Scarlett Johansson w trailerze „Ghost in the Shell”

"Ghost in the Shell", fot. Paramount Pictures
Po oficjalnym ujawnieniu informacji, że główną rolę w ekranizacji mangi "Ghost in the Shell" odegra Scarlett Johansson, wiele osób przecierało oczy ze zdumienia. Na filmie postawiono krzyżyk, jednak pierwszy trailer pokazuje, że było to zdecydowanie przedwczesne.

Po oficjalnym ujawnieniu informacji, że główną rolę w ekranizacji mangi „Ghost in the Shell” odegra Scarlett Johansson, wiele osób przecierało oczy ze zdumienia. Na filmie postawiono krzyżyk, jednak pierwszy trailer pokazuje, że było to zdecydowanie przedwczesne.

Walka o równouprawnienie zaczyna przybierać coraz dziwniejsze formy, a od jakiegoś czasu mocno odbija się także na Hollywood. Ludzie coraz głośniej protestują przeciw „wybielaniu” niektórych produkcji, jednak w ferworze walki łatwo jest o głupie wpadki. I za taką uznaję lament osób, protestujących przeciw obsadzeniu Scarlett Johansson w ekranizacji „Ghost in the Shell”. To nie pierwszy spór o obsadę, o jakim słyszymy w ostatnim czasie. Tym razem mamy jednak do czynienia ze sprawą o wiele bardziej złożoną. To nie „Mulan”, która była chińską wojowniczką i basta.

W przypadku głównej bohaterki „Ghost in the Shell” zasadnicze pytanie brzmi: czy Major Motoko Kusanagi jest Azjatką? Akcja toczy się w Japonii, a nazwisko także mogłoby wskazywać pochodzenie postaci, stąd tradycyjne przypisywanie jej tożsamości etnicznej. Należy jednak pamiętać, że Major nie jest człowiekiem. To cyborg z ludzkim mózgiem, a sam tytuł „Ghost in the Shell” jest nawiązaniem do filozoficznej teorii dualizmu psychofizycznego, którego istnienie jest negowane przez Masamune Shirowa – twórcę oryginalnej mangi.

Jednak rozważania na tym, czy dusza („Ghost”) bądź cyborg („Shell”) wykazują jakąkolwiek przynależność rasową, należy odrzucić na bok. Kilka dni temu w Tokio odbyła się uroczysta gala, podczas której pokazano pierwszy trailer oraz scenę otwierającą film.

Okazuje się, że Scarlett Johansson wcale nie jest największym problemem produkcji.

Wielkie otwarcie

Impreza w Tokio była dla ekranizacji Ruperta Sandersa konieczna pod względem PR-owym. Od samego początku twórców filmu wspierali przedstawiciele wydawcy mangi (Kodansha Comics), natomiast przed paroma dniami dołączyli do nich: Mamoru Oshii (reżyser filmu animowanego z 1995 roku) i Kenji Kawai (autor równie kultowej muzyki).

Obaj dostali swoje pięć minut. Poza trailerem, pokazano także sekwencję otwierającą film. W większości pokrywa się ona z oryginałem, co miało być hołdem dla Oshii’ego. Pokazowi towarzyszyła muzyka, wykonywana na żywo przez zespół pod batutą Kenji’ego Kawai.

Efekt? Kolejne ważne dla fanów nazwiska, dały filmowi ze Scarlett Johansson swoje „błogosławieństwo”. Problemem może być jednak milczenie Masamune Shirowa. Autor mangi do tej pory nie wypowiedział się na ten temat.

Dodatkowo części fanów, po obejrzeniu trailera zapaliła się czerwona lampa. Co prawda to dość krótki fragment materiału, jednak można odnieść wrażenie, że główna bohaterka nie do końca wie, kim jest. Może to tylko nadinterpretacja, ale jeśli rzeczywiście twórcy filmu postanowili zwiększyć jego dramaturgię, przez wprowadzenie niepewności, jest to sporym błędem. Zarówno w mandze, jak i w filmie animowanym postać Major doskonale wie, kim jest. Gdyby w produkcji Paramount Pictures ten element został zmieniony, mogłoby to mieć wpływ na wydźwięk całego filmu. I w ten sposób „problemy rasowe” schodzą na dalszy plan.

Rozważania na te tematy musimy odłożyć co najmniej do momentu, gdy światło dzienne ujrzy kolejny trailer. Jednak o rzeczywistej wartości filmu, przekonamy się 31. marca 2017 roku.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Kultowy horror „The Thing” w formie gry planszowej

Aż trudno uwierzyć, że kultowe "Coś" Johna Carpentera w przyszłym miesiącu skończy...
Czytaj wiecej