Amerykańskie Siły Kosmiczne przegrały pierwszą bitwę?

Od lewej: John Raymond (Szef Operacji Kosmicznych), Roger Towberman (starszy doradca Sił Kosmicznych USA) i prezydent USA Donald Tramp (Waszyngton, 15 maja 2020), fot. Alex Brandon
Od lewej: John Raymond (Szef Operacji Kosmicznych), Roger Towberman (starszy doradca Sił Kosmicznych USA) i prezydent USA Donald Tramp (Waszyngton, 15 maja 2020), fot. Alex Brandon
Nowa jednostka amerykańskiej armii to projekt, o którym Donald Trump od kilku lat mówi coraz odważniej, a dzięki poparciu Kongresu w końcu swoje ambicje zrealizował – okazuje się jednak, że działał zbyt wolno, przez co Siły Kosmiczne przegrały wyścig o rejestrację tej nazwy jako znaku towarowego. Żeby było ciekawiej, amerykańską armię uprzedził... Netflix.

Siły Kosmiczne są dość świeżym tematem – i to niezależnie od tego, co mamy na myśli. Serial komediowy Netflixa pod tym tytułem zadebiutował przecież pod koniec maja. Donald Trump i przedstawiciele amerykańskiej armii także w maju zademonstrowali natomiast sztandar Sił Kosmicznych USA. Zwieńczenie kilkuletnich prac nad powołaniem do życia tej jednostki nastąpiło dwa tygodnie przed premierą serialu. I wszystko obyłoby się bez większego szumu, gdyby nie fakt, że amerykańska armia nie posiada do nazwy Space Force praw… A Netflix owszem. Opis sytuacji brzmi komicznie i – przynajmniej na razie – nie wydaje się szczególnie nurtować stron. O pierwszym starciu, które Amerykańskie Siły Kosmiczne przegrały, donosi “Hollywood Reporter”. Portal podkreśla przy tym, że nie ma między Netflixem a wojskiem rzeczywistego konfliktu.

Po latach Amerykańskie Siły Kosmiczne w końcu urzeczywistniono

Od lewej: Barbara Barrett (Sekretarz Sił Powietrznych), John Raymond (Szef Operacji Kosmicznych), Roger Towberman (starszy doradca Sił Kosmicznych USA) i prezydent USA Donald Tramp (Waszyngton, 15 maja 2020), fot. Alex Brandon
Od lewej: Barbara Barrett (Sekretarz Sił Powietrznych), John Raymond (Szef Operacji Kosmicznych), Roger Towberman (starszy doradca Sił Kosmicznych USA) i prezydent USA Donald Tramp (Waszyngton, 15 maja 2020), fot. Alex Brandon

Bez wątpienia tego typu jednostka wojskowa prędzej czy później musiała powstać. Ludzie coraz odważniej spoglądają w kosmos, a plany ekspansji międzyplanetarnej wcale nie są tak odległe, jak mogłoby się nam wydawać. Próby kolonizacji Marsa, o których mówi się dziś najgłośniej, prędzej czy później doprowadzą zapewne do konfliktów… A przecież takie zabawy bez Amerykanów nie mogą się obyć. Donald Trump o przestrzeni kosmicznej, jako “domenie wojny podobnej lądom, przestworzom i oceanom”, mówił już w 2018 roku. Prezydent USA dużo też narzekał, że działania amerykańskiej administracji są spóźnione, a inni – zwłaszcza Chiny i Rosja – zaczęli przygotowania dużo wcześniej. Ostatecznie United States Space Force powołano do życia 20 grudnia 2019 roku i kontynuowano prace nad formowaniem jednostki. W międzyczasie swojego zadania nie wykonało jednak Biuro Departamentu Obrony ds. Brandingu, istniejące od 2007 roku.

Urzędnicy przegapili mały, choć wcale nie jakoś szczególnie skrywany detal – satyryczny program Netflixa, który wówczas był już w trakcie produkcji. “Siły Kosmiczne” z Johnem Malkovichem i Steve’em Carellem w rolach głównych to nic innego jak kosmiczne “The Office”. Pomysłodawcą i twórcą serialu jest zresztą Greg Daniels, który odpowiedzialny był też za kultowe “Biuro” (w wersji amerykańskiej). I choć serial przyjęto z mieszanymi uczuciami, wytykając mu wtórność względem tamtej produkcji, “Hollywood Reporter” ustalił pewną ciekawostkę. Okazuje się bowiem, że znaki towarowe dotyczące produkcji zastrzeżono już w styczniu 2019. Netflix zrobił to zatem jedenaście miesięcy przed oficjalnym powołaniem do życia Amerykańskich Sił Kosmicznych.

Spokój przed burzą czy pełna komitywa?

Kadr z serialu "Siły Kosmiczne", fot. Netflix
Kadr z serialu “Siły Kosmiczne”, fot. Netflix

Ta sytuacja to ciekawy, choć wcale nie wyjątkowy przypadek. Nawet mimo średnich ocen i prześmiewczego charakteru “Siły Kosmiczne” mogą być ciekawą formą promocji nowej amerykańskiej jednostki. Problem leży gdzie indziej: komediowa produkcja może zarówno promować, jak i ośmieszać, w zależności od podejścia i odbioru. To zaś może prowadzić do konfliktu, tym bardziej że armia bardzo dba o to, jak jest pokazywana w filmach i serialach. Z jednej strony wykorzystanie ich własności intelektualnej jest więc licencjonowane w bardzo rygorystyczny sposób. Przekonało się o tym choćby studio Activision Blizzard, które niedawno było ciągane po sądach za wykorzystanie wizerunku Humvee w swoich grach wojennych. Z drugiej jednak – w tym przypadku trudno mówić o konieczności otrzymania licencji, skoro to Netflix pierwszy zastrzegł znak towarowy.

Prawo teoretycznie stoi po stronie platformy streamingowej. Pojawiły się już analizy, jakoby Pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji gwarantowała im wolność w tym zakresie. Jak na razie przedstawiciele armii także nie widzą konfliktu interesów, skoro serial opowiada o fikcyjnej instytucji. Wielu prawników sugeruje jednak, że to może się bardzo szybko zmienić. Wpływ na to może mieć ich zdaniem zarówno porywczość prezydenta Trumpa, jak i kierunek, w jakim fabuła serial Netflixa będzie się rozwijać.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Marcin Kitala wygrał konkurs organizowany przez YAC!

Konkursy takie jak "Kiribati Floating Houses" pokazują, że nawet jeśli nie wygramy...
Czytaj wiecej