50 lat temu astronauci z misji Apollo 11 stanęli na Księżycu

Rakieta Saturn V SA-506 gotowa do wyniesienia misji Apollo 11 w kosmos (20 maja 1969), fot. NASA
Rakieta Saturn V SA-506 gotowa do odlotu z Centrum Kosmicznego im. Johna F. Kennedy’ego na przylądku Canaveral (20 maja 1969), fot. NASA
Finisz wielkiego wyścigu, propagandowe zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim czy zwykły spisek i nakręcony przez Stanleya Kubricka filmik, którym mamiono nas przez lata – te różne, często absurdalnie skrajnie spojrzenia na lądowanie ludzi na Księżycu nie zmieniają faktu, że mowa o wiekopomnym wydarzeniu, po którym długo nie wydarzyło się nic naprawdę istotnego w kwestii ludzkiej ekspansji w kosmosie.

Lądowanie człowieka na Księżycu śmiało można uznać za jedno z najważniejszych wydarzeń ubiegłego stulecia. Zwycięski wyścig Amerykanów, zrezygnowanie Rosjan, którzy przegrali mimo niebotycznych środków wydanych na program kosmiczny. Odrywając się jednak od zupełnie przyziemnych kwestii politycznych, sukces załogi Apollo 11 był zwieńczeniem wieloletnich trudów i mógł stanowić pierwszy krok do zupełnie nowej ery w dziejach ludzkości. Pięćdziesiąt lat od tych wydarzeń Amerykanie czują dumę, świat od dobrych kilku dni bije im brawo, ale nie każdy popada w hurraoptymizm. I nie mówię tu o miłośnikach teorii spiskowych, których wokół lądowania na Księżycu zebrało się całkiem sporo…

20.07.1969, 20:17:40 UTC – “Orzeł” wylądował

Astronauci biorący udział w misji Apollo 11: Neil Armstrong, Michael Collins i Edwin "Buzz" Aldrin (maj 1969), fot. NASA
Astronauci biorący udział w misji Apollo 11: Neil Armstrong, Michael Collins i Edwin “Buzz” Aldrin (maj 1969), fot. NASA

Apollo 11 było jak wisienka na torcie amerykańskiego programu kosmicznego. Misja wystartowała 16 lipca, jednak najważniejszy moment przypadł dopiero cztery dni później. Oczywiście nie była ona ostatnim lotem w ramach Apollo, ale wieńczyła lata przygotowań, kolejne misje przesuwające granice ludzkiego zasięgu coraz dalej. Dziś każdy wie, że pierwszym człowiekiem na Księżycu był Neil Armstrong, który wychodząc z modułu księżycowego, wypowiedział wiekopomne “To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Część ludzi kojarzy nawet drugiego – Edwina “Buzza” Aldrina. Ciekawostką jest, że to właśnie on, pilot lądownika księżycowego, miał być tym pierwszym. Tak przynajmniej zakładały wszelkie procedury NASA, które w nieznane posyłały… osoby niższe rangą. W przypadku tak wiekopomnego wydarzenia uznano jednak, że głównodowodzący Armstrong powinien czynić honory.

To zresztą o tyle istotne, że wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że nie byli oni jedyni. Nie tylko w ramach Apollo 11, gdzie leciał z nimi także Michael Collins, ale i ogółem na Księżycu. Kolejne misje programu Apollo zwyczajnie nie przykuwały już takiej uwagi, mimo że było ich aż sześć, z czego pięć także dotarło na powierzchnię naszego naturalnego satelity. Paradoksalnie ta jedna, której się nie udało – Apollo 13 – jest dziś drugą najbardziej znaną po “Jedenastce”, głównie ze względu na dramatyczne wydarzenia i słynne “Houston, mamy problem”. Wracając jednak do Buzza Aldrina – to właśnie on podczas inauguracji rocznicowych obchodów stwierdził:

Pięćdziesiąt lat temu Saturn V zabrał nas na Księżyc. Wylądowaliśmy, pobraliśmy próbki, wróciliśmy i kilkukrotnie to powtórzyliśmy, ale to też pięćdziesiąt lat braku postępu. Myślę, że powinniśmy się trochę wstydzić, ponieważ niewiele więcej w tym czasie zrobiliśmy.

