Avi Loeb zachęca do szukania nieoczywistych odpowiedzi

Avi Loeb, Abraham "Avi" Loeb, Kris Snibbe, The Harvard Gazette
Profesor Abraham "Avi" Loeb, fot. Kris Snibbe/The Harvard Gazette
Kiedy profesor Uniwersytetu Harvarda, a przy tym jeden z najbardziej znaczących fizyków teoretycznych naszych czasów mówi, że Układ Słoneczny odwiedziła obca sonda, musi wywołać poruszenie. W nowej książce Avi Loeb ponownie mierzy się z kontrowersjami sprzed trzech lat.

Dni, które odmieniają życie, zawsze zaczynają się niepozornie. Nie inaczej było jesienią 2017 roku, gdy Robert Weryk zapisał się w historii astronomii. Kanadyjczyk został odkrywcą pierwszego obiektu pochodzącego spoza Układu Słonecznego, który udało się zaobserwować w sposób bezpośredni. Pracujący na Uniwersytecie Hawajskim w Mānoa astrofizyk 19 października korzystał z teleskopu Pan-STARRS1 w Obserwatorium Haleakalā – to właśnie wtedy natknął się na nietypowy, ciemnoczerwony obiekt na orbicie hiperbolicznej. Stosunkowo niewielki, o kształcie wrzecionowatym – a warto wiedzieć, że w Układzie Słonecznym jest to widok niespotykany. Najciekawsze było jednak to, że jego prędkość była zmienna, co do dziś stanowi dla naukowców pole do sporów dotyczących źródła tego zjawiska. Obiekt nazwano ʻOumuamua, co po hawajsku oznacza zwiadowcę.

Minęły trzy lata, właściwie trzy i pół, a ʻOumuamua pozostaje zagadką. Tęgie głowy z całego świata próbują ustalić jakiś konsensus, sklasyfikować to odkrycie. Początkowo uznano je za kometę, następnie za planetoidę. Wciąż nie wyjaśniono jednak niegrawitacyjnego przyspieszenia, jakim wykazywał się obiekt, choć pojawiają się pewne hipotezy. Jedną z nich jest anizotropowe uwalnianie przez obiekt gazów. Z kolei własności fizyczne powierzchni utożsamia się z jądrami kometarnymi – stąd powrót do pierwotnych założeń, jakoby pierwszy obserwowalny obiekt makroskopowy z przestrzeni międzygwiezdnej, jaki przemierzył nasz układ planetarny, był kometą. Tu jednak pojawia się Avi Loeb – człowiek, który od początku szukał wytłumaczenia w zupełnie innym miejscu.

Odkrycia takie jak ʻOumuamua zawsze dzielą środowisko naukowe

ʻOumuamua, ESO/M. Kornmesser, Wikimedia Commons
Artystyczna wizualizacja obiektu znanego jako ʻOumuamua, fot. ESO/M. Kornmesser/Wikimedia Commons

Abraham “Avi” Loeb na przestrzeni lat – a karierę naukową rozpoczynał w 1988 roku – napisał przeszło siedemset publikacji naukowych, wydał też kilka książek. Zajmował się początkami wszechświata, pierwszymi gwiazdami, czarnymi dziurami, ale też życiem pozaziemskim oraz panspermią. Jego prace naukowe cechuje nieszablonowe podejście do poruszanych zagadnień, możemy więc z całą stanowczością uznać, że Avi Loeb to postać niezwykle zasłużona dla astrofizyki. Dość powiedzieć, że przez ostatnich dziewięć lat przewodził Wydziałowi Astronomii Uniwersytetu Harvarda – jednej z najlepszych uczelni świata. Swego czasu magazyn “TIME” umieścił go zresztą na liście dwudziestu pięciu najbardziej wpływowych osób w kosmosie. Nawet on nie uniknął jednak kontrowersyjnych wypowiedzi – chociaż, czy aby na pewno można je za takowe uznać?

