Mi-24 – pancerny pięćdziesięciolatek

Mi-24
Mi-24 – jeden z najbardziej rozpoznawalnych śmigłowców bojowych na świecie obchodzi właśnie swoje pięćdziesiąte urodziny. I nie wygląda na to, aby wybierał się na emeryturę.

Każda wizyta Mi-24 na pokazach lotniczych wywołuje niemałe zamieszanie. Nie tylko z powodu huku turbowałowych silników TW3 i pięciu łopat wirnika głównego, ale i z zapierającego dech w piersiach wyglądu.

Ze względu na charakterystyczny kadłub sowieccy żołnierze (bo właśnie na wyposażenie ZSRR trafił najpierw) zaczęli nazywać go Gorbaczem (Garbusem) ew. Krokodiłem (Krokodyl).

Ta druga nazwa przyjęła się również i u nas, choć po wprowadzeniu Mi-24 na wyposażenie Wojska Polskiego w latach 80. do śmigłowca przylgnął przydomek „latającego bewupa” – od BeWuPe – Bojowy Wóz Piechoty. Wzięło się to stąd, że Mi-24, będąc ciężkim śmigłowcem szturmowym, mógł przewozić ośmioosobowy desant. To czyniło go w momencie rozpoczęcia produkcji jedyną maszyną tego typu na świecie, bez odpowiednika po stronie NATO.

Taka konstrukcja pozwalała na przerzucenie grupy żołnierzy w trudno dostępne miejsce i wspierania ich siłą ognia, której Hind (bo takie oznaczenie kodowe NATO otrzymał Mi-24) miał niemało. Oprócz czterolufowego karabinu maszynowego kalibru 12,7 mm mógł ostrzeliwać cele z uzbrojenia zamontowanego na skrzydłach przy kadłubie. Mogły być to pociski rakietowe kierowane i nie lub dodatkowe zasobniki z działkami kalibru 23 mm. Swą zdolność bojową potwierdził w pierwszym konflikcie afgańskim, gdzie mudżahedini ochrzcili go z kolei „diabelskim rydwanem”.

Mi-24
Mi-24 powala nie tylko siłą ognia ale i swoją diabelską prezencją.

Nie tylko to stanowiło o jednak o jego sukcesie. Mi-24 jest szybki, jak na maszynę, która w stanie gotowym do lotu może ważyć nawet 11,5 tony. Dzięki dodatkowej powierzchni nośnej może zabierać spory ładunek i łatwo startować „z rozbiegu”. Jest całkowicie opancerzony, co pozwala być niemal całkowicie odpornym na małokalibrową broń. Ma również przyzwoity zasięg – nawet do 1100 km z dodatkowymi zbiornikami.

Co ciekawe, duży wkład w powstanie Mi-24 mieli sami Amerykanie.

Choć w Związku Radzieckim helikopterów używano już od dawna, to główne do transportu oraz zwalczania okrętów podwodnych. Dopiero wojna wietnamska pokazała, jak potrzebny jest śmigłowiec szturmowy. Armia USA na szybko przystosowywała transportowe UH-1 pieszczotliwie zwane Hueyami. Dopiero pod koniec lat 60 wprowadzono pierwszy amerykański stricte szturmowy śmigłowiec AH-1 Cobra. Rosjanie bacznie obserwowali poczynania przeciwnika i powoli budowali swoją odpowiedź. Gdy w Wietnamie zaczynała walczyć Cobra, w ZSRR wzniósł się w powietrze pierwszy Mi-24. Miało to miejsce pół wieku temu.

Od tej pory Mi-24 był dziesiątki razy modernizowany. Wyprodukowano ponad 3000 egzemplarzy różnych wersji. Według raportu FlightGlobal 5 lat temu w użyciu pozostawała 1/3 z nich. W Polsce nadal używamy około 30 egzemplarzy. Maszyny stacjonują w 49. i 56. Bazie Lotniczej 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych. Oddały niemałe przysługi podczas misji w Afganistanie i Iraku.

Program Kruk, który przewiduje wymianę tych maszyn na nowoczesny sprzęt ciągnie się od lat. Choć wróbelki ćwierkały, że nawet po dostawie nowych śmigłowców Mi-24 miałby również pozostać na uzbrojeniu. Tak czy inaczej nie wykluczone, że czeka ich druga młodość, bowiem Ministerstwo Obrony Narodowej zleciło badania, które mają dać odpowiedź na to, czy kadłuby naszych Mi-24 po remoncie wytrzymają kolejne tysiące godzin lotu. Odpowiedź mamy otrzymać za dwa lata.

Zdjęcia: Ministerstwo Obrony Narodowej via wikimedia commons

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Być jak Schumacher

Jesteście wielbicielami talentu Michaela Schumachera? Macie sześciocyfrową sumę na koncie? Jeśli tak,...
Czytaj wiecej