Świecąca ścieżka rowerowa

Postęp technologiczny nabrał takiego tempa, że rzeczy które jeszcze niedawno pojawiały się na kartach powieści science-fiction wchodzą to powszechnego użycia. Kto z Was jeszcze 10 lat temu uwierzyłby w świecącą drogę rowerową?

Postęp technologiczny nabrał takiego tempa, że rzeczy które jeszcze niedawno pojawiały się na kartach powieści science-fiction wchodzą to powszechnego użycia. Kto z Was jeszcze 10 lat temu uwierzyłby w świecącą drogę rowerową?

Polskim mistrzem w przewidywaniu przyszłości był Stanisław Lem. W wydanej ponad 50 lat temu książce „Powrót z gwiazd” tak opisywał pewne urządzenie: „Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było za pomocą optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu.” Coś Wam to przypomina? Nie wiem czy Lem pisał gdzieś o świecących drogach, ale taki pomysł wcieliła w życie firma TPA z Pruszkowa należąca do koncernu Strabag. Pierwsza tego typu ścieżka rowerowa powstały w Lidzbarku Warmińskim.

Świecąca ścieżka rowerowa. Zdj. Strabag

Takie drogi funkcjonują już w Holandii jednak tam, do ich podświetlania niezbędna jest energia elektryczna. W przypadku wynalazku pruszkowskiej firmy prąd jest zbędny. Do kruszyw z których jest zrobiona nawierzchnia dodano luminofory – syntetyczne substancje, które, mówiąc w skrócie, absorbują światło w ciągu dnia i oddają w nocy. Podobne materiały są znane już od lat, wystarczy spojrzeć na wskazówki zegarka. Jednak nie były one doskonałe, nie miały wystarczające odporności na warunki atmosferyczne i uszkodzenia mechaniczne i nie były całkowicie obojętne dla środowiska. Produkt firmy TPA po całodziennym ładowaniu energią słoneczną może oddawać światło przez 10 godzin. Do projektu w Lidzbarku wybrano kolor niebieski, zarówno samej ścieżki, jak i emitowanego światła. Jak mówi dr. Inż. Igor Ruttmar, przezes TPA sp. z o. o. chodziło o spójność z mazurskim krajobrazem.

Świecąca ścieżka rowerowa. Zdj. Strabag

Słychać jednak głosy krytyczne: Mirosław Arczak, oficer rowerowy Olsztyna w Gazecie Olsztyńskiej kwestionował zasadność takiego rozwiązania. Twierdzi, że skoro rower po zmroku musi mieć włączone światła, taka podświetlana jezdnia jest zbędna ba, może nawet zniechęcać do włączania świateł. Ponadto, aby efekt był widoczny, droga musi być regularnie czyszczona z piasku, liści etc. Choć, jak zaznacza, jest na pewno ciekawym gadżetem zachęcającym do wypraw rowerowych. Ścieżka w Lidzbarku to na razie 100 metrowy obiekt testowy który kosztował 120 tys. zł. Jeśli projekt się sprawdzi, zapewne pojawią się kolejni chętni, a zapewne i nowe zastosowania. Wyobrażacie sobie np. podświetlane oznakowanie poziome na drogach i ulicach?

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Sześć dekad Stodoły

Przez lata była oknem na świat muzyczny zachodu dla młodzieży, w niej...
Czytaj wiecej