Addis Abeba

Addis Abeba, źródło :kalejdoskop.h2.pl
Addis Abeba, źródło :kalejdoskop.h2.pl
Z napisaniem tego tekstu nosiłem się prawie dwa miesiące, no cóż – trzeba to napisać jasno - owo miasto (i niewielka część kraju, którą zdążyłem zobaczyć) jest moim największym życiowym rozczarowaniem turystycznym, nie tylko dlatego, że dwukrotnie mnie tam okradziono, co nie zdarzyło się nawet w najbiedniejszych krajach Afryki, i nie tylko dlatego, że kradzież ową etiopska policja miała… właśnie tam.
Adis Abeba, źródło : www.cheaptickets.n;
Adis Abeba, źródło : www.cheaptickets.nl

Addis Abeba jest niemiłosiernie brzydka, to dość powszechna opinia odwiedzających. Jest miastem młodym, jednak nie brak zabytków, a współczesny rozwój tej metropolii zdąża ku samozagładzie architektonicznej. Jest wysoko położona, na ponad 2000 m n.p.m., na wzgórzach, więc potencjalnie malowniczo, upstrzona jednak została niedokończonymi wieżowcami, które jak kikuty straszą wśród niskiej zabudowy, nie przeszkadza to budowaniu nowych, absurdalnie zresztą wysokich. Trudno jednoznacznie wskazać, które miejsce w Addis to centrum, no chyba najbardziej przypomina je Piazza. Tam, zgodnie z nazwą zresztą, między dwoma gwarnymi placami, jest najwięcej włoskich pozostałości, budynków w stylu art-decco, w stanie dość opłakanym. W kilku z nich działają kawiarnie i restauracje, gdzie można zupełnie nieźle zjeść i wypić faktycznie nieziemską etiopską kawę, wszystkie meble i stoliki wyglądają, jakby pamiętały Mussoliniego, co akurat jest dość urocze i jakieś takie oldskulowe. Miałem też okazję nocować w najstarszym hotelu w Addis, w Taitu, zbudowanym w 1898 roku. No cóż, restauracja świetna, polecam lunchowy bufet, natomiast w moim pokoju nie działało nic, literalnie nic – począwszy od spłuczki, skończywszy na zamku w drzwiach. Nie przeszkadzało to żądać za noc prawie 40 USD, wolę nie myśleć, jak wyglądały pokoje tańsze. Okolica hotelu za to wybitnie rozrywkowa, z barami z bardzo tanim piwem, które nawet nie udają (bary, nie piwa oczywiście), że nie są burdelami. Trzeba było brać Hiltona, tak?

Właściwie jedynym godnym polecenia miejscem w etiopskiej stolicy jest Muzeum Narodowe, istotnie – jak na Afrykę – bardzo interesujące, tym bardziej, że wystawiono w nim szczątki Lucy, naszej praszczurzycy pochodzące sprzed 3 milionów lat. Cóż, to tylko kopia, jak możecie się domyślać, oryginał jej kości spoczywa w specjalnym niedostępnym laboratorium. Mimo to owo muzeum zobaczyć warto, także dlatego, że nic więcej miasto nie oferuje. Owszem, można się wybrać na zakupy, stoiska z niebrzydkimi nawet pamiątkami mieszczą się w okolicach głównej poczty, ale istnieje tam – jak zresztą w całym mieście – duże ryzyko tego, że stracicie część swojego dobytku. Kradzieże kieszonkowe są tutaj na porządku dziennym i sam doświadczyłem, że nikt nie robi z tego wielkiego problemu. Lepiej więc zobaczyć Addis zza okna wynajętej taksówki, choć i taksówkarze tutejsi są bezczelni jak nigdzie na świecie, śmiejąc się białemu w twarz proponują ceny jak nieledwie z Oslo. Więc trzeba do skutku próbować znaleźć względnie uczciwego, niedługa przejażdżka po mieście (dla białego) kosztuje ok. 150-200 bir (ok.15 zł). Miasto generalnie jest mocno zaniedbane, więc jak absurd wyglądają ciągnące się przezeń nowe nitki metra nadziemnego, czy też tramwaju, zbudowanego przez Chińczyków (jak wszystko w Afryce, Afryka JEST już gospodarczo chińską kolonią).  Jeśli się do niego dostaniecie, pojąwszy uprzednio skomplikowany system biletowy, z tej perspektywy ogląda się miasto nieźle, choć i tam kradną na potęgę. Wieczorem Addis Abeba jest nieoświetlona, więc po 18 spacery odradzam stanowczo, ani samochody osobowe, głównie półwieczne łady, ani autobusy nie mają w zwyczaju używania świateł, więc taki nocny spacer będzie czymś na kształt rosyjskiej ruletki. Podsumowując – jedyne dobre wrażenia, jakie przywiozłem z Addis to smak etiopskiej kawy i lokalnego jedzenia, choć indżera, podstawa tutejszej kuchni, nie wszystkim od razu smakuje, jest takim jakby kwaśnym naleśnikiem, który się macza w płynnych potrawach, jedną z nich się zainteresowałem, nazywa się (uwierzcie) bozena i smakuje nieźle.

Adis Abeba ,źródło :www.metropolis.org
Adis Abeba ,źródło :www.metropolis.org

Uciekłem z Addis najprędzej jak to było możliwe, będę się starał w przyszłości ten kierunek omijać, no ale niestety nie dało się przebukować samolotu na termin wcześniejszy… A propos samolotów – Ethiopian Airlines mają wyjątkowo dobrą renomę. Faktycznie, nowe maszyny, wysokie standardy bezpieczeństwa, ale serwis pokładowy – powiedzmy, że zostawia sporo do życzenia. Stewardessy z doklejonym uśmiechem nie reagowały na wezwania pasażerów, rozdawszy posiłki uciekły i zamknęły się w swoim składziku na końcu maszyny i na cały głos śmiały się z opowieści jednej z koleżanek. Gdzie była szefowa pokładu? Doświadczyłem tego dwukrotnie w ciągu 10 dni. Poza tym jednak miło, gdy kapitan tłumaczy, dlaczego po dotknięciu pasa kołami wzbił maszynę w powietrze, ja mam chyba pecha, to już 4-ty raz, uwierzcie – fajniej, gdy samolot ląduje za pierwszym podejściem, Ale żeby być sprawiedliwym – Ethiopian ma gigantyczną siatkę połączeń po Afryce i niezłe ceny, szczególnie jeśli kupujemy ze znacznym wyprzedzeniem, choć przeloty po kraju, dla nieetiopczyków są absurdalnie drogie.

More from Rafał Turowski

Wilk Marka Hłaski

Kilka słów o niepublikowanej dotąd powieści 19-letniego Hłaski.
Czytaj wiecej