Zostań strażnikiem

Filmowe Uniwersum Marvela zna chyba każdy. Nie trzeba go lubić, ale o jego istnieniu nie sposób nie zdawać sobie sprawy. Ja sam należę do fanów komiksów i na każdą ekranizację czekam z wypiekami na twarzy, jednak powstał jeden film, którego kompletnie się nie spodziewałem. Dziś do kin wchodzi jego kontynuacja.

 

O postaciach takich jak Iron Man, Thor czy Kapitan Ameryka słyszy się od kilku lat. Nawet jak nie czytało się komiksów jako dziecko, to na pewno kojarzy się te „imiona” choćby ze słyszenia. Filmów o tych superbohaterach trochę już powstało, szybko było również wiadomo, że ich przygody będą dążyć do jednego, wspólnego filmy, czyli do Avengers. Kiedy już film powstał, to powstawały kolejne odsłony solowe, by znów łączyć się w końcu w grupową historię. Trzy lata temu Marvel zrobił coś, czego chyba nikt się nie spodziewał – wplótł w to wszystko jeszcze jedną opowieść, o Strażnikach Galaktyki. Za całość tego nowego zamieszania odpowiedzialny jest reżyser James Gunn. Człowiek, który tak naprawdę wcześniej nie zrobił nic wartego jakiejś większej uwagi, czym mógłby sobie zaskarbić rzeszę wiernych fanów. Nagle jest odpowiedzialny za wielki film ze stajni Marvela, o bohaterach, których niemal nikt nie zna i nie za bardzo wiadomo, o co będzie w tym wszystkim chodzić. Szybko jednak okazało się, że ten facet, zrobił film, który stał się hitem i jednym z ciekawszych blockbusterów w ostatnich latach.

Całość nie była może, nie wiadomo jakim dziełem. Nie było tu znakomitego scenariusza, postaci jakich nie spotkalibyśmy wcześniej, czy przedstawienia oryginalnego świata. Film jest wypełniony banałami i znanymi motywami, a jednak potrafił skraść serca. To pospolita potrawa, której smak niby wszyscy znają, ale skomponowana nieco inaczej, bo kucharz postanowił dodać coś od siebie, a nie tylko na siłę trzymać się przepisu. Mieliśmy tu ogromną dawkę humoru, akcję i świetną ścieżkę dźwiękową. To głównie ta ostatnia składowa zadecydowała o sile nowego filmu Marvela. Niczym u siebie poczują się osoby lubiące rock i funk lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Sam pamiętam, jak po filmie tygodniami słuchałem tylko tego albumu. Nie mogłem się doczekać, aż powstanie kolejna część, a tego że powstanie, byłem pewien – jak chyba każdy.

Hasłem reklamowym z plakatu pierwszego filmu było „Guardians of the Galaxy. You’re welcome”. Tak, byłem wdzięczny po jego obejrzeniu. Myślę, że podobnie będzie teraz, w przypadku kontynuacji. Oczywiście, rzadko jest tak, że są one lepsze od pierwowzorów – w historii kina jest tylko kilka takich przypadków — poza tym, już nie będzie efektu zaskoczenia, teraz też wiemy, czego możemy się spodziewać. Nie oczekuję, że to będzie lepszy film od swojego poprzednika. Chciałbym jednak, by znalazło się w nim wszystko to, co polubiłem za pierwszym razem. To mi wystarczy. Chciałbym dawkę dobrej rozrywki, humoru, akcji i wybuchów. Wiem, nie jestem wymagający i mogę dostać to w większości filmów. Czego jednak mogę oczekiwać po filmie, który ma być idealną pozycją na piątkowy wieczór?

Strażnicy Galaktyki 2 od dziś w kinach. Wybierzecie się? Osobom, które nie przepadają za uniwersum Marvela, odradzam wypad do kina, bo nie poczują się tam jak u siebie. Lepiej nie iść, niż później się denerwować, że „taki sam film, jak reszta”. Owszem, nie będzie się on za wiele od nich różnił. Ja jednak lubię ten świat i zawsze się znakomicie na nim bawię. Dlatego też czekam na ten film od trzech lat, mimo tego, że wtedy jeszcze nie znałem tych bohaterów. Byli oni powiewem świeżości w Marvelu. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, choć staram się też nie mieć wielkich wymagań. Jak wspomniałem, niech będzie chociaż podobnie do pierwszej części. Tyle mi wystarczy.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Wyznania nastolatki

Do polskich kin — niestety, chyba tylko wybranych — wchodzi właśnie film...
Czytaj wiecej