowej.

Natychmiastowe skutki

Dzięki takim wynikom, Pokemon Go z miejsca dołączył do internetowych gigantów. Kilkadziesiąt milionów pobrań i średnio dwa miliony dolarów zysków dziennie (a te liczby stale rosną), pozwoliło na wytworzenie społeczności, która po tygodniu działania aplikacji, już wyprzedzała Facebook, Snapchat czy Twitter pod względem czasu, jaki użytkownicy poświęcają na korzystanie z niej.

Tak duże zaangażowanie oczywiście niesie za sobą także negatywne konsekwencje. Niejaki Tom Currie z Nowej Zelandii, postanowił nawet rzucić pracę, by złapać je wszystkie! Ma już 93 ze 151 okazów dostępnych w Pokemon Go. Teraz ma zamiar podróżować po całym kraju, by znaleźć brakujące 58 pokemonów. Są też gorsze przypadki.

Zbiegowisko w nowojorskim Central Parku, gdzie pojawił się rzadki pokemon, fot. Youtube
Zbiegowisko w nowojorskim Central Parku, gdzie pojawił się rzadki pokemon, fot. Youtube

Spontaniczne zgromadzenia jeszcze nie paraliżują miast, jednak zaczynają przybierać ogromne formy, a zapatrzeniu w smartfony „łowcy”, wchodzą w miejsca niedozwolone, wpadają pod samochody, spadają z urwis czy do wnętrz jaskiń. Śmiertelnych przypadków jeszcze nie ma, ale te przypadki pokazują, jak mocno Pokemon Go angażuje. To z kolei dają do myślenia…

Podczas gdy Nintendo święci giełdowe triumfy, (wartość firmy wzrosła w ciągu pierwszego tygodnia działania gry o 93%), internauci już węszą spisek… i to nie jeden.

To spisek złych kapitalistów!

Wiadomo, że od lat rozwijany jest system, stosujący geolokalizację do marketingu. Ten trend rozwijany jest z czasem i łatwo można się domyślić, dokąd zmierza… Pokemon Go idealnie obrazuje wykorzystywanie tej technologii. Wystarczy, że właściciel sklepu także zaangażuje się w grę – rzuci graczom „przynętę” i przyciągnie ich do swojego lokalu. Cała masa potencjalnych klientów. To oczywiście uproszczony schemat, jednak nie jest tajemnicą, że właśnie w tym kierunku to zmierza. Ale czy można nazwać to spiskiem? Śmiem wątpić.

Za wszystkim stoi Michelle Obama!

Ta teoria jest zdecydowanie ciekawsza. Jak wiadomo, żona jeszcze urzędującego prezydenta, mocno angażuje się w walkę o zdrowie obywateli. Nieraz można było zobaczyć czy usłyszeć, jak Pierwsza Dama zachęca do zdrowego trybu życia, dlatego pojawił się pomysł, że gra została stworzona na jej zlecenie.

Może to absurd, ale fakt jest jeden – ludzie ruszyli się z domów. Pani Obama na pewno jest z tego zadowolona, choć szczerze wątpliwe, by to ona stała za Pokemon Go.

Rząd odwraca uwagę od wydarzeń na świecie!

Oj tak, zawsze, gdy dzieje się coś głośnego, na pewno stoi za tym rząd, który próbuje maskować problemy na świecie. W końcu kto myślałby o strzelaninach w Stanach Zjednoczonych, zamachach we Francji czy sporze o Trybunał Konstytucyjny w Polsce, gdy w pobliżu pojawia się jakiś rzadki pokemon?!

Oczywiście ta teoria wraca jak bumerang. Zawsze ktoś ma coś do ukrycia. Wystarczy tylko sprawnie połączyć fakty – skandale najczęściej dzieją się w momencie, gdy rozgłosu nabierają duże wydarzenia medialne.

Jesteśmy tanią siłą roboczą dla Google!

Uprawnienia aplikacji Pokemon GO
Uprawnienia aplikacji Pokemon GO

Chyba każdy kojarzy słynne samochody Google Earth, które przemierzają ulice miast, w calu wykonania zdjęć do Street View. A co jeśli powiem wam, że korzystając z aparatu w telefonie, sami dobrowolnie fotografujecie wiele miejsc, do których Google nie miałoby dostępu? Ten spisek wypatrzyli użytkownicy reddita. A wystarczyło, by obecny prezes Niantic (wydawca gry) – John Hanke – był kilkanaście lat temu pracownikiem Google… Wszystko ma sens. Zdjęcia na pewno trafiają do internetowego potentata, a stamtąd lecą prosto do CIA.

Na koniec najciekawsze:

Za wszystkim stoi (wspomniane już) CIA

Powiązanie In-Q-Tel z CIA, fot. theintercept.com
Powiązanie In-Q-Tel z CIA, fot. theintercept.com

Wszystko jest ze sobą powiązane… Wspomniany wcześniej Hanke, lata temu stworzył firmę Keyhole, która następnie została wykupiona przez Google i przemianowana na Google Earth. Hanke założył kolejną firmę – Niantic, która na licencji Nintendo stworzyła grę Pokemon Go, de facto opartą na jego wcześniejszym dzieło.

I teraz najważniejsze – przy finansowaniu obu projektów, uczestniczyła firma In-Q-Tel. Ta zaś jest niezależnym tworem (taa, akurat…), będącym odnogą CIA. IQT ma za zadanie inwestować w technologie, by te trafiały najpierw w ręce agencji, zanim patent zdobędzie ktoś inny. Sprytnie rozegrane!

 

Oczywiście wszystko to jest grubymi nićmi szyte. Większość obaw wynika z uprawnień, jakich od użytkowników wymaga instalacja Pokemon Go, jednak jeśli się zastanowić, inne aplikacje wcale nie są pod tym względem mniej restrykcyjne. Może więc nie gra jest problemem, a funkcjonowanie współczesnego internetu?

Źródło: thrillist.com

Autor artykułu
More from Damian Halik

„Kung Fury II” potwierdzone!

Fani kina akcji klasy B mogą już zacierać ręce - rozpoczęły się...
Czytaj wiecej