Przelot ʻOumuamua był dla świata nauki wyjątkowym momentem. Nietypowość bryły oraz trajektorii lotu tego obiektu, jak już wspomniałem, do dziś nurtuje astrofizyków. Avi Loeb, w swoim stylu, nie miał jednak oporów, by doszukiwać się w nim znamion życia pozaziemskiego. Gdy naukowiec tego formatu rzuca hasłem sonda kosmitów, media szaleją. Temat rozniósł się po prasie, telewizji i internecie, a na Loeba spadła olbrzymia fala krytyki… i głosy uznania.

Tego typu wydarzenia zawsze dzielą środowisko naukowe. Nie sposób bowiem jednoznacznie wytłumaczyć zaistniałej sytuacji, a wobec braku dowodów każde z wyjaśnień ma równą wagę. Było w tym zamieszaniu jednak sporo niedopowiedzeń i medialnych przeinaczeń, które zupełnie wypaczyły to, co Avi Loeb chciał nam przekazać. Właśnie dlatego napisał on książkę “Extraterrestrial: The First Sign of Intelligent Life Beyond Earth”, która ukazała się pod koniec stycznia. Profesor Loeb nie ukrywa, że jest to publikacja popularnonaukowa. Ma on jednak świadomość, jak wiele niedobrego zrobił medialny szum wokół zupełnie normalnej w tych warunkach hipotezy.

Avi Loeb: ludziom brakuje młodzieńczej ciekawości

Abraham "Avi" Loeb, Harvard University
Fot. Harvard University

Jak już wspomniałem, profesor Avi Loeb słynie z nietypowego podejścia. Młodzieńcza ciekawość jest natomiast tym, czego – jego zdaniem – brakuje wielu ludziom, zwłaszcza naukowcom. Szukanie wyjaśnień tam, gdzie powinny leżeć, z pewnością jest rzeczą logiczną. Fakt, że nie zadaje się przy tym pytań wykraczających poza ścisłą tematykę badań, działa jednak ograniczająco. Może to prowadzić do przewidywalnych wniosków – ale niekoniecznie do prawdy. To zarazem zarzut, jak i pewna przestroga od Loeba. Racja jest bowiem rzeczą weryfikowalną, ale w fizyce teoretycznej trzeba czegoś więcej niż wykazywania najbardziej prawdopodobnych rozwiązań.

Jedyną rzeczą, którą chciałbym zmienić w świecie, jest ponowne uczynienie moich kolegów ze środowiska akademickiego dziećmi, tak aby podążali szczerą ścieżką poznawania świata. Rodzimy się niewinni i pokorni, zastanawiamy się nad otaczającym nas światem i próbujemy go rozgryźć, początkowo nawet bez języka, w którym można by wyrazić nasze ustalenia. Nie ma w życiu większego przywileju niż to doświadczenie edukacyjne. Jako dzieci tolerujemy błędy i podejmujemy ryzyko, ponieważ są one nierozerwalnie związane z procesem poszerzania naszej bazy wiedzy. Te aspekty sprawiają, że większość dzieciństwa jest ekscytująca i autentyczna.

– profesor Avi Loeb, Wydział Astronomii Uniwersytetu Harvarda

Stwierdzenie, że ʻOumuamua mogło być sondą przesłaną przez pozaziemską cywilizację, nie było wymysłem Loeba. To tylko hipoteza, którą profesor Harvardu powiedział głośno, podczas gdy wielu naukowców wolało tak kontrowersyjną opcję wykluczyć. Nieprzypadkowo jednak obiektem zainteresowało się także SETI (organizacja poszukująca śladów życia we wszechświecie). Wrzecionowate bryły uznawane są w fizyce teoretycznej za potencjalnie idealny kształt dla statków międzygwiezdnych. Zaskakująca była też trajektoria lotu oraz wspomniane już zmienne przyspieszenie. Obserwacje radioteleskopem nie wykazały co prawda sztucznych sygnałów czy nawet sztucznego pochodzenia samego obiektu. Przynajmniej w zakresie, jaki jest dla nas osiągalny.

