Wciąż szybcy i nadal wściekli?

16 lat minęło, a wszystko to, jakby jeden dzień. Od premiery pierwszej części serii „Szybcy i wściekli” mija właśnie tyle czasu. Historia o świecie nielegalnych wyścigów ulicznych zaczęła się w 2001 roku i nikt wtedy nie przypuszczał, że stanie się jedną z największych serii we współczesnej kinematografii.

Osobiście darzę te filmy ogromnym sentymentem. Pamiętam, jak pierwszy z nich obejrzałem na sali kinowej. Jako nastolatek kochający filmy akcji oraz motoryzację poczułem, że znalazłem się w swoim świecie. Szybcy i wściekli okazali się znakomitą rozrywką, do której co kilka miesięcy wracam i z każdym kolejnym seansem przypominam sobie, za to tak bardzo ten film cenię.

Na kanwie filmu powstała nawet gra komputerowa – Need For Speed Underground oraz jej kontynuacja. Oba tytuły okazały się wielkimi hitami, które na długo zapadły w pamięci graczy z całego świata. Oczywiście sam film również doczekał się własnej kontynuacji. Nie zobaczyliśmy jednak już w niej Vina Diesela, ale niezmiennie w obsadzie pozostał Paul Walker. Sporo humoru wniosła nowa postać grana przez Tyrese’a Gibsona. Za szybcy, za wściekli nie należą moim zdaniem do udanych części sagi, gdyż był to film nieco za cukierkowy i przekombinowany – wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak daleko posuną się twórcy w swoich absurdach, przy tworzeniu kolejnych części.

Trzecim filmem był Szybcy i wściekli: Tokyo Drift. Tu przenieśliśmy się z USA do Japonii i całkowicie zmieniliśmy obsadę. Choć początkowo naprawdę nie lubiłem tego filmu, z czasem nabierałem do niego coraz większej sympatii – przede wszystkim ze względu na odmienność i znakomitą muzykę. Jego reżyserem był Justin Lin, który na długo zaprzyjaźnił się z producentami, gdyż wyreżyserował łącznie cztery filmy z serii.

Szybko i wściekle, czyli czwarta część, jest w pewnym sensie otwarciem drugiego rozdziału. Powracają w większości aktorzy znani z pierwszej i drugiej części, a cała historia nabiera rozpędu. Wszystko staje się jeszcze bardziej efektowne, a sama fabuła schodzi na drugi plan. Od teraz filmy te mają nam dostarczyć przede wszystkim rozrywki w czystej postaci i nie mamy się tu zastanawiać, co z tego, co widzimy na ekranie, jest możliwe, a co nie. Ma się to nam podobać i na koniec mamy wyjść z uśmiechem na twarzy. Wiem, że wielu osobom każdy kolejny film już się coraz mnie podobał. Jestem świadom absurdów, jakie widzimy na ekranie i tego, że to wszystko jest po prostu niewyobrażalnie głupie. Ale… co z tego?

Dla mnie cała seria jest tym, czym ma być – bajką głównie dla dużych chłopców. Ja się na nich bawię znakomicie i nie ukrywam, że na każdą kolejną część czekam z wypiekami na twarzy. Uważam nawet, że film sprzed dwóch lat (cześć siódma) jest jedną z lepszych z całej sagi. Szkoda, że podczas jej kręcenia w wypadku samochodowych zmarł Paul Walker, przez co produkcja filmu, a także kolejnych, stanęła pod znakiem zapytania. Udało się jednak go ukończyć i zapowiedziano dalsze kontynuacje.

Jestem niesamowicie ciekaw, jak wypadną Szybcy i wściekli 8. Z jednej strony boję się przesytu i tego, że tu już nic nie da się wymyślić. Jednak z każdą kolejną częścią, twórcy udowadniają, że jednak wiele głupot można jeszcze na ekranie pokazać. Czy wszyscy są jeszcze wystarczająco szybcy? Większość z nich nie jest już pierwszej młodości, ale myślę, że trzymają formę. Czy są wściekli? Zwiastuny pokazują, że bardzo i pod tym względem się nie zawiedziemy.

Idę dziś do kina IMAX, gdyż muszę to zobaczyć na możliwie jak największym ekranie. Szykuje się bardzo ostra jazda. Muszę tylko pamiętać, by odpowiednio mocno zapiąć pasy.

PS:  Dwayne Johnson oraz Jason Statham to dwa powody, które powinny starczyć, aby chcieć obejrzeć ten film. No dobrze, trzecim jest Charlize Theron.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Zacznij nowe życie nad jeziorem Ozark

Kino kinem, ale od wielu, wielu lat uwielbiam również seriale. Ostatnio trochę...
Czytaj wiecej