Odczarować (p)optymizm (Animal Collective – „Time Skiffs”)

Animal Collective – "Time Skiffs", Domino
Animal Collective – "Time Skiffs", fot. Domino
Weterani amerykańskiej sceny niezależnej powracają. Ich najnowsza artystyczna propozycja co prawda nie zmienia biegu popkulturowej historii, lecz osiąga coś innego. Ekipa z Baltimore przywraca współczesnemu popowi prawdziwy optymizm, jednocześnie nie popadając w utopijność.

Tak zwanym poptymizmem dziennikarze oraz kulturoznawcy zwykli nazywać dominujący rodzaj percepcji dzisiejszej muzyki popularnej. Za zręcznie uszytym hasłem kryje się natomiast miłość do satysfakcjonującej estetycznie melodii i odrzucenie kompozycyjnej oraz lirycznej pompatyczności – wszystkiego, co ma pretensje do wykraczania poza filozofię ładnej piosenki.

Ową dwudziestopierwszowieczną tendencją rządzi nieszczery paradoks 

Kompilacja wersji „live” albumowych utworów

Proponenci poptymistycznej racji poszukują w muzyce mitycznej szczerości środków przekazu. Nie odnajdują jej w artystowskich zapędach twórców myśli awangardowej – takowych uznają za pogubionych w formule sztuki konfrontacyjnej. Tak naprawdę bajkowi piosenkopisarze, którzy wpisują się w ramy tej chwytliwej gatunkowej zbitki słownej, niewiele natomiast różnią się od fetyszyzujących dźwiękowy turpizm noise’owców. Można wręcz rzec, że skrajny poptymizm i skrajna awangarda są obecnie dwiema stronami tej samej monety. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ta pierwsza kategoria znacznie bardziej stara się legitymizować swoją manieryczność.

Ikony poptymistycznego panteonu takie jak Charli XCX czy reprezentanci wytwórni PC Music sprzedając niewinność swojego dzieła, jednocześnie sprzedają ideę wyższości nad innymi gatunkami. Co ciekawe, artyści zanurzeni po uszy w hipermasowej estetyce posługują się wyjątkowo elitarystyczną retoryką. Ich karykaturalnie infantylne przeboje funkcjonują trochę na zasadzie cynicznej zabawy w pop. Przekazują pastiszową i parodystyczną treść, która akcentuje dominację na popkulturowym terytorium.

Poptymistyczna idea wcale nie celebruje więc szlachetnej prostolinijności

Klip do utworu „Prester John”

Jej konwencjonalna bezpretensjonalność (proste, przyjemne zwrotki i refreny) przemawia zupełnie innym tonem. Wygłasza następujący komunikat: grzechem jest traktować muzykę na s e r i o. Powaga, która często definiuje dokonania twórców nurtów przeciwnych, jest kwitowana donośnym śmiechem. To właśnie ten szyderczy, ironiczny rechot skierowany w stronę rockizmu i innych synonimów niedzisiejszości, wyłania się z tej pozornie niewinnej poetyki.

Jak w całej tej sytuacji odnajduje się formacja Animal Collective? Okazuje się, że całkiem nieźle. Amerykanie nie zapisują się do żadnego ze wspomnianych obozów. „Time Skiffs” to album rysujący wizję pogodną, choć nie eskapistyczną. Zawarte na płycie utwory wręcz tryskają radosną energią, będącą wypadkową postbeachboysowskich harmonii i naturalistycznych, tundrowych rytmów.

Autorzy kultowego „Merriweather Post Pavilion” prezentują światu rozpromienione brzmienie, któremu jednak patronuje absolutnie szczery, niepodobny do poptymistycznego, szeroki uśmiech 

Wywiad z grupą Animal Collective

To zespół na tyle młody duchem, żeby oprzeć się zgorzkniałej rzeczywistości, a także na tyle dojrzały, by nie mylić beztroskiego rozbawienia z bezdusznym ironicznym chichotem. „Time Skiffs” jest dziełem klarowności intencji, czyli w pewnym sensie białym krukiem teraźniejszej popkultury. Warto się z nim zaznajomić, choćby z tego względu, że pielęgnuje wartości, o które nie dba nikt inny. 

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Bored Ape NFT – wyobraź sobie swoją własną elitarność

NFT to zdecydowanie najgorętszy temat ostatnich miesięcy. Co więcej, ów obiekt pożądania...
Czytaj wiecej