News will be here
Pietrzak i Król a polska lewica oraz prawica

Najnowsi bohaterowie ogólnokrajowego medialnego dyskursu sami w sobie nie są już wcale tacy najnowsi. Jan Pietrzak i Marek Król, czyli duet publicystów-ekspertów starannie wyselekcjonowanych przez TV Republika, funkcjonują na rodzimej scenie od dobrych kilku dekad. Natomiast XXI wiek dotychczas rzeczywiście był dla nich epoką zimowego snu, czasem egzystencji gdzieś na marginesie głównych zainteresowań opinii publicznej. Sytuacja tej wyjątkowej dwójki odmieniła się jednak w tym tygodniu. Obaj panowie znów pojawili się na ustach całej Polski za sprawą porażających wulgarną bezmyślnością słów na temat przybywających do naszego kraju migrantów.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zainteresowała się Pietrzakiem i Królem, po tym, jak ten pierwszy pozwolił sobie na opowiedzenie dowcipu o umieszczaniu cudzoziemców w obozach koncentracyjnych, a drugi zasugerował “czipowanie imigrantów”.

Obie wypowiedzi (jak najbardziej słusznie) natychmiast spotkały się z masową falą krytyki ze strony dziennikarzy, reprezentantów rozmaitych politycznych frakcji oraz obywateli, którzy wciąż mają w sobie pokłady energii potrzebne do regularnego komentowania zdarzeń definiujących polską rzeczywistość społeczno-polityczną. Negatywna reakcja oraz zapowiedzi podjęcia konkretnych kroków prawnych są oczywiście jedynymi możliwymi do zaakceptowania w tej sytuacji replikami. Wykorzystywanie medialnego potencjału do snucia nienawistnej narracji po prostu musi spotykać się z uniwersalną odmową, po to, by idea demokratycznej debaty mogła zachować choćby resztki swojej etycznej tożsamości. Kłopot jednak w tym, że piętnująca Pietrzaka i Króla opinia publiczna nie poszła za ciosem i zamiast traktować ich ostatnie występy jako okazję do głębszej refleksji, rozpoczęła oraz jednocześnie zakończyła całą sprawę na wystawieniu nagany krnąbrnym dzieciom polskiej prawicy.

Żeby pochylić się nad tą sprawą bardziej dokładnie, należy najpierw skierować wzrok na USA.

Amerykańska lewica “nie umie w memy”

W czasach, do których spora część konserwatystów z całego świata już teraz czuje nostalgiczną miętę, czyli w czasach rządów Donalda Trumpa, amerykański internet ukuł chwytliwe hasło - “Lewica nie umie w memy” (“The Left can’t meme”). Efektowny slogan stanowił wtedy niezwykle trafną diagnozę ówczesnych realiów Stanów Zjednoczonych. Rzucał światło na dwie istotne kwestie.

Po pierwsze, odsłaniał prawdę o Trumpowskim sukcesie, który w dużej mierze był sukcesem internetowym. Najbarwniejszemu amerykańskiemu kapitaliście, w wyścigu o fotel prezydenta pomogła cała rzesza użytkowników popularnym grup dyskusyjnych czy mediów społecznościowych. Armia młodych ludzi (najczęściej młodych mężczyzn) złożona w takim samym stopniu ze szczerze oddanych Trumpowskiej ideologii wyborców, jak i kierujących się filozofią cyniczno-nihilistycznego chaosu trolli, przeprowadziła zmasowaną opiniotwórczą ofensywę w miejscach takich jak 4chan, Reddit, Facebook czy Instagram. Ich skuteczna e-dywersja polegająca na zainfekowaniu internetu tysiącami pro-Trumpowskich i równocześnie antyliberalnych oraz antylewicowych memów błyskawicznie przechyliła szalę zwycięstwa na stronę jednego z najbardziej kontrowersyjnych polityków tego wieku.

Po drugie, ujawniał impotencję kontrargumentów drugiej strony politycznego konfliktu.

