Atak elektrycznej hulajnogi

Lime
Hulajnogi "Lime", źródło: Pixabay
Jeszcze parę lat temu ekstrawagancja, teraz powoli rosnąca konkurencja dla wypożyczania roweru w miejskim centrum. Czy elektryczna hulajnoga stanie się tak powszechna, jak chociażby Veturilo?

Pamiętam, jak wybuchła moda na hulajnogi na początku XXI wieku. Sam dostałem jedną mając siedem, może osiem lat. Potem prawie każdy w klasie już taką miał, bo stały się standardem na wyprzedaży w hipermarkecie. Jak ktoś miał lepszą, która nie skrzypiała, to na wszystkich robiło wrażenie.

Piętnaście lat później w centrum Warszawy hulajnogę napotkamy co kilka kroków. Najczęściej elektryczną. W zeszłym roku jako pierwsza usługę zaczęła oferować firma „Lime”. Żeby się przejechać, musimy zainstalować aplikację o tej samej nazwie. Gdy znajdziemy już maszynę, skanujemy QR kod i – jeśli bateria w urządzeniu na to pozwala – możemy jechać. Wypożyczenie każdorazowo kosztuje 3 zł, a do tego 50 gr za każdą minutę jazdy. 10 minut jazdy będzie nas zatem kosztować 8 zł. Wejście na rynek należy określić jako sukces, ponieważ w tym roku pojawiła się konkurencja.

Hulajnoga “Lime”; źródło: mat. prasowe

“Hive” dołączył do “Lime”

Dla miłośników elektrycznych hulajnóg to dobra wiadomość, bowiem konkurencja to rywalizacja cenowa. „Hive” za wypożyczenie policzy nam 2,50 zł, a minuta jazdy to 45 gr. 10 minut jazdy w tym przypadku wyniesie nas zatem 7 zł. Mechanizm wypożyczania jest identyczny. Nowa na rynku firma jednak póki co posiada mniejszy zasięg dostępności, który na południu Warszawy kończy się w okolicy ulic Odyńca i Chełmskiej, na północ zaś w okolicy Arkadii. Nie wjedziemy też na Pragę, a i na zachód daleko nie zajedziemy (Wołoska, granica Pola Mokotowskiego, Towarowa, Młynarska). Pod tym względem przewagę ma więc “Lime”, którym dojedziemy oprócz tego na Żoliborz, Ochotę, Służew czy część Pragi Północ.

Jeśli mamy zainstalowane aplikacje to dowiemy się też o różnego rodzaju akcjach promocyjnych. „Hive” wykorzystał na przykład protest taksówkarzy i oferował jazdę swoimi hulajnogami do 30 minut za darmo. Natomiast „Lime” oferuje pracę jako „Juicer”. Już w aplikacji można znaleźć zakładkę, która pozwala się zarejestrować jako osoba, która ładuje urządzenia.

Można też mieć taką na własność.

Jeśli w waszym mieście nie pojawiła się jeszcze firma umożliwiająca wypożyczenie elektrycznej hulajnogi albo nie lubicie płacenia za to za każdym razem i szukania wolnego środka transportu, można zainwestować we własną hulajnogę. Ceny wahają się w zależności od możliwości urządzenia.

Kawasaki oferuje model KX-FSKID5.5 za około 650-700 zł. Może on jednak rozwinąć tylko 12 km/h (hulajnogi hive i lime do 25 km/h). Jego maksymalny zasięg to 10 km. Za około 1000 zł dostaniemy Motus City 6 XD, który rozwinie prędkość nawet 25 km/h, a na jednym ładowaniu przejedzie 15 km. Jeśli jednak zainwestujemy około 1700 zł w Xiaomi MiJia 365, otrzymamy hulajnogę zdolną osiągnąć taką samą prędkość, ale na jednym ładowaniu będzie w stanie przejechać nawet 30 km.

Trzeba przyznać, że ceny za wypożyczanie nie są wciąż zbyt atrakcyjne. Przy dłuższej jeździe ceny są podobne jak za przejazd Uberem, ale z drugiej strony warto elektryczną hulajnogę wypróbować. Jednak bez zmniejszenia cen i zwiększenia zasięgu ciężko o rywalizację np. z Veturilo, czyli miejskimi rowerami do wynajęcia.

Niemniej jednak na początku letniego sezonu elektryczne hulajnogi na pewno wzbudziły duże zainteresowanie. Czy to tylko chwilowa moda, czy na stałe te sprzęty wejdą w nasze życie codzienne? Przekonamy się z czasem.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Black Box VR – rewolucja na siłowni?

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. To hasło zapewne przyświeca...
Czytaj wiecej