Aida – światowy musical w teatrze Roma

Co macie przed oczami, kiedy usłyszycie tytuł „Aida”? W moim przypadku do niedawna była to słynna opera, jednak zmieniło się to za sprawą musicalu w warszawskim teatrze Roma.

Aida to opera napisana przez Antonia Ghislanzoniego oraz z muzyką Giuseppe Verdiego. Miałem okazję ja zobaczyć kilka lat temu w Operze Narodowej, jednak nie zostałem fanem – tyczy się to samego gatunku opery, a nie konkretnego tytułu. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku, dwóch panów postanowiło zrobić coś nowego z tą historią.

Mowa oczywiście o Eltonie Johnie i Timie Rice, którzy wykorzystali libretto Aidy i na jego podstawie stworzyli musical. Elton John napisał muzykę, a Rice odpowiadał za tekst. Ta dwójka znana jest z tworzenia ponadczasowych musicali, więc można się domyślić, że tytuł odniósł ogromny światowy sukces. Od jego światowej premiery minęło 20 lat i pod koniec 2019 roku doczekaliśmy się polskiej wersji, którą można oglądać w teatrze Roma.

Akcja Aidy dzieje się w starożytnym Egipcie. Tytułowa Aida to nubijska księżniczka, którą zostaje uprowadzona i wzięta do niewoli przez egipską armię, pod wodzą kapitana Radamesa. Szybko jednak rozkwita między nimi miłość – zakazana, między innymi dlatego, że Radames zaręczony jest z córką faraona, Amneris. Ich związek to idealna okazja do wielu pięknych piosenek, które możemy usłyszeć ze sceny.

Na spektakl szedłem bez żadnych oczekiwań

Znałem tytuł musicalu raczej tylko „ze słyszenia”, a po zakupie biletów miałem okazję przesłuchać kilku oryginalnych piosenek. Jednak to wszystko, co znałem w jego temacie.

Na datę spektaklu czekałem kilka miesięcy, gdyż sprzedaż biletów ruszyła jeszcze w lecie, a sama premiera był w końcówce października. Ja postanowiłem kupić bilety na połowę grudnia, nie mając jednak nadziei, że nie będzie tłumów – były.

W samym teatrze Roma byłem wcześniej tylko raz, na polskiej wersji musicalu Mamma mia i wychodziłem z niego zadowolony. Nie mogę tego do końca powiedzieć o moich odczuciach po zobaczeniu Aidy. Nie jest to jednak związane z jego wykonaniem, czy przekładem, a właściwie samym musicalem – czyli pewnie podobne zdanie miałbym o wersji oryginalnej, która była wystawiana 20 lat temu. Aida jest bowiem dla mnie trochę za bardzo „smętna”.

Osobiście traktuje musicale trochę jak show i oczekiwałbym dobrej zabawy, aby „nóżka tupała”, i żebym wychodząc mial bardzo dobry humor. Pierwsza połowy Aidy właściwie taka była, przypominała mi nieco animacje Disneya i wychodząc na przerwę, nie mogłem się doczekać dalszego ciągu. Niestety w drugiej połowie i samym finale dominowały już piosenki bardzo spokojne, smutne, którym brakowało porządnej przeze mnie energii. Pod kątem technicznym i samego wykonania, nie mam im jednak nic do zarzucenia.

Sama Aida realizacyjnie jest bardzo ładna

Kostiumy i scenografia to naprawdę wysoka półka – może nie jest to poziom Broadwayu czy West Endu, ale nie można powiedzieć, że to musical źle zrealizowany. Podobała mi się również choreografia, która nie tylko była wspaniale zaplanowana, ale również pięknie zatańczona.

Nie można też powiedzieć złego słowa o piosenkach. Zostały one naprawdę dobrze przetłumaczone. Słuchając wcześniej oryginalnego wykonania niektórych z nich, byłem zadowolony z tego co usłyszałem w teatrze. Ich wspaniałe wykonanie to zasługa bardzo dobrego castingu na główne (ale nie tylko) role. Trio w składzie Aida, Radames i Amneris to niezwykle utalentowani aktorzy. Natalia Piotrowska-Paciorek, Janek Traczyk i Agnieszka Przekupień wykonali wszystko doskonale i należą im się za to ogromne brawa. Mnie najbardziej jednak urzekł Janusz Kruciński jako Dżoser, czyli ojciec Radamesa. Była to moim zdaniem najlepsza postać całego musialu.

Pomimo tego, że nie wyszedłem z Romy tak usatysfakcjonowany, jakbym tego chciał, to nie mogę nie polecić Aidy

To naprawdę bardzo dobry musical, który jest zrealizowany z dużym rozmachem, nie tylko jak na polskie realia. Brakowało mi większej liczby utworów, które byłaby nieco żwawsze, ale to już odwołuje się tylko do mojego gustu, a nie jakości samego przedstawienia. Na pewno warto go zobaczyć dla bardzo dobrych przekładów piosenek duetu John/Rice i ich pięknego wykonania. Cieszy mnie również, że w Polsce coraz częściej wystawia się światowe tytuły, między innymi dlatego, że nie każdy może sobie pozwolić na wyjazd na Broadway czy West End, a warto znać niektóre przedstawienia.

Gdybyście byli zainteresowani, co jeszcze myślę o tym musicalu, to dodatkowo zapraszam do przesłuchania odcinka podcastu Inna Kultura, w którym opowiedzieliśmy o nim nieco więcej.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Midsommar. W biały dzień

Pomimo tego, że premiera kinowa najnowszego filmu Ariego Astera miała miejsce już...
Czytaj wiecej