Suburbicon – kryminalna utopia

Kiedy dwa tygodnie temu przebywałem na American Film Festival, tradycyjnie miałem możliwość obejrzeć wiele bardzo dobrych filmów zza oceanu. Niektóre z nich mogą nie trafić do polskiej dystrybucji, a część miała swoje wcześniejsze pokazy. Jednym z tytułów, które mogłem zobaczyć, był Suburbicon, dziś wchodzący do naszych kin.

Autorami scenariusza są bracia Coen, znani chyba każdemu kinomaniakowi. Tym razem postanowili oni nie reżyserować swojego tekstu, a zadanie to zostało powierzone ich przyjacielowi, George’owi Clooney’owi. Sam tekst zresztą dość długo czekał na to, by przenieść go na ekran, bo podobno Coenowie już w połowie lat osiemdziesiątych posiadali już pierwszą wersję scenariusza. Akcja filmu dzieje się Stanach Zjednoczonych w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, w amerykańskim miasteczku Suburbicon. Miasteczku, w którym mieszka kilkanaście tysięcy ludzi, głównie takich, którzy uciekli z dużych miast i osiedli, by wieść to spokojny i sielankowy żywot. Ten wielki spokój bardzo szybko zostaje zakłócony przez dwa wydarzenia: nocne wtargnięcie obcych ludzi do jednego domu oraz wprowadzenie się do sąsiedztwa czarnoskórej rodziny.

W krótkim czasie możemy zauważyć, że film podzielił się na dwa wątki. Jeden jest kryminalny i wiodący, a drugi obyczajowy, poruszający przemiany społeczne. Z pozoru są one od siebie niezależne, jednak szybko okazuje się jak wiele je łączy. Początkowo Suburbicon jest satyrą mieszkańców i całego społeczeństwa, ale szybko zamienia nam się w dramat, który potrafi bardzo dobrze trzymać w napięciu.

Główne role w filmie zagrały takie gwiazdy jak Matt Damon, Julianne Moore, Glenn Fleshler czy Oscar Isaac. Czytając kilka recenzji i tekstów na temat filmu, spotkałem się z wieloma głosami krytykującymi Matta Damona. Zgodzę się, że nie była to jego wielka rola, że nie pokazał na co go stać i że mógł wydawać się irytujący, czy wręcz nijaki. Będę jednak nieobiektywny, bo ja go uwielbiam i zawsze z chęcią ogładam go na ekranie. Odwrotnie mam jednak z Moore, która z każdym kolejnym filmiem wypada moim zdaniem coraz gorzej i w tym filmie niesamowicie mnie irytowała (a gra dwie role, więc irytacja była podwójna). Największą zaletą był tutaj Isaac, który wypadł doskonale. Żałuję, że jego rola była zaledwie epizodyczna. Zresztą, to właśnie dzięki braciom Coen zwróciłem na niego uwagę kilka lat temu, w filmie Co jest grane, Davis?, który niezwykle przypadł mi do gustu, wraz z głównym aktorem.

Suburbicon nie jest filmem wyjątkowym. Nie zapada w pamięć na długo, ale na pewno sprawia, że nie ma się poczucia zmarnowanego seansu. Doskonale pokazuje, jak jedna zła decyzja w naszym życiu może spowodować, że powstanie kula śniegowa złych wydarzeń. Jednocześnie widzimy tu, że zagłębiając się w takie sytuacje, ludzie ukazują swoje prawdziwe – i zazwyczaj gorsze – oblicze. Włącza nam się instynkt przetrwania i zrobimy wszystko, by tylko móc przeżyć kolejny dzień. Gdy szedłem na seans byłem pełen obaw. Zastanawiałem się, czy może na festiwalu nie wybrać w tym czasie innego filmu, ale ostatecznie wyszedłem z sali zadowolony. Nie jest to może poziom tak często przytaczanego Fargo braci Coen czy wielu innych ich świetnych produkcji, można jednak odnaleźć w nim ich niepowtarzalny styl. Styl ten bardzo dobrze podłapał George Clooney i dzięki temu otrzymaliśmy film, który zdecydowanie da się lubić. Pokazuje on, że nie wszystko jest takie, jakie wydaje nam się wraz z pierwszym wrażeniem – również sielankowe amerykańskie miasteczko.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Do szkoły marsz!

1 września. Data, która młodszym ludziom kojarzy się z jednym – początkiem...
Czytaj wiecej