– Buzz Aldrin podczas obchodów 50. rocznicy rozpoczęcia misji Apollo 11 (Waszyngton, 16 lipca 2019)

Z Księżyca już tylko krok na Marsa

Kolonia księżycowa (grafika koncepcyjna wykonana dla NASA w 1968 roku), rys. Dennis M. Davidson
Kolonia księżycowa (grafika koncepcyjna wykonana dla NASA w 1968 roku), rys. Dennis M. Davidson

Słowa Aldrina nie są oczywiście zrzędzeniem starego tetryka. 89-letni astronauta bardzo trafnie zauważył, że choć program Apollo był bardzo ważnym osiągnięciem, niewiele więcej udało się zrobić nawet mimo błyskawicznego rozwoju techniki w ostatnich dekadach. Mimo to widać w tej srogiej ocenie olbrzymie nadzieje, na co zresztą szybko odpowiedział Donald Trump. Prezydent USA przypomniał, że już za pięć lat człowiek ponownie stanie na Księżycu. Za dziewięć natomiast zbuduje tam swoją bazę wypadową, a lata 30. XXI wieku mają natomiast zabrać ludzkość na Marsa. Co potem? Polecimy tam, gdzie rakiety nas poniosą.

Te zapewnienia to jedynie przypomnienie planów, które NASA ogłosiła już jakiś czas temu. W międzyczasie agencja kilkukrotnie się wycofywała i wracała do tych pomysłów – wszystko rozbija się o pieniądze. Jest to bowiem reakcja na “konkurencję” ze strony firm takich jak SpaceX, które zamierzają dokonać tych rzeczy komercyjnie. Jest w tym jednak przede wszystkim polityka, czyli wracamy do punktu wyjścia.

W latach 60. XX wieku Amerykanie zwyczajnie nie mogli sobie pozwolić na porażkę. W końcu wyścig o wysłanie pierwszego człowieka w kosmos przegrali z kretesem – i to z największym wrogiem. Ta ambicjonalna motywacja towarzyszyła im zresztą jeszcze przez lata, jako stały element zimnej wojny nie tylko w kwestii podboju kosmosu. Biorąc jednak pod uwagę poziom zaawansowania ówczesnej technologii, każdy pracownik NASA miał świadomość możliwej porażki. Dość powiedzieć, że nawet los załogi spisano w kilku wersjach, przygotowując się oczywiście także na najgorsze. Podobno na biurku prezydenta Nixona leżały orędzia na każdą okoliczność… Także to oddające hołd dzielnym astronautom, którzy oddali życie ku chwale ojczyzny. Mało kto wie, że sukces wcale nie był pewny nawet w razie powodzenia misji Apollo 11.

Fragment panoramy wykonanej z połączonych fotografii z powierzchni Księżyca, fot. NASA
Fragment panoramy wykonanej z połączonych fotografii z powierzchni Księżyca, fot. NASA

Amerykanie wiele w tej kwestii zawdzięczają pechowi Rosjan. U wschodniego mocarstwa wszystko zaczęło się sypać już na początku roku 1966. Śmierć Siergieja Korolowa, ojca radzieckiej kosmonautyki, wytworzyła olbrzymią wyrwę w kadłubie programu księżycowego. Potem było już tylko gorzej: eksplozja rakiety N1 (odpowiednik amerykańskiego Saturna V) i desperacka misja bezzałogowej Łuny 15, która rozbiła się o powierzchnię Księżyca… Wszystko to po trochu składało się na sukces Amerykanów. Trwająca osiem dni (z czego niespełna doba na powierzchni Srebrnego Globu) misja Apollo 11 nawet mimo niewielkich problemów technicznych do dziś pozostaje więc jednym z największych osiągnięć ludzkości. Także w kwestii liczby wytworzonych wokół teorii spiskowych, choć to akurat temat na osobny artykuł (albo nawet kilka).

Buzz Aldrin na Księżycu sfotografowany przez Neila Armstronga, fot. NASA
Buzz Aldrin na Księżycu sfotografowany przez Neila Armstronga, fot. NASA
Autor artykułu
More from Damian Halik

Zach Braff chce powrotu serialu “Hoży doktorzy”

Jeśli nazwisko Zach Braff nic Ci nie mówi, najprawdopodobniej przegapiłeś serial "Scrubs"...
Czytaj wiecej