“1983” – nie ma wstydu, jest lament… ale o co? [Recenzja]

"1983", fot. Netflix
"1983", fot. Netflix
Długo wyczekiwany pierwszy polski serial wyprodukowany przez Netflixa doczekał się premiery 30 listopada. Szumne zapowiedzi oczywiście pobudziły oczekiwania, być może nie wszystkie z nich spełniono, ale mimo to "1983" zbiera świetne recenzje na świecie. Wszędzie poza Polską. Dlaczego? Recenzujemy i rozważamy.

Być może zdążyliście już obejrzeć “1983”. Serial liczy tylko osiem odcinków, a za nami premierowy weekend, więc tych niespełna ośmiu godzin nie trzeba było nawet binge-watchować. Znacznie więcej czasu można natomiast zająć dojście do tego, co tak właściwie wydarzyło się poza serialowym światem. Produkcja wzbudziła bowiem niesamowite emocje wśród widzów – nie w sensie wzniosłości momentów ekranowych, lecz (niestety) w formie lawiny komentarzy. “1983” zostało przez internetowych komentatorów zjedzone, a samej pani reżyser w pewnym momencie puściły nerwy, czego upust dała w odpowiedziach na krytykę. Co tu w ogóle się dzieje i czy ma to jakikolwiek związek z tematem produkcji?

“1983” było bardzo wyczekiwanym serialem. Z jednej strony dostaliśmy zapowiedź intrygującej fabuły, z drugiej produkcję utrzymano w konwencji, w której nie jesteśmy mocarzami. Z trzeciej wreszcie – Netflix może ponosić porażki filmowe, ale ich seriale zazwyczaj są co najmniej dobre. Sporo wiary mogło w serca fanów wlać też pojawienie się w ostatnim roku naprawdę mocnych produkcji z Niemiec (“Dark”) czy Danii (“Rain”), które również sięgały po mroczne scenariusze z różnych gałęzi science fiction. Czekaliśmy więc pokornie na nasz rodzimy projekt, który podbije świat.

Political fiction aż nadto prawdziwe?

Maciej Musiał i Michalina Olszańska (kadr z serialu "1983"), fot. Netflix
Maciej Musiał i Michalina Olszańska (kadr z serialu “1983”), fot. Netflix

W ujęciu Agnieszki Holland, jej córki Kasi Adamik, Olgi Chajdas i Agnieszki Smoczyńskiej “1983” miało obrać najlepszy możliwy tor. Nie można tej produkcji odmówić ambicji – historia jest bardzo złożona, a jej realizacja niełatwa, o czym panie wyraźnie się przekonały. Trudno jednak nie pochwalić rozmachu, z jakim zrealizowano zdjęcia – niejednego zapewne zaskoczył ich poziom. Wróćmy jednak do historii, bo ta w “1983” rzeczywiście jest równie intrygująca, co… irytująca.

Być może to zbyt mocne słowo, ale bardziej czujnych obserwatorów może drażnić brak historycznej wrażliwości i wyraźnego nakreślenia pewnych wątków. Nie wchodząc w szczegóły, by uniknąć spoilerów, mogę jedynie przywołać sytuację przedstawioną:

Akcja “1983” toczy się na kilku płaszczyznach. Główny wątek rozgrywa się w roku 2003, wracając często do tytułowej daty. Można więc założyć, że do kluczowego momentu serial powinien czerpać z rzeczywistości. Papież-Polak, Solidarność, stan wojenny. Widz nie otrzymuje jednak jasnego sygnału, w jakim rzeczywiście świecie toczy się to political fiction. Czy totalitarny kraj jest kontynuacją PRL-u? Czy w międzyczasie pojawiły się jakieś inne zawiłości? Co na to Związek Radziecki?

Kadr z serialu "1983", fot. Netflix
Kadr z serialu “1983”, fot. Netflix

Tego typu pytania nie psują zupełnie wrażenia, ale bolą, biorąc pod uwagę złożoność i zawiłość fabuły “1983”. W takich warunkach liczą się niuanse, a ich brak powoduje chaos poznawczy – z drugiej strony to właśnie chaos stanowi jedno z narzędzi totalitarnych władz… może więc ma to odrobinę sensu. Inna sprawa, że pojawiły się sugestie o zbyt wyraźnych nawiązaniach ekranowych wydarzeń do realiów polskiej polityki ostatnich dekad.

Znacznie gorzej prezentuje się natomiast to, jak podano nam całość. Patrząc na sprawę z tej perspektywy, przestaje dziwić ograniczona szczegółowość. Reżyserki otrzymały tylko osiem odcinków na zaprezentowanie najzwyczajniej w świecie zbyt rozległej historii. Dodatkowo oderwana od rzeczywistości konwencja sprawia, że dużą jej część muszą po prostu opowiedzieć – czasem w niezbyt wyrafinowany sposób. Chaos potęguje też fakt, że scenarzyści “1983” zdecydowali się na iście szpiegowski punkt widzenia. Mnogość sił, chcących zrealizować swoje interesy, jest przytłaczająca, wielu intencji nie potrafimy właściwie ocenić, część z pewnością odbieramy omylnie. Między innymi dlatego postaci nie budzą w widzach szczególnej sympatii. Brak tu osób, do których można się rzeczywiście przywiązać, liczyć na ich powodzenie. Ten element w swoich recenzjach mocno krytykują choćby media niemieckie. Ogółem “1983” jest tam jednak postrzegany bardzo pozytywnie. Nie tylko tam.

