Zacznij nowe życie nad jeziorem Ozark

Kino kinem, ale od wielu, wielu lat uwielbiam również seriale. Ostatnio trochę wypadłem z „obiegu”, lecz co jakiś czas pojawia się tytuł, który od razu trafia w moje gusta. Witamy w Ozark!

Od kilku lat seriale królują. Momentami można odnieść wrażenie, że kino powoli umiera, a zastępuje je telewizja – choć określenie „telewizja” nie jest tu tym dobrze nam znanym. W końcu seriale są teraz najpopularniejsze w różnorodnych serwisach streamingowych typu Netflix, Hulu czy Amazon. Dotychczasowy król seriali, czyli HBO, również bardzo mocno idzie w swoje usługi streamingowe. Dlaczego dzieje się tak, że seriale przewyższają kino?

Przede wszystkim chodzi o to, że ludzie chcą dłuższych historii. Nie wystarcza im już to, by zasiąść na sali kinowej na półtorej godziny lub nawet na dwie i pół – to stanowczo za mało. Teraz chcą opowieści, które są rozciągnięte na przynajmniej dziesięć godzin lub więcej. Mało tego, nie chcą wracać do swoich bohaterów raz w tygodniu. Wymogiem wręcz jest teraz natychmiastowy dostęp do wszystkich odcinków serialu, by można było nierzadko zarwać noc, by obejrzeć od razu całość. Czy to dobrze? To chyba zależy od tytułów, przynajmniej w moim przypadku. Są seriale, na które z miłą chęcią poczekam tydzień, żeby dowiedzieć się o dalszych losach bohaterów, a są takie, które „muszę” obejrzeć natychmiast. Szczerze mówiąc, obie opcje są dla mnie dobre, bo np. Gry o tron bym chyba nie potrafił obejrzeć w systemie całości za jednym razem. Niektóre rzeczy trzeba po prostu smakować powoli.

Do czego zmierzam? Jak zapewne wiele osób wie, udostępnianie całych sezonów spopularyzował Netflix, za sprawą House of cards. Był to pierwszy serial produkcji giganta. To niesamowite, jak wielki skok zrobił ten serwis, przez zaledwie 4 lata. Początkowo pojawiało się zaledwie kilka nowych tytułów w roku, a teraz nie ma w zasadzie tygodnia bez czegoś nowego. Tym samym zrobił się straszny przesyt. W pewnym momencie sam już nie wiedziałem, co chciałbym obejrzeć, a czego nie. Do wszystkiego dochodziły przecież jeszcze seriale innych stacji – równie dobre i obiecujące. Dlatego właśnie przestałem interesować się nowymi pozycjami, chyba że usłyszałem o danym tytule sporo pozytywnych opinii, głównie z najbliższego grona znajomych. Innymi słowy, staranniej wybieram produkcje, na które mam poświęcić swój czas, zamiast brać się za wszystko, co popadnie. Doszło do tego, że jeśli po dwóch lub trzech odcinkach wciąż historia mnie nie przekonuje, to odpuszczam dany tytuł. Może ma to związek z tym, że nie mam już dwudziestu lat i nie dysponuję taką ilością wolnego czasu jak dawniej?

Raz na kilka miesięcy – a może nawet kilkanaście – pojawia się serial, który wyraźnie przykuwa moją uwagę. Najłatwiejszy dostęp do nowych tytułów mam dzięki Netflixowi, więc będzie to ich produkcja. Ozark – już sam tytuł mnie zaintrygował. Drugą rzeczą były dwa nazwiska aktorów, wcielających się w głównych bohaterów. Są nimi Jason Bateman oraz Laura Linney. Ona jest cenioną i nagradzaną aktorką, która na przestrzeni lat wcieliła się w wiele znakomitych ról. On, głównie kojarzony z lekko głupkowatymi komediami, dopiero zaczyna pokazywać szerszej publiczności, że znakomicie nadaje się do ról o wiele bardziej dramatycznych – dla mnie pokazał to np. w filmie Dar z 2015 roku.

Ozark to historia doradcy finansowego, który poza swoją codzienną, lekko go nudzącą pracą, zajmuje się jeszcze praniem pieniędzy dla południowoamerykańskiej mafii. Przede wszystkim chodzi o pieniądze z handlu narkotykami. Pech chciał, że szef kartelu odkrywa, iż część z tych pieniędzy została przez bohatera i jego partnera skradziona. Doprowadza to do tego, że musi on wraz z całą swoją rodziną przenieść się z Chicago, nad jezioro Ozark. Co dalej? Tego już Wam nie zdradzę, bo sami musicie odkryć dalsze losy bohaterów.

Serial zachęca swoją fabułą (lekko wtórną, ale mimo to oglądało mi się go bardzo przyjemnie), dobrze dobranymi aktorami i rozpisanymi dla nich rolami, a także pięknymi zdjęciami. Nieustannie czuć dość gęsty klimat, któremu pomagają widoki dzikiej natury i małego miasteczka położonego nad wodami jeziora Ozark. To serial, który naprawdę można obejrzeć na jednym posiedzeniu przed telewizorem i nie żałuje się poświęconego czasu. Na dodatek chce się więcej. Dla mnie dodatkową zaletą produkcji jest to, że równie mocno zainteresował on moją żonę, przez co mogliśmy oglądać go razem – nie zawsze mamy takie same gusta serialowe, więc jak już trafia się coś, co podoba się nam obojgu, to daję temu dodatkową gwiazdkę.

Kiedy włączycie następnym razem aplikację Netflixa i pojawi Wam się na pierwszej stronie Ozark, to znak, że jeszcze go nie oglądaliście. Zróbcie mnie i sobie przysługę i zmieńcie to. Nadróbcie serial, który być może nie jest wybitny, ale jest na pewno jedną z ciekawszych pozycji tego sezonu.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Polskie komedie na Wielkanoc

Święta to najczęściej rodzinny czas. Najpierw kilka dni przygotowań, a później zasiadamy...
Czytaj wiecej