Być jak Steve McQueen

Gratka dla miłośników kina i słynnego aktora. Kombinezon w którym Steve McQueen grał w kultowym filmie "Le Mans" idzie pod młotek. Tanio nie będzie!

„Petrolhead”, nieprzetłumaczalne na polski język słowo oznacza kogoś, o kim mówi się, że w żyłach zamiast krwi płynie mu benzyna. To doskonale opisywało słynnego aktora Steve’a McQueena. Urodzony w 1930 roku artysta był jednym z najbardziej kasowych gwiazd światowego kina lat 60. i 70. Niepokorny, wybuchowy, mający często na pieńku z reżyserami, był przy tym doskonałym rzemieślnikiem. Dzięki swoim przywarom zjednał sobie publiczność, nie tylko tę żeńską. Jego sława trafiła również do Polski, gdzie po odwilży zaczęły pojawiać się w kinach amerykańskie produkcje. Polskim widzom znany był m. in. z westernu „Siedmiu wspaniałych” czy filmu wojennego „Wielka Ucieczka”. McQueen zmarł przedwcześnie w wieku 50 lat na raka.

Wróćmy jednak do „petrolheada”, otóż oprócz kina miłością McQueena było wszystko to co ma silnik. Miał licencję pilota i samolot, startował w rajdach offroadowych motocykli. Któż nie pamięta jego słynnego skoku jednośladem we wspomnianej „Wielkiej Ucieczce”. Jednak jego największą miłością były samochody. On sam prowadził Forda Mustanga w filmie Bulitt, w którym zagrał tytułową rolę. Scena pościgu po wzgórzach San Francisco należy do najbardziej widowiskowych w historii kina. McQueen próbował również swoich sił w wyścigach, także długodystansowych. Niewiele brakowało, a wraz z kierowcą wyścigowym Jackym Stewartem wystartowałby w słynnym wyścigu Le Mans. McQueen znalazł się jednak na tym najsłynniejszym chyba torze wyścigowym w roli aktora. Zagrał jedną z głównych ról w filmie „Le Mans”w reżyserii Lee H. Katzina, który wszedł na ekrany w 1971 roku. Film nie odniósł kasowego sukcesu, co zabolało szczególnie aktora, który ponoć sam wyłożył na niego pieniądze. Z czasem jednak stał się kanonem kina samochodowego, filmem, o którym mówi się, że najwierniej oddawał ducha wyścigów szalonych lat 60. i 70. Bardzo szybko zyskał miano kultowego i dzierży ten tytuł do dziś. W 2015 roku powstał dokument o tworzeniu „Le Mans” oraz o samym aktorze pod tytułem „Steve McQueen: Człowiek i Le Mans”

W związku z tym, dom aukcyjny RM Sotheby’s ma nie lada gratkę dla miłośników tego obrazu i Steve’a McQueena w ogóle. Już 6 grudnia podczas aukcji w Nowym Jorku oprócz niesamowitych klasycznych aut, będzie można kupić kompletny strój aktora w którym ten grał w „LeMans”. Na zestaw składa się dwuczęściowy kombinezon ognioodoporny sygnowany przez Hinchmana oraz zielony kask Bella. Zakładana kwota sprzedaży? Między 400 a 500 tysięcy dolarów! Dużo? Nieśmiało przypomnę, że wyścigowe Porsche 917K, będące również gwiazdą tego filmu, zlicytowano w tym roku za astronomiczne 14 milionów dolarów, a podobny kombinezon kilka lat temu osiągnął cenę niemal miliona (!) dolarów. Tak czy inaczej szykuje się nie lada gratka, a zwycięzca aukcji wróci z jedynym w swoim rodzaju prezentem pod choinkę.

Link do przedmiotu: https://www.rmsothebys.com/en/auctions/NY17/New-York—ICONS/lots/n0003/544734#/search

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Dom z drukarki 3D w 24 godziny

Przyzwyczailiśmy się do coraz większej ilości rzeczy wykonanych przez drukowanie 3D. A...
Czytaj wiecej