Żółwie co się biją

Na ekrany naszych kin właśnie weszła kontynuacja nowej wersji Wojowniczych Żółwi Ninja, którą wyprodukował Michael Bay. Mistrz szybkich montaży i wartkiej akcji, nie zawsze daje nam niestety filmy, które warto oglądać. Tak było z pierwszą częścią przygód zmutowanych żółwi, a jak będzie tym razem?

Na ekrany naszych kin właśnie weszła kontynuacja nowej wersji Wojowniczych Żółwi Ninja, którą wyprodukował MICHAEL BAY. Mistrz szybkich montaży i wartkiej akcji, nie zawsze daje nam niestety filmy, które warto oglądać. Tak było z pierwszą częścią przygód zmutowanych żółwi, a jak będzie tym razem?

Teraz niestety nie odpowiem na to pytanie, gdyż jeszcze filmu nie widziałem i nauczony doświadczeniem poprzedniego, raczej się na niego do kina nie wybiorę. Poczekam spokojnie, aż wyjdzie na Blu-ray. Chociaż nie, bo wtedy musiałbym go kupić. Może będzie na Netflixie? Tak, wtedy pewnie włączę. Skąd ta niechęć? Cóż, poprzedni film był po prostu bardzo, bardzo słaby. Zawsze, kiedy byłem dzieciakiem, uwielbiałem oglądać przygody Wojowniczych Żółwi. Zasiadałem do filmów animowanych, komiksów, lubiłem całą aktorską trylogię czy ten zwyczajne zabawki, które dawały mi wiele frajdy. To było coś, co na zawsze pozostanie częścią mojego dzieciństwa. Kiedy obejrzałem film, wchodzący do kin dwa lata temu, poczułem się jakby ktoś moje dzieciństwo, a przynajmniej jego część, wziął, zdeptał i wyrzucił, pozostawiając na marny los. To nie było dobre, chyba pod żadnym względem. Przykro mi to pisać, ale tak właśnie było. Nawet efekty komputerowe nie były jakoś szczególnie godne uwagi, co bardzo mnie zdziwiło, bo przecież za produkcję odpowiedzialny był Michael Bay, który dał nam w końcu serię Transformers — można mówić i myśleć o niej różne rzeczy, ale na pewno nie to, że jest źle zrobiona technicznie. Tutaj chyba nic nie zagrało, począwszy od dowcipów, przez poziom dialogów i fabułę kontynuując, a na całej reszcie kończąc.

Dlatego też boję się o film, który właśnie wszedł do naszych kin. Z jednej strony dziecko siedzące we mnie chce go zobaczyć, z drugiej doświadczenia poprzednika każą mi zostać w domu i palcem tego nie tykać. Co więcej, tu ukłon w stronę dystrybutora, film jest w naszych kinach jedynie w wersji z dubbingiem. Ja wiem, że jest on skierowany głównie do najmłodszych, ale nie przesadzajmy — ludzie w moim wieku, nieposiadający dzieci, również mogliby mieć ochotę na seans. Dubbing w filmach innych niż animacje to niestety dla mnie nieporozumienie. Tak naprawdę jedynym, co by mnie do tego filmu zachęcało, jest Stephen Amell znany z serialu Arrow.

Inne premiery tego tygodnia

Premierowo nie jesteśmy niestety rozpieszczani. Poza wspomnianymi Wojowniczymi Żółwiami Ninja: Wyjściu z cienia nie ma w kininach wielu nowości wartych uwagi. Polska komedia Kochaj, podobnie jak Żółwie, bardziej przekonuje mnie do tego, by uciec na trawę i grilla, niż siedzieć w kinie. Jedyne, na co bym się przeszedł i pewnie później to uczynię, to Dzień Bastylii z Idrisem Elbą w jednej z głównych ról. Francuskie kino akcji — może być ciekawie.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Kosmici kontratakują

Roland Emmerich to reżyser, którego filmy albo się kocha pomimo wszystkich ich...
Czytaj wiecej