Alberto Juantorena – biegacz, który połączył niemożliwe

Alberto Juantorena
Alberto Juantorena, fot. runnerstribe.com
Czy można być zarazem genialnym kulomiotem i skoczkiem wzwyż? To się nigdy nie wydarzy. A czy można być jednocześnie najlepszym sprinterem i średniodystansowcem świata? Historia zna taki przypadek. Nazywa się Alberto Juantorena.

Ze względu na swoje fenomenalne warunki fizyczne (mając 14 lat, mierzył już 188 cm wzrostu) początkowo Kubańczyk przymierzany był do koszykówki. Wszystko się jednak zmieniło, gdy Alberto Juantorena trafił na Zygmunta Zabierzowskiego. Polski trener stworzył z niego jednego z najlepszych biegaczy w historii.

Koń, a nie koszykarz

Alberto Juantorena, Finał biegu na 800 m mężczyzn, Letnie Igrzyska Olimpijskie 1976 w Montrealu
Alberto Juantorena na finiszu finałowego biegu na 800 m podczas Letnich Igrzyskach Olimpijskich 1976 w Montrealu

Koszykówka faworyzuje rosłych zawodników, jednak sam wzrost to za mało. Juantorena poza wzrostem nie przejawiał natomiast wybitnego talentu do tej gry. W szkole średniej dał się jednak poznać jako świetny biegacz, wygrywając regionalne mistrzostwa na 800 i 1500 m. Przełomem w jego biegowej karierze okazało się trafienie pod skrzydła polskiego trenera Zygmunta Zabierzowskiego.

Zabierzowski, zanim przybył na Kubę, był trenerem polskiej kadry sprinterów. Wychował między innymi Wiesława Maniaka, mistrza Europy na 100 m (1966, Budapeszt). Szybko dostrzegł również w swoim kubańskim podopiecznym inklinacje do sprintu, ukierunkowując jego trening pod 400 m.

Z uwagi na talent do ciężkiej pracy Juantorena zyskał w kraju przydomek “El Caballo” (hiszp. koń). Na efekty treningów pod okiem polskiego szkoleniowca także nie trzeba było długo czekać. Już podczas IO w Monachium (1972) zaledwie 22-letni zawodnik dostał się do finału biegu na 400 m, gdzie finiszował na 4. miejscu. Prawdziwą eksplozję formy Alberto Juantorena zaprezentował jednak cztery lata później podczas igrzysk w Montrealu.

Alberto Juantorena i nikt więcej

W olimpijskim sezonie 1976 trenerowi Zabierzowskiemu przyszedł do głowy szalony plan. Postanowił przygotować podopiecznego nie tylko na koronne 400 m, ale też na dystansie dwukrotnie dłuższym. Pomysł wydawał się karkołomny. O ile znane są w historii doskonałe mariaże 800 m i 1500 m, 200 m i 400 m, 1500 m i 3000 m, 5000 m i 10000 m, o tyle połączenie sprinterskich 400 m i średniodystansowej osiemsetki było pomysłem z gatunku fantasy. Pierwsze testy wychodziły jednak znakomicie. Już w kwietniu podczas zawodów w Hawanie Juantorena jednego dnia wygrywał na 400 m, żeby następnego triumfować również na 800 m. Takie podwójne sprawdziany z sukcesami ogrywał również podczas czerwcowych mitingów w Bratysławie i Ostrawie.

Podczas igrzysk w Montrealu najpierw zaplanowano biegi na 800 m. Przez eliminacje Alberto przeszedł jak burza. 25 lipca w biegu finałowym przez długi czas naciskał Kubańczyka Rick Wohlhuter z USA. Kiedy jednak nadeszła ostatnia prosta, Juantorena wyciągnął długie nogi przyodziane w charakterystyczne, wysokie skarpety, mknąc po swoje pierwsze olimpijskie złoto. Czas 1:43.50 oznaczał nowy rekord świata. Cztery dni później Alberto ponownie stanął na starcie olimpijskiego finału. Tym razem miało być łatwiej, ścigał się bowiem na koronną czterysetkę. Trzeba jednak pamiętać, że w nogach mógł już odczuwać trudy olimpijskiego turnieju (zaliczył łącznie 3 biegi na 800 m i 3 eliminacyjne na 400 m).

29 lipca w finale jednego okrążenia Juantorena wystartował wolno. Na tyle wolno, że szybko pozwolił się dogonić naszemu Janowi Wernerowi. Po stu metrach Kubańczyk wszedł jednak na swoje obroty. Jego długie susy sprawiały wrażenie, jakby biegł na szczudłach. Na ostatniej setce pojawił się co prawda delikatnie za Amerykaninem Newhousem, ale końcówka należała do Alberto. Drugie złoto stało się faktem. Medal okrasił doskonałym rekordem życiowym 44.26. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie było człowieka, który zaliczyłby olimpijski dublet na 400 m i 800 m. Na tym starcie Juantorena nie zakończył swojej pracy w Montrealu, ponieważ wraz z kolegami z drużyny 2 dni później ścigał się jeszcze w sztafecie 4×400 m (która zajęła ostatecznie 7 miejsce).

Bratanek nie poszedł w ślady wujka

Alberto Juantorena w kolejnych latach walczył z kontuzjami i podczas IO w Moskwie (1980) nie powtórzył swojego sukcesu (zajął 4 miejsce na 400 m). W roku 1978 umarł trener Zygmunt Zabierzowski, co również mogło wpłynąć negatywnie na postępy Kubańczyka. Historia Juantoreny z Polską przecięła się jednak ponownie w ciekawych okolicznościach. Podczas zawodów Przyjaźń-1984 (które były odpowiedzią Bloku Wschodniego na zbojkotowane IO w Los Angeles) Alberto finiszował ramię w ramię z Ryszardem Ostrowskim. Sędziowie nie byli w stanie rozstrzygnąć, kto wygrał, dlatego przyznano dwa złote medale.

Po zakończeniu kariery Juantorena sprawdził się w polityce, zajmując stanowisko wiceministra sportu na Kubie, oraz działając w ramach IAAF-u (Światowe Władze Lekkiej Atletyki). W przeciwieństwie do wujka bratanek biegacza Osmany Juantorena poszedł w kierunku sportów zespołowych, zostając profesjonalnym siatkarzem. W roku 2015 zmienił kubańskie barwy na reprezentację Włoch, z którą rok później sięgnął po olimpijskie srebro (Rio 2016). Mierzący 200 cm gigant przerósł wujka (192 cm), ale trudno mu będzie go przegonić, jeśli chodzi o olimpijskie dokonania.

Autor artykułu
More from Krzysztof Brągiel

Tommy Hughes bije rekord świata. Kto pobije 60-latka?

W styczniu skończył 60 lat, a nadal popisuje się doskonałą formą. Irlandczyk...
Czytaj wiecej