Fenomenalny start “Apex Legends”. Skąd ten sukces?

"Apex Legends", fot. Respawn Entertainment
"Apex Legends", fot. Respawn Entertainment
Milion graczy po niespełna ośmiu godzinach od premiery, 2,5 miliona po pierwszej dobie i w końcu 10 milionów w zaledwie trzy dni – "Apex Legends" z przytupem weszło na, zdawałoby się, przepełniony rynek gier z gatunku battle royale i pokazało, że można jeszcze wprowadzić w tym temacie świeżość, nie będąc jedynie klonem "Playerunknown's Battlegrounds" czy "Fortnite'a". Co więcej, studio Respawn Entertainment nie wydało na promocję ani centa, czym z pewnością wprawiło w osłupienie mocodawców z (cieszącego się wśród graczy złą sławą) Electronic Arts.

Gdy na początku miesiąca pojawiły się informacje o konferencji organizowanej 4 lutego przez Respawn Entertainment, fanów “Titanfalla” przeszedł zapewne dreszcz. Pierwsza odsłona w 2014 roku odniosła spory sukces, zgarnęła też kilka branżowych nagród. Jej kontynuacja – “Titanfall 2” z 2017 – doczekała się równie dobrych recenzji, ale jej wydanie było dość pechowe. W natłoku wysokobudżetowych tytułów z tego okresu FPS z mechami w roli głównej po prostu przegrał rywalizację o graczy. Seria dorobiła się jednak na tyle wiernego grona fanów, że kolejna część wyczekiwana jest przez sporą rzeszę osób. Po tym, jak informacje o konferencji uzupełniono o temat – wydanie nowego battle royale – niektórzy pewnie zwątpili, ale “Apex Legends” okazał się pozycją zaskakująco dobrą. Zaskakująco jest tu słowem-kluczem.

Stworzenie gry w najpopularniejszym obecnie gatunku różnie jest wśród graczy odbierane. Jedni wprost gardzą wpychaniem trybów battle royale dosłownie wszędzie, inni mają dość tego, że większość nowych gier niczym nie różni się od dwóch największych tytułów – “Fortnite’a” i “PUBG”. Tym bardziej dziwić może decyzja, że Respawn Entertainment swój najnowszy produkt postanowiło opublikować z zaskoczenia. Rejestrację w “Apex Legends” otwarto bowiem tuż po konferencji. I choć mówienie o darmowej promocji jest stwierdzeniem nieco na wyrost, bo nowy tytuł ogrywała rzesza rozpoznawalnych użytkowników Twitcha i YouTube’a, którzy 4 lutego masowo (i zapewne nie za darmo) zaczęli publikować w mediach społecznościowych posty o “Apex Legends”, nie można powiedzieć o staromodnej i drogiej w realizacji kampanii reklamowej sensu stricto.

Tytan, który nagle wyrósł spod ziemi

Wiedzieliśmy, że pchnięcie marki [“Titanfall” – przyp. red.] w tym kierunku jest nie mniej ryzykowne, niż przyjęcie modelu free to play i wypuszczenie [“Apex Legends” – przyp. red.] z zaskoczenia.


– Vince Zampella, CEO Respawn Entertainment

Wejście na wyraźnie przepełniony rynek jest ryzykowne, ale Respawn Entertainment właściwie postawił wszystko na jedną kartę. Studio zapewne liczyło przy tym na fanów marki “Titanfall”, ale najwyraźniej uwierzono też, że jakość “Apex Legends” obroni się sama. Ten temat warto natomiast rozłożyć na czynniki pierwsze.

Akcja “Apex Legends” rozgrywa się trzydzieści lat po wydarzeniach z gry “Titanfall 2”. Miłośnicy pierwszoosobowej strzelanki już na starcie otrzymują jednak niemały cios. W nowym battle royale nie uświadczymy bowiem mechów, które pilotowaliśmy w innych grach z tego uniwersum. Tych, którzy z przerażeniem patrzą na rozwój serii, uspokaja jednak sam Vince Zampella, CEO Respawn Entertainment:

Zaplanowaliśmy mnóstwo rzeczy rozwijających “Apex Legends”, a przy tym zobowiązujemy się słuchać sugestii graczy. Będziemy również pracować nad marką “Titanfall” (tak, napisałem słowo na “T”). Uwielbiamy eksperymentować w tym szalonym uniwersum!


– Vince Zampella, CEO Respawn Entertainment

Fani “Titanfalla” mogą więc być spokojni, dzięki czemu “Apex Legends” z miejsca zyskuje sporo graczy. Nawet osoby gardzące battle royale z pewnością przynajmniej wypróbują bowiem nowy tytuł w lubianym przez siebie uniwersum.

(Nie)typowa promocja

"Apex Legends", fot. Respawn Entertainment
“Apex Legends”, fot. Respawn Entertainment

Fani uniwersum to jedno, ale gry tego typu potrzebują stałego napływu świeżej krwi. Dziś nie ma natomiast lepszego medium do promowania się niż media społecznościowe. Kampanie reklamowe zakrojone na szeroką skalę przestają być skuteczne, a jeśli nie przypadną graczom do gustu, mogą odnieść odwrotny skutek. Wie o tym Electronic Arts, które fatalną kampanią pogrążyło całkiem niezłe pod względem grywalności “Battlefield V”. W przypadku “Apex Legends” EA dało więc swoim podwładnym z Respawn pewną swobodę… To zaś pozytywnie odbiło się nawet na akcjach wydawcy. Zakulisowe rozmowy ze streamerami zaowocowały też świetnym wejściem na Twitcha, gdzie z miejsca “Apex Legends” stało się najpopularniejszym tematem transmisji. Obecnie streamy z rozgrywki śledzi średnio ponad 300 000 osób, ponad dwukrotnie więcej niż w przypadku “Fortnite’a”. Co więcej, obecny król gatunku battle royale na pułap 10 milionów graczy wdrapał się dopiero po dwóch tygodniach!

