Balassa Furmint Nyulászó 2010 – wspaniała dojrzałość dekady

Balassa Furmint Nyulászó 2010, Olaf Kuziemka
Balassa Furmint Nyulászó 2010, fot. Olaf Kuziemka
Większość produkowanych na świecie win przeznaczona jest do szybkiej konsumpcji. Jest to czas, w którym wina zachowują świeżość i intensywność aromatów. Szacunkowo 95% światowej produkcji, nadaje się do spożycia w ciągu 3-5 lat, kolejne 3-4% posiada potencjał starzenia na poziomie do 10 lat. Jednakże jest też 1% win, które dopiero po kilkudziesięciu latach od zbiorów prezentują najwyższą jakość – zalicza się Furmint Nyulászó 2010 od Istvána Balassy.

W czasie mojej ostatniej wyprawy do Tokaju miałem okazję odwiedzić jednych z najlepszych winiarzy tego regionu. Podczas wizyt – w rodzinnej atmosferze, wraz z przyjaciółmi – degustowałem wina, które niewątpliwie są najlepszymi przedstawicielami tego regionu oraz wyznacznikiem bardzo wysokiej, tokajskiej jakości. Miałem już okazję wspomnieć na łamach EXU, że w czasie styczniowego weekendu odwiedziłem między innymi Demetera Zoltána, Jánosa Árvaya, wspaniałą rodzinę Palkó oraz Istvána Balassę.

Tokaj, Olaf Kuziemka
Fot. Olaf Kuziemka

Przy napiętym, jednodniowym grafiku wraz degustowałem ponad trzydzieści etykiet. Począwszy od podstawowych furmintów, poprzez jednoparcelowe perły z najlepszych tokajskich siedlisk, słodkie i wytrawne szamorodne, aż po ociekające nutami miodu słodkie aszú. Nie zabrakło również wina musującego wytwarzanego metodą tradycyjną, które z całą pewnością konkurować może z niemieckimi sektami. Zwiedziony pasją do słodkich win tokajskich, skupiłem wtedy uwagę na niemożliwie słodkich szamorodnych oraz legendarnych aszú. W dużej mierze (również pod kątem zakupowym) nie doceniłem jednak wytrawnej strony Tokaju. Umknęło mi coś, co na co zwróciłem szczególną uwagę podczas ostatniej degustacji (u Istvána Balassy), zorganizowanej tuż przed naszym powrotem do kraju.

Tego dnia coś się zmieniło

Tokaj, Olaf Kuziemka
Fot. Olaf Kuziemka

Jak już wspominałem, spod ręki Istvána wychodzą nie tylko perfekcyjne jednoparcelowe wytrawne furminty, ale również te podstawowe. Niemniej jednak te najlepsze, pochodzące z pojedynczych siedlisk; jak Betsek, Bomboly, Donáth, Dorgó, Hangács, Kakas, Mézes Mály, Nyulászó, Szent Tamás, Thurzó; śmiało dorównują francuskim chablis czy niemieckim rieslingom.

Pięć hektarów to dla mnie limit. To jest górny pułap ilości i jakości, który można kontrolować. Dla mnie ten punkt dotyczy pięciu hektarów. Charakter winnicy najbardziej ujawnia się, gdy nieustannie po niej wędrujemy; jeśli mieszkamy razem z działką i naturą. Doświadczamy, uczymy się i doskonalimy rok po roku. Coś, co na przykład zadziałało w 2010, musiało zostać zdefiniowane na nowo w 2011. W tak dominującym i ciepłym roku różnice między winnicami pojawiają się wolniej. Pracuję wyłącznie z beczkami drugiego napełnienia; pierwsze napełnienie nigdy nie trafia do butelki. Stłumiłoby to charakter winnic oraz tworzącego się wina.

– István Balassa

Powoli zacząłem odkrywać pełne aromatów, mineralne, wspaniale zbalansowane, wytrawne furminty. Różnorodność terroir, odzwierciedlona i skrywana pod poszczególnymi etykietami, objawiła mi jak złożone i różnorodne mogą być wina, które w perfekcyjnym wykonaniu ukazują cały, jakże zróżnicowany Tokaj. Pamiętam, jak wraz z przyjaciółmi otrzymaliśmy od Istvána zdegustowane do połowy butelki, by móc powrócić do nich już w domach. Jako miłośnik i koneser starszych win, wybrałem Furmint Nyulászó z 2010 roku. Ponowna degustacja, już w domowych pieleszach, zrodziła prawdziwą miłość do wytrawnego przedstawiciela Tokaju. Zauroczony, a nawet zakochany w tym winie, długo rozmyślałem jak do niego powrócić, jak wypełnić kilkoma butelkami swoją piwnicę. Na myśl przychodziły mi najróżniejsze rozwiązania; począwszy od zamówienia win bezpośrednio w winiarni, aż po kolejną wizytę w Tokaju i przy okazji zakup u źródła. Jednak poganiany najróżniejszymi obowiązkami temat zakupu Furminta Nyulászó z 2010 musiał zejść na plan dalszy.

Furmint Nyulászó 2010

Balassa Furmint Nyulászó 2010
Balassa Furmint Nyulászó 2010

Wraz z późną wiosną bieżącego roku, za pośrednictwem mediów społecznościowych, dotarła do mnie wspaniała wiadomość. Jeden z poznańskich importerów, poinformował na swoim profilu, iż w niedługim czasie jego portfolio powiększy się o część oferty win “jednego z najbardziej utalentowanych tokajskich winiarzy ostatniego dwudziestolecia”. To była muzyka dla moich uszu. Długo wyczekiwany Furmint Nyulászó z 2010 od Istvána Balassy w końcu trafił na krajowy rynek.

Dostępny w dość dojrzałym roczniku, a zarazem w przystępnej cenie Furmint Nyulászó 2010, skusił mnie do zakupu kilku butelek i powrotu pamięcią do pewnej przemiany, która miała miejsce podczas ostatniej wizyty w Tokaju. Jednoparcelowy furmint z Nyulászó (Nyúlászás w dawnym węgierskim oznaczało miejsce, w którym polowano na króliki) pochodzi z krzewów furminta, które sadzono między 1938 a 1972 rokiem. Wino fermentowało w trzystulitrowych beczkach, a następnie dojrzewało przez ponad pół roku w małych barrique.

Ten furmint z ekologicznej uprawy wyróżnia się dojrzałością. Mimo upływu dekady jest w świetnej formie – świeży, żywy i owocowy. Charakteryzuje się aromatami suszonych, kandyzowanych owoców, jabłek, orzechów, miodu, delikatnych nut benzynowych oraz lekkimi nutami utlenienia w tyle. W ustach wielowarstwowe i gęste. Mamy tu smaki owocowe i ziołowe połączone z cytrusową świeżością. Ten dziesięcioletni furmint swoją jakością wpisuje się prawie idealnie w schemat aromatyczny oraz smakowy poważnych, równie dojrzałych niemieckich rieslingów.

Balassa Furmint Nyulászó 2010, Olaf Kuziemka
Balassa Furmint Nyulászó 2010, fot. Olaf Kuziemka
Autor artykułu
More from Olaf Kuziemka

Bezcenne wino Stara trta na licytacji WOŚP w Krakowie!

Wino, które do tej pory było ekskluzywnym darem dla koronowanych głów, prezydentów...
Czytaj wiecej