Odszedł Andrzej Niemczyk

Andrzej Niemczyk. Zdj. Zorro2212 via Wikimedia Commons
2 czerwca tego roku był dziwnym dniem dla polskiej siatkówki. Radość z informacji o awansie polskiej reprezentacji do Igrzysk Olimpijskich w Brazylii przeplatała się ze smutkiem po śmierci wybitnego trenera Andrzeja Niemczyka.

2 czerwca tego roku był dziwnym dniem dla polskiej siatkówki. Radość z informacji o awansie polskiej reprezentacji do Igrzysk Olimpijskich w Brazylii przeplatała się ze smutkiem po śmierci wybitnego trenera Andrzeja Niemczyka.

Andrzej Niemczyk urodził się w 1944 roku w Łodzi. Od najmłodszych lat związał swoje życie z piłką siatkową, choć jak sam przyznawał, na początku trenował też piłkę nożną, koszykówkę i tenis stołowy. Grał na pozycji środkowego w łódzkim Społem, Anilanie czy Mieleckiej Stali. Wielokrotnie powoływano go do kadry narodowej w różnych kategoriach wiekowych. Jednak to co go najbardziej pociągało to stanięcie po drugiej stronie parkietu – praca trenerska. Po raz pierwszy wystąpił w tej roli jeszcze jako zawodnik trenując mieleckich Juniorów. Potem związał się (jak się okazało prawie na cały życie) z siatkarkami. Stworzył od podstaw łódzki ChKS i zdobył z nim mistrzostwo Polski. Wtedy też został po raz pierwszy trenerem polskiej żeńskiej reprezentacji. Zaczął od 6 miejsca na Mistrzostwach Europy w Jugosławii. Na następne postawił sobie ciężki cel – zdobycie medalu. Polskie siatkarki uplasowały się na (i tak świetnym) czwartym miejscu – Niemczyk jednak wierny danemu słowu podał się do dymisji.

Reprezentacja_polskich_siatkarek
Andrzej Niemczyk ze swoją kadrą u Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Zdj Palladinus via Wikimedia Commons

Wtedy też wyjechał z kraju, jego doskonałe zdolności trenerskie potwierdza długa lista sukcesów. Pracując w Niemczech przez 10 lat prowadził tamtejszą reprezentację. Z drużynami ligowymi zdobywał 6 razy mistrzostwo RFN, tyleż samo Puchar Niemiec oraz również 6 razy Puchar Europy. Pracując w Turcji wygrywał tamtejszą ligę cztery razy, tyle samo wprowadzał tureckie zespoły na podium pucharu Europy. Do Polski wrócił w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jak sam mówił, miał problem z aklimatyzacją, długo traktował Niemcy jako swój dom. Jednak poczuł się ponownie Polakiem, gdy wyjazd do RFN zaczął odczuwać jako wyjazd za granicę. W 2003 roku powierzono mu znów żeńską kadrę. W brawurowy sposób zdobył z nią dwa Mistrzostwa Europy. Niestety nie poszły za tym sukcesy na ogólnoświatowych imprezach. Mocno krytykowany podał się do dymisji.

Żył szybko i intensywnie, czasami trochę kontrowersyjnie, przede wszystkim był świetnym fachowcem. Zdj. Paweł Strykowski via Wikimedia Commons
Żył szybko i intensywnie, czasami trochę kontrowersyjnie, przede wszystkim był świetnym fachowcem. Zdj. Paweł Strykowski via Wikimedia Commons

Był bardzo zżyty ze swoimi zawodniczkami, które po jego oddaniu się do dyspozycji władz Polskiego Związku Piłki Siatkowej napisały pismo w którym prosiły o pozostawienie go na stanowisku. Był trenerem skutecznym acz kontrowersyjnym, wyrzucał z kadry znane zawodniczki w ich miejsce wstawiając młode. Jak mawiał: „Dla mnie nie liczy się nazwisko, medale które zdobyłaś przed, tylko aktualna forma i to, co możesz wnieść do zespołu”(sport.pl). Pracował z żoną oraz z córką. Głośno było o sytuacji, kiedy wyrzucił ją z drużyny narodowej. Przybiegła wtedy do niego zapłakana i powiedziała: „Ale tata, ja jestem przecież Twoją córką”. Odpowiedział: “Wszystkie są moimi córkami. Wszystkie traktuję jednakowo. (Na mistrzostwa) pojadą jednak tylko najlepsze.” (sport.pl).

Prywatnie był również miłośnikiem kobiet trzykrotnie żonaty, miał cztery córki, Małgorzatę, Kingę, Saskię i Nataschę – wszystkie zawodowe siatkarki. Powiedział kiedyś, że trzy razy się rozwodził, tylko z siatkówką wziął ślub na całe życie. Uwielbiał brydża o którym mawiał, że “to najinteligentniejsza gra w karty, która rozwija umysł, uczy jak mało która logicznego myślenia oraz współpracy” (Świat Brydża). Przez wiele lat zmagał się nowotworem węzłów chłonnych, który dał przerzuty. Podszedł do choroby ze charakterystyczną dla siebie swadą i poczuciem humoru. Otwarcie mówił, że zapije drania i idąc do sklepu kupował dwie butelki wina – dla siebie i dla raka. „To on przyszedł do mnie i ma się dostosować do mojego trybu życia!”. Brał chemię, niezliczone ilości pastylek, palił papierosy, popijał whisky i… pracował. Większość lekarzy twierdziła, że nie ma szans, żeby ruszył się w czasie chemioterapii z łóżka, a on, ogolił głowę na łyso i biegł na salę. Nie dający mu szans na przeżycie przy takim trybie życia specjaliści przecierali oczy ze zdumienia, gdy okazało się, że nowotwór ustąpił.  Niemczyk zgodnie ze swoimi zasadami przegonił go swoimi metodami. Niestety 10 lat później wróg wrócił ze zdwojoną siłą i zaatakował płuca. Trener Andrzej Niemczyk zmarł w Warszawie 2 czerwca 2016 roku.

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Jak działa korytarz ratunkowy?

Autostrady i drogi ekspresowe to stosunkowo młody wynalazek w Polsce. Ich długość...
Czytaj wiecej