Dziś “Fortnite” ma przeszło 200 milionów zarejestrowanych graczy, z czego regularnie gra około 80 milionów miesięcznie. Liczby bywają jednak zgubne, a doskonały start nie jest równoznaczny z wielkim sukcesem. Wiele gier sieciowych (zwłaszcza darmowych) zmaga się z problemem szybkiego odpływu graczy. Tego powinni się jednak obawiać przede wszystkim twórcy “Fortnite’a” i “PUGB”. “Apex Legends” zdaje się bronić jakością i serwować fanom gatunku coś nowego. Respawn Entertainment postanowiło bowiem nie tylko dać ułudę odmienności, lecz realnie wprowadzić własne rozwiązania, wyróżniające ich grę na tle konkurencji.

Rozgrywka w “Apex Legends”

Jedyna (jak na razie) mapa dostępna w "Apex Legends", fot. Respawn Entertainment
Mapa dostępna w “Apex Legends”, fot. Respawn Entertainment

Każdy gatunek ma w swej konstrukcji pewne ramy, poza które trudno wykroczyć. Między innymi dlatego gry battle royale są tak podobne do siebie, ale twórcy “Apex Legends” udowodnili, że wciąż wiele w tej kwestii można wymyślić. Nastawione na eliminację rozgrywki w nowym tytule odbywają się więc w trzyosobowych drużynach. Posiadanie kompanów na polu walki wiąże się też z możliwością leczenia, a nawet wskrzeszania w wyznaczonych do tego punktach. Praca zespołowa nie wymaga przy tym używania czatu, ponieważ w grze zaimplementowano intuicyjny i bardzo sugestywny system komunikacji. To oznacza, że nikt nie musi czuć się wykluczony, nikt też nie cierpi z powodu dobranego do drużyny nooba.

W przeciwieństwie do konkurencji Respawn Entertainmnet postawiło na nieco bardziej skondensowaną rozgrywkę. Zamiast 100 graczy, jest ich tylko 60, w związku z czym jedyna jak na razie dostępna mapa jest nieco mniejsza. Studio zdecydowało się również na niespotykany u konkurentów, ale znany z serii “Titanfall” widok pierwszoosobowy. To też pozwala na większe wczucie się w mecz, ale istotne zdają się też umiejętności strategiczne. W grze dostępnych jest osiem postaci, które wyróżniają się swoimi zdolnościami. Dzięki temu rozgrywka zyskuje taktyczną głębię, której brak konkurencyjnym tytułom, ale też nie zmusza graczy do jej wykorzystania.

Postaci dostępne w "Apex Legends", fot. Respawn Entertainment
Postaci dostępne w “Apex Legends”, fot. Respawn Entertainment

Gracze nie powinni też obawiać się “pay-to-win”, choć model monetyzacji jest jednym z niewielu zarzutów wysuwanych wobec “Apex Legends”. Zmora wielu gier w modelu free to play jest jednak na tyle “przebadanym” tematem, że twórcy zdają się trzymać rękę na pulsie i unikać inwazyjnych mikrotransakcji. Na starcie do kupienia są przede wszystkim dwie dodatkowe postaci, ale większość dostępnych za gotówkę ulepszeń ma mieć jedynie kosmetyczny charakter. Studio zapowiada też stały rozwój, czuwanie nad balansem rozgrywki i bezkompromisową walkę z cheaterami.

Wygląda na to, że Respawn Entertainmnet udało się stworzyć darmowe battle royale pozbawione większych wad. Jeśli w praktyce mikrotransakcje rzeczywiście okażą się nie wpływać znacząco na rozgrywkę, a społeczność nie stanie się toksyczna, jak ma to miejsce choćby w “Fortnite”, “Apex Legends” ma szansę na długo zadomowić się zarówno w fotelu lidera streamingów, ale i realnie zagrozić największemu konkurentowi. Studio pewnie kroczy na szczyt i choć tydzień to za mało, by odgwizdać sukces, ten zdaje się nieunikniony.

Więcej szczegółów na temat “Apex Legends” oraz odnośniki do bibliotek poszczególnych platform (PC/PS4/XB1) znajdziecie na oficjalnej stronie gry.

Zapowiedź turnieju Apex Legends Twitch Rivals, fot. Respawn Entertainment
Zapowiedź turnieju Apex Legends Twitch Rivals, fot. Respawn Entertainment

Jak gdyby na potwierdzenie tej diagnozy warto wspomnieć o ostatniej zapowiedzi Respawn Entertainmnet. Już kilka dni po premierze ogłoszono bowiem zorganizowanie turnieju “Apex Legends” pod sztandarem Twitch Rivals. Pula nagród ma wynieść 200 000 dolarów, a w potyczkach udział wezmą najpopularniejsi streamerzy. To oczywiście niesie ze sobą dwie korzyści: pokazanie e-sportowego potencjału nowego tytułu oraz jego dalszą popularyzację. Media społecznościowe są nośnikiem, który w przypadku tak szybko zmieniającego się rynku może decydować o być albo nie być gry. W studiu odpowiedzialnym za “Apex Legends” wiedzą o tym doskonale, a wzięta z zaskoczenia konkurencja szybko powinna zareagować, by nie obudzić się z ręką w nocniku…

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Faworyta” da twórcy “Lobstera” trzecią oscarową szansę?

Choć Yorgos Lanthimos reprezentuje nurt kina artystycznego, a jego dzieła mogą pomarzyć...
Czytaj wiecej