Popularny prawicowy Youtuber o kondycji amerykańskiej lewicy

Postmodernistyczny konserwatyzm Trumpa w krótkim czasie zdołał wykreować nowy rodzaj społeczno-politycznej debaty - dyskurs memowy. Jego wyborcy w całkowicie oddolny, niezależny sposób wygenerowali własną mikrokulturę. Stworzyli swoje fora, grupy, portale, blogi, kanały Youtube’owe, które mimo pewnych estetycznych i merytorycznych różnic, razem skonstruowały zaskakująco monolityczny byt - monstrum napędzane nadwyżką energii nowoczesności kumulowanej w postironicznym podejściu do instytucji autorytetu (źródła atrakcyjności Trumpa należy szukać przede wszystkim w jego prowizorycznie, ale widowiskowo transgresyjnym imago), fetyszu teorii spiskowych powiązanych z “terrorem poprawności politycznej”, a także podświadomej tęsknocie za dawnymi ideałami kolektywistycznymi (ruch protrumpowski był i poniekąd nadal jest paradoksalnym emblematem nowoczesnego komunitaryzmu). Skonfrontowane z potęgą tegoż monstrum stronnictwo antytrumpowskie (mniej lub bardziej umowna lewica, czasem rozumiana jako radykalny, niszowy socjalizm czy komunizm, a czasem bardziej głównonurtowy progresywny obyczajowo neoliberalizm), było całkowicie bezradne. Zatomizowany, niespójny ideowo i estetycznie, nieskory do współpracy, obóz “niekonserwatywny” nie potrafił podjąć wyzwania. Jego przedstawiciele nie mieli w sobie samozaparcia oponentów, potrzebnego do wykreowania konkurencyjnej, trafiającej w gusta opinii publicznej internetowej narracji.

A gdzie w tym wszystkim znajdziemy ewaluację skandalicznego zachowania Pietrzaka i Króla? Otóż znajdziemy ją w analogicznym, choć oczywiście zredukowanym do lokalnego kontekstu, symptomie memologicznym.

Rozmowa na temat wypowiedzi Jana Pietrzaka

Jeśli uważnie przyjrzymy się dynamice relacji polskiej społeczno-politycznej codzienności i polskiej polemiki Facebookowo-Twitterowo-Youtube’owej, to prawdopodobnie dojdziemy do wniosku, że polska lewica też “nie umie w memy”. Oczywiście TV Republika, w przeciwieństwie do amerykańskich Youtuberów nie ma narzędzi pozwalających na widowiskowe zwycięstwo w krajowej wojnie kulturowej. Ponadto, siła rażenia naszych e-dyskusji jest nieporównywalnie słabsza niż siła rażenia amerykańskiej online’owej debaty.

Są to jednak drobne różnice, które bledną w obliczu jednakowości meritum. Otóż polski mikrokosmos polityczny na poziomie swojej całościowej struktury absolutnie odtwarza rzeczywistość amerykańską. W Polsce teraźniejszy krajobraz powyborczy jawi się bowiem jako powszedniość porządkowana przez dominującą omnipotencję stagnacji. Dwie usidlone przez status quo mniejszości - lewicowa i prawicowa mają nikłe, ale jednak j a k i e ś szanse na zmianę stanu rzeczy, choćby w dalszej, czy też najdalszej przyszłości.

Oba podmioty polityczne są tak samo zmarginalizowane i tak samo zdeterminowane, by wreszcie przebić na wylot przewidywalność polskiej demokracji.

Premier Donald Tusk o Janie Pietrzaku

Jeden z nich dysponuje dość niszowym, ale jednak prężnie rozwijającym kapitałem kulturowym. Posiada szereg samodzielnie funkcjonujących struktur - tytułów prasowych, portali, kanałów telewizyjnych, radiowych oraz Youtube’owych. Ma też w swoich szeregach gwiazdy TikToka - najpopularniejszego obecnie medium społecznościowego.

Lewica jest oczywiście tym drugim podmiotem.

Polska “nieumiejąca w memy” (nieobecna w nowoczesnych mediach) frakcja lewicowa jest więc podobnie jak lewica amerykańska, skazana na porażkę w starciu z frakcją prawicową. Tak więc, w razie ewentualnej zadyszki obecnej, stagnacyjnej narracji, to właśnie konserwatywna, a nie socjaldemokratyczna, czy socjalistyczna perspektywa ma realną szansę na zawładnięcie wyobraźnią ogółu.

Medialny jazgot, który wywołali Pietrzak z Królem, tylko to potwierdza. Pominąwszy jej merytoryczną jakość, czy też kontekst etyczny, retoryka publicystów TV Republika okazała się niesamowicie skuteczna. W obscenicznie cyniczny sposób umocniła w jej wiernych odbiorcach sugestywną iluzję aktu antyestablishmentowej transgresji. Lewica, nawet gdyby chciała utkać równie malowniczą imaginację, nie byłaby w stanie tego zrobić, ponieważ wciąż nie wzięła się za oddolną, kulturotwórczą pracę u podstaw, którą w Polsce wykonują nie socjaliści, a miłośnicy Romana Dmowskiego.

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling

News will be here