1917 – recenzja

Wydawać by się mogło, że w tematyce kina wojennego pokazano już właściwie wszystko. Okazuje się jednak, że są twórcy, którzy zupełnie się z tym nie zgadzają i postanowili coś w tym temacie dopowiedzieć.

Sam Mendes, reżyser takich filmów jak American BeautySkyfall czy Spectre, podjął się misji stworzenia filmu dziejącego się w czasie I Wojny Światowej. Wiedział, że nie chce by był to kolejny film wojenny jakich wiele i do współpracy zaprosił człowieka legendę – autora zdjęć, Rogera Deakinsa. Deakins, który dwa lata temu otrzymał Oscara za zdjęcia do Blade Runnera 2049 (o dziwo jest to jego jedyna nagroda, choć w tym roku może otrzymać kolejną) po raz kolejny zgodził się na pracę z Medesem (współpracowali już przy Skyfall) i podjął się niezwykłego przedsięwzięcia. Panowie wymyślili bowiem, że przedstawią historię w ten sposób, by sprawiała ona wrażenie nakręconej za pomocą jednego ujęcia. Oczywiście coś takiego jest bardzo trudnego do zrealizowania i tak naprawdę film składa się z kilku bardzo długich ujęć, które są ze sobą w bardzo sprytny sposób połączone. 

Zresztą całość jest majstersztykiem techniki filmowej. Pomijając już wspaniałe zdjęcia autorstwa Deakinsa, które przejdą do historii kinematografii, 1917 jest zrealizowany z niewyobrażalnie mistrzowską precyzją. Mowa tu przede wszystkim o scenografii, kostiumach, choreografii – która była bardzo skomplikowana ze względu na brak cięć podczas kręcenia ujęć – czy oczywiście aktorstwie.

Jeśli o tym mowa, to w filmie mamy dwóch głównych bohaterów, w których wcielili się Dean-Charles Chapman oraz George MacKay. Na ekranie pojawiają się również Colin Firth, Andrew Scott czy Benedict Cumberbatch, jednak ich występy można nazwać „gościnnymi”, gdyż żaden z nich nie jest w filmie obecny dłużej, niż kilka minut.

1917 opowiada o dwóch brytyjskich żołnierzach, którzy zostają wysłani z misją przekazania rozkazu dla 1600 żołnierzy, którzy znajdują się za linią frontu.

Od tego czy im się powiedzie, zależy życie wszystkich tych oddziałów. Wyruszają więc w drogę, podczas której wielokrotnie będą musieli zmierzyć się z obawą o własne życie. Dzięki zdjęcia Deakinsa i przejmującej muzyce, przez cały czas czujemy napięcie, jakie towarzyszy tym dwóm bohaterom. Praca kamery jest tu niemniej ważna, ponieważ w ogóle się ona nie cofa – kamera idzie cały czas do przodu, dzięki czemu jesteśmy zawsze tam, gdzie główne postaci.

Chcecie usłyszeć o tym filmie więcej? Zapraszam do osłuchania najnowszego odcinka podcastu Inna Kultura.

Film Mendesa jest niezwykle emocjonujący i osobiście dawno nie widziałem tak znakomitego kina, nie tylko wojennego, ale ogólnie chwytającego za serce, potrafiące wzruszyć i trzymać w napięciu. To doskonałe kino, które mam nadzieję zostanie obejrzane przez jak największą liczbę widzów i zdobędzie kilka Oscarów, które mu się należą – w szczególności dla Rogera Deakinsa i Thomasa Newmana. Jeżeli planujecie seans i macie taką możliwość, to koniecznie wybierzcie się na niego do kina typu IMAX.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Lexus LX z nowym silnikiem

Kiedy przyjrzymy się japońskim markom motoryzacyjnym, zdamy sobie sprawę, że żadna nie...
Czytaj wiecej