Serial dobry, tylko Polacy go nie rozumieją?

Agnieszka Holland w jednej z zapowiedzi serialu "1983", fot. Netflix
Agnieszka Holland w jednej z zapowiedzi serialu “1983”, fot. Netflix

Prawdopodobnie najpozytywniejszą laurkę dla “1983” wystawiła Ani Butler, która rozpływa się nad serialem na łamach NBCNews.com. W jej ocenie to jedna z najlepszych produkcji Netflixa w tym roku, a warto pamiętać, że niedawno serwis zaprezentował choćby genialne “MANIAC”. I można by oczywiście uznać ocenę Amerykanki za przesadzoną, gdyby nie fakt, że “1983” naprawdę zbiera świetne recenzje. W największym filmowym portalu na świecie – IMDb.com – “1983” ma w tym momencie ocenę na poziomie 7,4/10. Media widzą w nim godnego konkurenta dla “Człowieka z wysokiego zamku”, w którym Amazon rozwija wątki słynnej powieści Philipa K. Dicka.

Nie popadając jednak w hurraoptymizm, spójrzmy na sprawę rzeczowo – “1983” to dobry serial. Tylko dobry w szkolnej skali ocen. Niemalże orwellowska rzeczywistość nie jest tu aż tak klimatyczna, jak mogłaby. Dialogi są drętwe, co wynika zapewne z faktu, że skrypt serialu powstał w języku angielskimi. Nie pomaga nawet świetna gra czołówki polskich aktorów z popisowym występem Macieja Musiała. Jego zresztą zobaczymy również w “Wiedźminie”, nad którym pracuje Netflix, a na wyborze znane z “Rodzinki.pl” młodego aktora nie zostawiono suchej nitki. Rzeczy jasna niesłusznie, co sugeruje, by zastanowić się nad wartością internetowych komentarzy.

Nie chcę bronić “1983”…

Komentarz Agnieszki Holland w obronie "1983", fot. Facebook
Komentarz Agnieszki Holland w obronie “1983”, fot. Facebook

Nawet gdy mamy do czynienia z dziełem ambitnym, powinno ono przemawiać samo za siebie. Jeśli więc nie trafia do znacznej części widowni, najwyraźniej to nie w niej tkwi problem, a w przekazie. Nieco przeszarżowała w tej kwestii sama Agnieszka Holland, która dała się ponieść emocjom. Sposób, w jaki odpowiadała na komentarze, jest po prostu niegodny jej pozycji w świecie filmu. Odrzucając jednak na bok wulgarność, być może częściowo miała rację. Polacy nie przywykli do wychodzenia poza standardowe, obyczajowo-kryminalno-romantyczne produkcje. Fantastyka w jakiejkolwiek formie u nas po prostu nie istnieje. Czasem miewamy pojedyncze przebłyski, ale to też buduje (lub właśnie nie buduje) pewne ramy, w jakich odbierane są nowości. “1983” z pewnością się w nich nie zmieściło. Czy to przez zbyt ambitną historię, której nie dało się należycie opowiedzieć, czy przez – być może niepotrzebne – eksperymenty z formą przekazu, jak wspomniana rezygnacja z budowania relacji widz-postaci.

Ostatecznie nie jest więc aż tak źle, jak sugeruje reakcja polskiej widowni. “1983” było serialem bardzo wyczekiwanym – to podniosło poprzeczkę, zwłaszcza w kraju, z którego tytuł pochodzi. Sam udział Holland w produkcji wzbudzał zresztą negatywne emocje wśród przedstawicieli pewnych środowisk, gdy serial dopiero zapowiadano. Część krytyki słusznie wytyka pierwszej polskiej produkcji Netflixa jej błędy. Kuleje przede wszystkim fabuła, która nie oferuje odpowiedzi, lecz ciągle budzi u widza kolejne pytania. Nawet doświadczone reżyserki nie były w stanie tego wyprostować. Nie ma w tym jednak nawet połowy dramaturgii, jaką Polacy wokół “1983” zbudowali. Innymi słowy – po prostu warto obejrzeć ten serial i ocenić go samemu. Z pewnością nie jest on wybitny, nie proponuje rewolucyjnych rozwiązań, ale to po prostu solidna produkcja, której poziom każe przypomnieć zawód, jaki wywołało w lutym “Altered Carbon” kreowane na najważniejszą serialową premierę roku.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Aplikacja graficzna Tilt Brush od Google trafiła na Oculusa

Technologia VR nie rozwija się tak szybko, jak byśmy tego oczekiwali, przez...
Czytaj wiecej