Hipoteza profesora Loeba była świadomie prowokacyjna

Abraham "Avi" Loeb, Extraterrestrial: The First Sign of Intelligent Life Beyond Earth, Houghton Mifflin Harcourt
Fot. Houghton Mifflin Harcourt

Podobnie jak jesienią 2017 roku, tak i po publikacji “Extraterrestrial: The First Sign of Intelligent Life Beyond Earth” Avi Loeb podzielił środowiska naukowe. Astrofizyk świadomie jednak balansuje na granicy tematyki popularnonaukowej, by pokazać coś więcej niż swoje racje w sporze o pochodzenie ʻOumuamua. Jego medialna wypowiedź dotycząca sondy obcej cywilizacji czy też opisana z Shmuelem Bialym hipoteza dotycząca wraku statku kosmicznego to czysto teoretyczne rozważania. Niezgadzanie się z nimi jest rzeczą naturalną – ktoś jednak musi stawiać niewygodne tezy, by ktoś inny miał szanse je obalić.

Avi Loeb kładzie w ten sposób podwaliny pod ponowne zajęcie się nieco wyrzuconą na peryferie astrofizyki tematyką obcych cywilizacji. Coś, co lata temu było na ustach wszystkich, dziś jest traktowane niepoważnie. To poniekąd efekt mizernych skutków w dotychczasowych poszukiwaniach życia pozaziemskiego. Czy jednak brak efektów daje środowisku naukowemu prawo do porzucenia pewnych zagadnień? Zdaniem Loeba – nie. Jego wypowiedzi mają natomiast sprowokować do dyskusji na temat traktowania tej tematyki poważnie przez środowisko naukowe.

Jednocześnie – choć sam wychodzi z założenia, że jego hipoteza to tylko jedna z opcji – bez trudu punktuje błędy w obecnej argumentacji dotyczącej tego, czym zdaniem większości naukowców ʻOumuamua jest. Loeb stawia w ten sposób zarzut, jakim jest próba siłowego wciśnięcia tego być może wiekopomnego odkrycia w obowiązujące ramy naukowe. Nie godzi się także na odsuwanie na dalszy plan tez dotyczących życia pozaziemskiego – a do tego sprowadza się wielu sceptyków.

Moją naczelną zasadą jest skromność. Jeśli nie jesteśmy aroganccy, musimy przyznać, że życie na podobnych zasadach, jak u nas, mogło rozwinąć się powszechnie. Dzięki danym dostarczonym przez teleskop Keplera wiemy, że połowę gwiazd podobnych do Słońca okrążają planety podobne do Ziemi. Jeśli więc istnieją tam podobne warunki, to podobnie powinny być też rezultaty. Te wyliczenia traktowane są jednak jak spekulacje, a wielu naukowców nazywa je tezami »skrajnymi«, które powinny pozostać w sferze tabu.

– Avi Loeb

“Extraterrestrial: The First Sign of Intelligent Life Beyond Earth” jest przez to niesamowicie ciekawą lekturą. Z jednej strony zasłużony naukowiec celowo wystawia się na krytykę, by zwrócić uwagę na marginalizowanie tej konkretnej tematyki. Z drugiej niesamowicie celnie punktuje pewne zachowania, którymi kierują się sceptycy – na czele z negowaniem istnienia życia w innych częściach kosmosu.

Rzeczą istotną nie jest bowiem to, kto ostatecznie ma rację. Chodzi o to, czy równie dużo energii poświęca się na badanie każdej z możliwości. Wykluczenie występowania życia we wszechświecie jest natomiast najgorszą z opcji. Prowadzi bowiem do powstania błędnego koła samospełniających się przepowiedni. Kiedy odcinasz się od wszechświata, po prostu opuszczasz rolety i nikogo nie szukasz, możesz pomyśleć, że jesteś wyjątkowy – mówi profesor Loeb.

Autor artykułu
More from Damian Halik

THE KRANE HOTEL. Luksus w stylu industrialnym

Luksus ma różne oblicza, a czasem potrafi skrywać się w bardzo niepozornych...
Czytaj wiecej