Od garażu do filharmonii (BADBADNOTGOOD – “Talk Memory”)

BADBADNOTGOOD, BADBADNOTGOOD – Talk Memory, XL Recordings, Innovative Leisure
BADBADNOTGOOD – "Talk Memory", fot. XL Recordings/Innovative Leisure
Na początku poprzedniej dekady BADBADNOTGOOD wyrobili sobie markę jazz-hip-hopowych eksperymentatorów. Na pierwszych płytach Kanadyjczycy śmiało poszukiwali granic obu gatunków, porywając się m.in. na instrumentalne covery utworów Tylera, the Creatora. Dziś, pięć lat po premierze ostatniego albumu, ekipa z Toronto gra już zupełnie inną (co nie znaczy, że gorszą) muzykę.

Najnowsze dzieło BADBADNOTGOOD o tytule “Talk Memory” rzeczywiście odnosi się do dźwiękowych wspomnień. Trio proponuje nam coś w rodzaju efektownej symulacji wczorajszego momentu. Osiem premierowych utworów odtwarza więc wyidealizowany obraz jazzu sprzed lat. Takiego, którego definiował donośny spirytualizm oraz monumentalność.

Rapowe tętno i futuryzm elektro zostały zatem zamienione na sznyt retro. Panowie, trochę jak pokolenie Z wzdychające do “Stranger Things”, konstruują sobie wyimaginowaną nostalgię za wyimaginowaną chwilą.  Muzyczne pozoranctwo uśmiechające się do mody na vintage jest jednak niezwykle elegancko uszyte.

Szósty krążek BADBADNOTGOOD symbolizuje pożegnanie z młodzieńczą witalnością 

Archiwalny koncert grupy

Jazzowe łobuzy zdążyły się już wyszumieć. Pobawili się przecież w reinterpretacje soundtracków z gier wideo, stworzyli projekt z członkiem Wu-Tang Clanu i scoverowali hity hip-hopowego kolektywu Odd Future. Przyszedł jednak czas na dojrzalsze ruchy. Nie wypada już im celebrować garażowej estetyki lo-fi i żonglować gatunkowymi pastiszami.

Postmodernistyczne wygłupy zamienili na postmodernistyczne hołd. Założyli swojej punkrockowej energii garnitur i pozwolili jej delikatnie zapukać do drzwi filharmonii. Na “Talk Memory” BADBADNOTGOOD raczą słuchacza wysmakowanymi technicznie, ale jednak bardzo zachowawczymi nutami.

Charakteryzujące poprzednie płyty futurystyczne zacięcie gdzieś wyparowało

Singiel promujący album “Talk Memory”

Przedrostek nu nie stoi już przy jazzie tego zespołu. Mniej tu krautrocka i minimal synthu, a więcej woni wnętrza muzycznego konserwatorium. BADBADNOTGOOD otwierają tym samym nowy rozdział kariery. Znudzeni łatką outsiderów postanowili zacząć grać jazz na poważnie. Ich pomysł na artystyczną rewitalizację przywodzi na myśl tarantinowską “Jackie Brown”.

Autor “Pulp Fiction”, chcąc udowodnić, że potrafi nakręcić dojrzały film, stworzył swoje najbardziej wytworne (formalnie i merytorycznie) dzieło. Analogicznie, Kanadyjczycy pochylili się nad wykwintnymi gatunkowymi standardami, by pozwolić ich sztuce osiągnąć pełnoletność. Quentinowi szybko przeszło – następcą “Jackie Brown” były przecież dwie części “Kill Billa”. Ciekawe jak to będzie w przypadku BBNG?

Singiel z najnowszego krążka jest ozdobiony brawurowym klipem
Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Dlaczego kręci mnie polska muzyka elektroniczna

Syntetyczne brzmienia z kraju nad Wisłą zawieszają poprzeczkę na mistrzowskiej wysokości.
Czytaj wiecej